Marcin Ranuszkiewicz

Kto nie oglądał, jak był mały? Każdy wybierał sobie postać i chciał nim być, krzycząc na podwórkach: GO, GO Power Rangers. Ja byłem Żółtym, Szablozębnym! A teraz, biorąc na testy Żółtego Forda Rangera, powiedziałem sobie, że będę poruszał się na czterech łapach (4×4) oraz, jak przystało na tygrysa, będę szybki w szarży i pokonywaniu przestrzeni. Trochę infantylne – wiem, wiem, ale wojownicza nuta z bajki się pojawiła!



Wiadomo, zabrałem „Żółtego” na Mazury. Trochę pośmigaliśmy na S61, trochę pośmigaliśmy między Miłkami a Rydzewem, jadąc przez Wierciejki, a to trasa dla twardzieli, przy 70 km/h wyrzuca z pasa niczym spadające buraki z naczepy po zbiorach. A ja? A ja, Go, Go Power i byłem mistrzem susów na tej drodze, ha! To idealny 6-kilometrowy odcinek na test, nie trzeba przekraczać prędkości dopuszczalnej 90, a i tak przeciążenia odczuwalne jak w rakiecie Muska.
Żółty Ranger to dobry Ranger. Karny jest, reaguje na polecenia, ma dużo mocy i dużą pojemność. Szeroki rozstaw, 4×4, milion wskaźników i czujników i mnóstwo opcji napędów, co pozwala czuć się dość bezpiecznie. Prześwit między powierzchnią drogi a podłogą idealnie dostosowany do mazurskich chaszczy. Bawiłem się świetnie! Trzeba przyznać, że kabina, żywcem wzięta z Raptora, co ogromnie cieszy, zrobiona z pomysłem, wykończenia bez poczucia low cost’u. Ogromny centralny wyświetlacz, drugi za kierownicą – też ogromny, no i to seryjnie montowane nagłośnienie firmy Bang & Olufsen robi kolosalną robotę. Zestaw zagłuszy każdą pokonywaną nawierzchnię i nierówności, obawiam się, że gubiącego silnika też ucho nie wyłapie.


Dla biwakowiczów, campingowych wariatów, dla tych co na ryby, na grzyby – pamiętajcie, macie tam dwa gniazda 230 V – czyli lodówka, telewizor, mikser, Thermomix, piła kątowa, ekspres do kawy czy też opiekacz, blender lub wiertarka ze szlifierką – wszystko podłączycie! A jak się zmęczycie i świeże powietrze Wam przyniesie sen, macie gdzie spać (wystarczy materac wrzucić na pakę), no chyba że użytkownik ma zapędy bycia królewiczem i niezbędna jest przyczepa, a to co innego! Nie rozczaruję Was, „Żółty” ma hak i nie zawaha się go użyć, ciągnąc przyczepę do 3,5 tony.

Mój „Żółty” to model hybrydowy. Łącznie prawie 300 koni. Szkoda, że bateria ma pojemność tylko na około 50 kilometrów. Do miasta by się przydała większa, bo miasto nie rozpieszcza nawet uśmiechami Zespołu Sprzedającego na stacji benzynowej. To nie jest auto do miasta. Nie chodzi o spalanie, może trochę o rozmiar, bo nie wszędzie uda się zaparkować. Chodzi o to, że prowadząc to auto, po prostu wiesz, że możesz więcej, a w mieście pojęcie słowa „więcej” w kontekście moto praktycznie nie istnieje.
Zatem, wszyscy ci, lubiący przygodę, mogą znaleźć w tym modelu swojego odpowiednika Power Rangera.










































