
早安 - czyli chińskie „dzień dobry”, które odpowiada też ruchom palca na ekranie głównym podczas poszukiwania stacji radiowych po opuszczeniu miasta.
Ale żeby zaraz nie było, że wjeżdża tu jakiś negatyw — wręcz przeciwnie, wręcz odwrotnie. Historia jest prosta i zdecydowanie mniej skomplikowana niż 20 lat budowy S7. To moja druga przygoda z tym samochodem. Pierwsza polegała na korzystaniu z niego jako auta festiwalowego podczas Festiwalu Filmowego w Gdyni. Był to tzw. samochód festiwalowy, użytkowany przez kilka osób przez kilka dni.


Nie słyszałem żadnych złych opinii. Nikt nie narzekał na komfort podróży — bo jest cholernie wygodnie. Nikt nie marudził na spalanie — średnio 6 l/100 km. Brzmienie? Piękne basy. Zawieszenie? Cisza, bez stuków. Brak ładowarek? Nie. Ścisk na tylnej kanapie? Też nie.

Pierwsze auto było oznaczone jako „7 SuperHybrid”. Była też wersja „7” hybrydowa, ale w innej konfiguracji napędu. Poza tym wnętrze jest identyczne — podobnie elektronika oraz pojemność bagażnika.




Samochód zabrałem na kilka dni. Oczywiście byłem na moich ukochanych Mazurach i oczywiście nie omieszkałem trochę „pobuszować” po lesie, zahaczając o kilka łąk. Nie chcę się rozpisywać o walorach, bo nikt dziś nie wie, jak te samochody będą funkcjonowały za kilka lat. Rozsądnym rozwiązaniem wydaje się więc wynajem krótkoterminowy albo leasing na 4 lata — daje to bezpieczeństwo użytkowania w ramach gwarancji i dobrego serwisu.

Po drugim teście jestem przekonany, że w takiej konfiguracji, z takim napędem i przede wszystkim w tej cenie, to jeden z najlepszych wyborów na polskim rynku. Nie oszukujmy się — w tej półce cenowej szansa na znalezienie innego auta z takim wyposażeniem, mocą i pakietami wspierającymi jest praktycznie zerowa.
Jeśli ktoś myśli o nowym samochodzie na nowy rok, to polecam wybrać się do salonu Jaecoo & Omoda.



























