Drezno (nazywane kiedyś barokową Florencją) ma w swojej historii naprawdę dramatyczny wątek. Choć miasto przetrwało w stanie nienaruszonym prawie całą II wojnę światową, działania aliantów w ostatnich jej miesiącach zrównały to piękne miejsce z ziemią. Położenie w głębi kraju i brak obiektów o znaczeniu strategicznym (dzięki czemu miasto zostało uznane za bezpieczne), przyczyniły się do pozostawienia Drezna bez jakiejkolwiek obrony przeciwlotniczej. W połowie lutego 1945 roku wojska RAF i USAAF zbombardowały prawie 40km2 miasta, zabijając blisko dwadzieścia pięć tysięcy osób. Doszczętnie zniszczone i odbudowane tylko częściowo, Drezno posiada jedynie niewielką część dawnej historycznej zabudowy. Mimo to, wieczorny spacer po pustych ulicach miasta nie pozostawia żadnych wątpliwości – Drezno wciąż zachwyca.

Do Drezna ściągnęła mnie historia… Majów, którą odkrywałam w trakcie wizyty w Meksyku. Co wspólnego ma stolica Saksonii z tą starożytną cywilizacją? W Sächsische Landesbibliothek –
Staats- und Universitätsbibliothek Dresden (SLUB) znajduje się oryginalny dokument zawierający informacje astronomiczne majów. Skryty w potężnej gablocie, Codex Dresdensis jest jednym z czterech dokumentów, które przetrwały okres niszczenia majańskich ksiąg przez duchowieństwo. Znajduje się w treasure room i jest jedynym udostępnionym dla turystów kodeksem. Można go zobaczyć codziennie w godzinach 10-18, wstęp jest bezpłatny. Polecam zobaczyć go na żywo, ale jeśli ktoś nie może, a bardzo chce na niego zerknąć, kodeks jest udostępniony do pobrania w formacie pdf. Możliwość obejrzenia tych kilkudziesięciu stron zapisanych glifami, które były odczytywane przez archeologów w każdy możliwy sposób, to uczucie nie do opisania. Mam przed sobą setki lat obserwacji nieba przez jedną z najbardziej tajemniczych cywilizacji świata, zebrane w dokument o długości 74 stron, który tylko czeka, aż odkryją go koleje pokolenia. Czeka, aż pojawi się ktoś, kto bezbłędnie odczyta pismo Majów i zmieni sposób postrzegania ich cywilizacji. Niestety, nie będę to ja. Ale może to będziesz Ty? Warto sprawdzić.

Mój wieczorny spacer zaczynam od Semperoper. Na jej szczycie znajduje się przepiękna rzeźba przedstawiająca cztery pantery zaprzęgnięte w rydwan Dionizosa. Budynek nie miał łatwego życia – zniszczył go pożar, został zbombardowany, a powódź, która go dosięgnęła w 2002 roku, wyrządziła szkody szacowane na 27 milionów euro. Tuż obok znajduje się słynny Zwinger – późnobarokowy zespół pałacowy, w którym do wyboru mam Galerię Obrazów Starych Mistrzów, kolekcję historycznych wyrobów porcelanowych, kolekcję dawnych przyrządów matematyczno-fizycznych, zbrojownię z bezcennymi egzemplarzami broni albo oranżerię z egzotycznymi roślinami, sprowadzonymi do Zwingeru przez króla Augusta II Mocnego.
Po drugiej stronie ulicy znajduje się barokowy zamek książąt Saksonii oraz “Orszak książęcy” – długi na 100 metrów i wysoki na 10 metrów, największy na świecie ceramiczny obraz ścienny. Przedstawia on władców z dynastii Wettynów którzy władali Saksonią przez blisko 800 lat. Na dwudziestu pięciu tysiącach płytek znajdują się 94 osoby. Są to nie tylko książęta i hrabiowie, ale także naukowcy, artyści i rzemieślnicy. Jest tam też 45 koni i 2 charty, a całość jest wykonana z taką precyzją, że stoję i podziwiam malowidło przez prawie godzinę. Skoro nieustannie przybywa ludzi dookoła mnie, oznacza to tylko jedno – to dzieło jest tak znakomite, że zatrzymuje wszystkich, nie pozwalając przejść obok siebie obojętnie.
W sercu starego miasta znajduje się kościół Marii Panny – jeden z największych na świecie budynków wzniesionych z piaskowca. Zawalił się dzień po nalotach dywanowych w 1945 roku i prawie 45 kolejnych lat stał jako ruina, przypominając wszystkim o okropieństwach wojny. Dopiero po upadku Muru Berlińskiego w 1989 roku rozpoczęto prace nad jego rekonstrukcją, by w 2005 roku otworzyć go dla wiernych i turystów, zmieniając go z pomnika wojny w symbol pojednania.

Krążąc samotnie po mieście mijam skromny budynek bez okien, za to z fascynującą bryłą. Jest to Nowa Synagoga, która nie mogła zostać umiejscowiona w osi wschód – zachód, jak nakazuje Tora, więc z każdym kamieniem dokładanym wyżej, skręca się we właściwym kierunku. Genialne, prawda?
Idę przez stare miasto perfekcyjnie przeplatające się z nowoczesnymi budynkami i komunikacją miejską. Wciąż nie czuję niesmaku, patrząc na połączenie baroku ze szklanymi biurowcami, i właśnie to sprawia, że planuję tu wrócić na dłużej. Najlepiej zimą, by zobaczyć otulone śniegiem, śpiące bajkowe miasto skąpane w pomarańczowym świetle ulicznych latarni. Miasto z trudną historią która nadal daje o sobie znać, wysyła tęskne spojrzenia w kierunku przedwojennych zdjęć. Warto zobaczyć to, co zdołano tu odbudować.

















