Sto lat niech żyje nam! A kto? Eminem!

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

W zeszły czwartek swoje czterdzieste szóste urodziny obchodził Eminem. Jubilat naprawdę miał co świętować, ponieważ dotychczas udało mu się zgromadzić setki milionów fanów na całym świecie, sprzedać niewyobrażalne ilości płyt, zdobyć szacunek nie tylko środowiska rapowego, ale niemal całej branży muzycznej oraz nagrać dziesięć solowych projektów, z których przynajmniej dwa można spokojnie nazwać kultowymi. Mam nadzieję, że Marshall Mathers się na mnie nie obrazi i pozwoli mi złożyć spóźnione, lecz szczere życzenia.

Drogi Marshallu Mathersie! Chciałbym Ci przede wszystkim życzyć kolejnych profesjonalnych sukcesów. Mimo już słusznego jak na rapera wieku, wciąż utrzymujesz się na fali wznoszącej światowego hip-hopu i oby trwało to jak najdłużej. Mam jedynie nadzieję, że w końcu przestaniesz narzekać na dokonania młodszych od Ciebie kolegów po fachu. Faktycznie nie zbliżają się oni do Twojego rymowanego warsztatu, ani nie potrafią tak jak Ty posługiwać się dwudziestoma rodzajami flow, ale musisz dostrzec w nich inne zalety. Współczesny hip-hop to już nie tylko wyścigi polegające na szybkim wypluwaniu wielosylabowych sformułowań. Obecnie w tym gatunku liczy się przede wszystkim wyobraźnia, pozwalająca na wychodzenie poza stylistyczne schematy. Proszę Cię, spróbuj dostrzec te nowe wartości.

Życzę Ci również, byś pewnego dnia spełnił swoje największe marzenie i wreszcie został w pełni zautomatyzowaną, stuprocentowo efektywną rap-maszyną. Być może dzięki nowoczesnej technologii uda się dokonać kompletnej metamorfozy i będziesz funkcjonował jako cyborg, który oddycha, rymując słowa wszystkich języków świata. Kiedy to już się stanie, powinieneś zapamiętać tylko jedną rzecz. Otóż perfekcyjny raper wcale nie oznacza genialnego artysty. Tego pierwszego historia zapamięta jako wspaniałego, ale jednak rzemieślnika, którego twórczość nie zmieniła historii popkultury. Wiem, że już wybrałeś drogę króla warsztatu, ale zastanów się przez chwilę, czy to, że do tej pory skupiałeś się tylko i wyłącznie na czystej technice, kosztem kreatywnej artystycznej wizji, było na pewno dobrą decyzją.

Kibicuję także Twym głównonurtowym sukcesom. Obyś dalej nagrywał hity podbijające listy przebojów rytmicznymi zwrotkami oraz niezwykle chwytliwymi refrenami. Następne radiowo-streamingowe hity na pewno wzmocnią Twoją pozycję boga pop rapu, co utwierdzi widownię w przekonaniu, że nie ma bardziej pożądanej show-biznesowej marki niż Eminem. Oczywiście, przy konstruowaniu przyszłych przebojów, mógłbyś podejść do sprawy trochę subtelniej niż zwykle. Może odpuścisz sobie współpracę z piątymi wodami po kisielu r&b w rodzaju Skylar Grey i zrezygnujesz z drugoligowych refrenów w stylu piosenki z “Venoma”?

Czego Ci jeszcze życzyć? Górę pieniędzy już masz, sławny jesteś prawie jak Elvis, no i zdrowie chyba też dopisuje. Już wiem! Szanowny Eminemie, przestań traktować swoją profesję tak poważnie. Naprawdę nie musisz wciąż bronić etosu “prawdziwego” rapu, wdając się w niepotrzebne konflikty z młodszymi artystami. Na przykład, nazywanie tak zdolnych twórców, jak Tyler, the Creator homofobicznymi wyzwiskami (tylko dlatego, że współzałożyciel Odd Future skrytykował jeden z Twoich projektów) wcale nie jest błyskotliwe, a wręcz zbliża Twoje działania do socjopolitycznych narzekań dziadka przy wigilijnym stole. Oto najlepsza rada, która pozwoli Ci dotrwać przynajmniej do pięćdziesiątki – wyluzuj!

Reklama