
Wrzesień 2020. Żyjemy zbliżającą się drugą falą pandemii. Nie wiadomo, jak za chwilę będzie wyglądać świat. Większość z nas wstrzymało swoje plany i marzenia. „Teraz nie ma szans na zmianę” – powtarzali moi przyjaciele. Jedni od dłuższego czasu na bezrobociu, drudzy świeżo po otrzymaniu wypowiedzenia, bo redukcja etatów. Jeszcze inni na home office, z którym przestali już sobie radzić. „Przecież nie znajdę teraz żadnej innej pracy. Nie ma na to szans!” – pisali do mnie załamani w wiadomościach na Messengerze. Rozumiałem ich obawy. Bo trudno przeć do przodu, kiedy z dnia na dzień wszystko się zmieniło, świat się zatrzymał, narosła niepewność, spotęgował się stres. Na zmiany musi być przestrzeń i ciężko ją odnaleźć, kiedy z tygodnia na tydzień dochodzą kolejne obostrzenia, bo pandemia w rozkwicie i nie widać szans, że szybko z niej wyjdziemy. Przyznam, że sam się poddałem.
Co najciekawsze, tylko na chwilę, bo udało mi się znaleźć nową pracę … UWAGA … na Facebooku. Pracę, na którą czekałem. Pracę, o której marzyłem. Pracę, która zmieniła moje życie. Teraz udowadniam, że nieustająco trzeba mieć nadzieję, być cierpliwym, nie poddawać się, nie załamywać się porażkami, mieć w sobie optymizm i same dobre myśli, bo jeżeli wierzy się w swoje marzenia, to nic nie jest w stanie przeszkodzić w ich realizacji. Tym bardziej wirus.
„Wydamy Twoją książkę”. Taką informację zobaczyłem, dokładnie 2 września 2020 roku, na Facebooku, którego przeglądałem. Straciłem ostrość widzenia, a serce zabiło mi mocniej. Po chwili przypomniałem sobie, że gdzieś w tryliardzie plików na moim komputerze, mam gotową od roku powieść. „Może warto spróbować?” – podumałem chwilę. „Michał, przecież marzysz o wydaniu książki!” – uprzytomniłem sobie.
Natychmiast zebrałem się do poszukiwania tekstu, znajdując przy okazji mnóstwo swoich selfie, materiałów ze studiów, a nawet zdjęć z gimnazjalnych wycieczek szkolnych. Muszę jeszcze dokładnie przebrnąć przez te zasoby, bo wiem, że wróci do mnie ogrom miłych wspomnień.
Załadowałem załącznik. Napisałem kilka zdań o sobie i wysłałem maila do Wydawcy, który ogłosił nabór propozycji wydawniczych. Następnie ruszyłem do kuchni po kawę. Pamiętam, że była to kawa z mlekiem. Tak uczciłem swoją szybką reakcję na ogłoszenie, nie zakładając happy endu.
„Jesteśmy zainteresowani współpracą” – po tygodniu odczytałem wiadomość mailową o takiej treści i nie wiedziałem, czy piszczeć ze szczęścia, czy doszukiwać się w tym wszystkim żartu. Spojrzałem do kalendarza, aby wykluczyć chociaż Prima Aprilis. Wtedy był 8 września, czyli Międzynarodowy Dzień Piśmiennictwa, jak i Międzynarodowy Dzień Walki z Analfabetyzmem.
Pomyślałem, że coś musi być na rzeczy.
Poczułem zmiany. Otworzono mi drzwi, a ja zdecydowałem się̨ je przekroczyć i wyjść w kierunku tego, czego pragnąłem. Podpisałem umowę wydawniczą. Zaczęliśmy intensywnie pracować nad tekstem mojej powieści. Jedna redakcja, druga redakcja, projekt okładki, korekta, skład i łamanie, przy tym wszystkim ustalanie działań promocyjnych, aby informacja o mojej książce ruszyła w świat. Byłem w wirze pracy, nie myśląc o tym, że naprawdę realizuje się moje marzenie. Już w grudniu, z dumą trzymałem w rękach swój debiut literacki, a styczeń 2021, czyli miesiąc premiery, to jeden z najlepszych okresów mojego życia. Wtedy na poważnie doszło do mnie, że naprawdę napisałem książkę, którą wydano i mogę nazywać siebie autorem. Teraz widzę ją na półkach w księgarniach. Dostaję recenzje i wsparcie od czytelników, którzy pozytywnie przyjęli moją komediową, szaloną historię „Przypadek? Nie sądzę!” i czekają na więcej.
Zadebiutowałem w pandemii. Oj, będzie o czym opowiadać na starość.
Najpiękniejsze w tej całej historii jest to, że życie samo wybrało dla mnie moment, w którym postanowiło mnie zaskoczyć i zafundować mi niesamowitą zmianę.
Życzę Państwu takich momentów. One na pewno przyjdą, tylko pamiętajcie, aby nie pozostawiać ich bez odpowiedzi. Bądźcie przygotowani.
Ja zareagowałem, a efekt jest taki, że mam debiut na koncie i podpisane umowy na kolejne literackie premiery. Teraz dołączam do autorów ANYWHERE.PL i będę pisać dla Państwa, na co bardzo się cieszę. Przeżywam niezwykle twórczy czas. Od września 2020 przekonuję się, że wszystko jest możliwe. Wcześniej myślałem, że to tylko tekst wyjęty z poradników, a teraz wiem, że ten tekst ma moc. Wszystko jest możliwe. Nawet w kryzysie. Nawet w rozszalałej pandemii.
Życie jest krótkie i warto cisnąć. Codziennie należy być dobrej myśli. Do tego trzeba mieć marzenia. Zawsze i o każdej porze! Bo nic nie jest w stanie ich skreślić.
fot.: Paulina Pawłowska





















