Miałam w głowie obraz Maroka zbudowany na podstawie zdjęć, filmów i artykułów. Już wyjście z samolotu pokazało mi, że wiele w tej podróży się zmieni. Kara przychodzi błyskawicznie – to nie aromat przypraw i kadzideł wita mnie na lotnisku, tak jak sobie wyobraziłam. Nie czuję nawet paliwa lotniczego. To dziwny, zatykający zapach. Czuję… wielbłądy.

Agadir jest sercem marokańskiej turystyki. Każdy na dzień dobry musi tu zapłacić podatek od naiwności – chociażby na wodzie butelkowanej czy oleju arganowym. Sercem miasta jest souk (bazar), na którym można kupić dosłownie wszystko. Przyprawy uformowane w ogromne kolorowe stożki oraz ich sprzedawcy, potrafiący perfekcyjnie określić narodowość turysty na podstawie kilku wypowiedzianych przez niego słów, gwarantują sukces transakcji. Kupuję za dużo wszystkiego, bo kolory i atrakcyjne ceny nie pozwalają mi odejść od stoiska z pustymi rękami. Gdy podziwiam dywany utkane w piękne, orientalne wzory i zachwycam się smakiem miętowej herbaty, dociera do mnie, że nieświadomie stałam się kolejnym bezmyślnym turystą. Jednostką zaprogramowaną na kupowanie pamiątek w ilościach hurtowych, nie zwracającą uwagi na otaczające ją wydarzenia. Kara przychodzi szybko: w tajemniczych okolicznościach znika mi portfel. Aktualny stan konta to -50 euro, brak dowodu osobistego i kart płatniczych. Urok Maroka znika w pierwszych dniach.

Nietaktem jest nieodwiedzenie Marrakeszu, nazywanego najbardziej kolorowym miastem Maroka. Z uwagi na kradzież portfela oraz ostrzeżenia pracowników hotelu dotyczących fotografowania czegokolwiek w okolicach Mediny, odpuszczam. Kolejna kara przychodzi nieco później – nie odzyskuję pieniędzy za opłaconą z góry wycieczkę. Nieprzyjemne zaczepki, prośby o oddanie pieniędzy, a nawet obrzucanie kamieniami przez dzieci – kary spadają na mnie co krok…
Gdy samotne spacery o wschodzie słońca po długiej na 8 kilometrów plaży nie poprawiają mi już humoru, wymyślam plan awaryjny. Wypożyczam samochód i jadę do Legziry, by zobaczyć jedną z najpiękniejszych plaż w kraju. Są na niej ogromne łuki skalne, które wgryzają się w niespokojne fale Atlantyku. Zastanawiam się, czy urok tego miejsca będzie w stanie puścić w zapomnienie niepowodzenia dotychczasowej podróży. Odpowiedź przychodzi szybko, tuż po zjechaniu z urwiska tak stromego, że uszkodzenie na nim zawieszenia wydaje się być naprawdę małym kłopotem. Plaża jest niesamowita i nie ma na niej nikogo. Dookoła unosi się bryza, która chłodzi rozpaloną południowym słońcem skórę. Na zboczu jednego z wzniesień zbudowane jest malutkie, pomarańczowo-niebieskie miasto, w którym czas zatrzymał się wiele lat temu. Legzira znajduje się 160 km na południe od Agadiru. Tak niewiele potrzeba, by po jednym głębokim oddechu tutaj zmienić zdanie o wszystkim, co do tej pory widziałam. Ponieważ we wszechświecie musi panować równowaga, czeka na mnie kolejna kara. Tym razem nie od losu, a od policjanta. Marokański mandat za przekroczenie prędkości będzie zdecydowanie najbardziej oryginalną pamiątką, jaką przywiozę z tej podróży.

W Agadirze znajduje się letnia rezydencja króla Maroka, która jest ukryta przed światem w gąszczu palm i krzewów ozdobnych. Choć nie ma żadnej szansy na zobaczenie nawet fragmentu pałacu, z wysokości końskiego grzbietu wydaje się to jeszcze bardziej tajemnicze. Jadę wzdłuż królewskiego ogrodzenia, aż do punktu obserwacji ptaków w delcie rzeki Wadi Sus, parku Foret Recreative De L’embauchure De L’oued Souss, gdzie z grzbietu mojego rumaka oglądam fruwające nad głową flamingi i czaple.

Nie przeszkadzają mi już śmieci leżące dookoła, hałas motocykli, krzyki ludzi i zwyczaj trąbienia na wszystko, co się rusza. Wypchane po brzegi podrobionymi ubraniami targi, piramidy stworzone z różnokolorowych przypraw, stare Mercedesy W123, używane tu jako taksówki, i butelki po czymkolwiek wypełnione olejem arganowym – to jest właśnie prawdziwy urok Maroka. I właśnie taki podoba mi się o wiele bardziej niż ten, który sobie wyobraziłam.
PS We wrześniu 2016 roku runął najsłynniejszy łuk na plaży w Legzirze, co spowodowało znaczny spadek turystyki w tym regionie.

















