Jak zostałem gangsterem: Historia prawdziwa – Scorsese w wersji polskiej [RECENZJA]

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Ostatnio na platformę Netflix aka jedynarzeczmiędzyczłowiekiemaszaleńśtwemwczasachpandemii, wpadła bardzo ciekawa polska produkcja zatytułowana roboczo, a następnie niezmieniona – Jak zostałem gangsterem: Historia prawdziwa.

I to nawet dobre jest!


Reklama

Naprawdę. Abstrahując, że bohaterowie w latach 90-tych popieprzają w dresiwach z nowej kolekcji adidasa AD 2019, trup ściele się gęściej niż gęsto, twarde cool teksty niekiedy brzmią jak wyzywanki przedszkolaków w piaskownicy, a kobiety jako płeć to postać drugoplanowa życia (co można jeszcze jakoś uzasadnić), naprawdę przyjemnie ogląda się poczynania anonimowego bohatera w anonimowym właściwie świecie gangsterki.

Bohater to taki patchwork różnych polskich postaci z mafii, początków Pruszkowa i różnych bardziej lub mniej wysublimowanych gangsterów warszawskich przełomu XX i XXI wieku. Główny bohater to właściwie nikt specjalny, tylko trochę cwańszy od bandy debili ziomek, któremu wychodzi to, co robi, bo myśli o tym, co robi.

I to właściwie jego główna zaleta. Abstrahując od frazesów typu braci się nie traci, produkcja nie obraża inteligencji czytelnika, rzeczy wynikają względnie ze siebie nawzajem, a fabuła jest wartka jak rzeka koki, która zalała Warszawę i lepka jak kłamstwa Masy, głównego chłopca do bicia naszych uroczych antagonistów.

Ciekawie wypada także stylizowana na Scorsese narracja pierwszoosobowa, która objaśnia nam kolejne elementy fabuły i czasem łamie w nawet zabawny sposób czwartą ścianę, czy też raczej, jak to ma miejsce w tej produkcji, ścianę numer 3 i pół. Można by się przyczepić, że jest to nieco zbyt duża inspiracja, ale jak czerpać to od najlepszych, więc nie traktowałbym tego jako plagiat, ale podniesienie kielicha w stronę mistrza na suto zakrapianej gangsterską krwią imprezie.

Co jednak najbardziej cieszy w tym filmie to świeżość. Maciej Kawulski jako reżyser naturszczyk nie ma tej polskiej, sztampowej szpachli fabularnej, domniemania debilizmu odbiorcy, dzięki czemu obraz prezentowany w filmie jest zaczepny, dziarski i cwaniacki dokładnie tak, jak dobre kino gangsterskie rodem zza Atlantyku.

I to właściwie tyle. Wszyscy grali naprawdę dobrze, choć trzeba byłoby wyróżnić Marcina Kowalczyka w roli charyzmatycznego Bohatera, Tomasza Włosoka jako psychopatycznego Waldena i nawet, co trochę mnie przeraża, Natalię Siwiec, która świetnie gra nieco przećpaną, dość durną trzpiotkę, która zakochała się w kokainowym bad boyu. Może wie coś na ten temat czego ja nie. Najgorzej wypada Natalia Szroeder jako druga połówka Bohatera, ale to też w pewnej mierze dlatego, że postaci kobiece nie są domeną chłopaków i może nawet nie można się im dziwić.

Bardzo fajne, ja bym obejrzał i nawet to zrobiłem.

 

3/10 – niby fajnie, ale dlaczego Marek Dyjak miał tylko jedną scenę?!

Reklama

Nie sądziłam, że będę zajmować się nieruchomościami! | Matylda Robakowska i Edyta Kwiatkowska-Pelizg

#zPrezesami to autorski cykl rozmów prowadzony przez Edytę Kwiatkowską-Pelizg, realizowany we współpracy z Anywhere.pl Platformą Medialną. To rozmowy z przedsiębiorcami i liderami o budowaniu biznesu oraz codzienności ludzi, którzy biorą za niego odpowiedzialność. Zaglądamy za kulisy zawodowych decyzji, wracamy do początków, przełomów i doświadczeń, które zmieniły sposób myślenia naszych gości.