Gdy w 1932 roku Ole Kirk Christiansen zakładał w malutkim Billund swoje przedsiębiorstwo, prawdopodobnie nawet nie marzył o tym, że kiedyś cały świat będzie znał i cenił jego klocki – kolorowe cegiełki składane za pomocą systemu wypustek i odpowiadających im gniazd. Gdy lata mijały, a firma się rozrastała, powstawał Legoland – park rozrywki zbudowany z ponad 60 milionów klocków. Jest tu cała masa atrakcji, więc to jedynie od nas zależy, w kogo się wcielimy. Czy w płetwonurka z żółtej łodzi podwodnej podziwiającego ogromne płaszczki i kolorowe ryby, czy pirata z głośną papugą na ramieniu, szukającego skrzyni pełnej skarbów w opuszczonej jaskini. Możemy zobaczyć niedźwiedzia polarnego i przemierzyć arktyczne obszary skute lodem i przykryte śniegiem lub poznać przemiłych Indian i wraz z nimi popłynąć czółnem przez wzburzoną rzekę. Możemy wzbić się w powietrze niczym orzeł na zbudowanym specjalnie na 50. urodziny parku rollercoasterze, lub stanąć oko w oko z ogromnym smokiem w Królestwie Rycerzy. Możemy też podpatrywać afrykańską Wielką Piątkę z siedzenia naszego jeepa lub w kilka minut obejrzeć najważniejsze budowle świata (tylko trochę mniejsze niż oryginały). A najpiękniejsze w tej podróży będzie to, że możemy być kimkolwiek chcemy, bo właśnie po to został stworzony Legoland. Żebyśmy mogli spełnić wszystkie dziecięce marzenia i uśmiechać się przy tym od ucha do ucha.

W centrum liczącej zaledwie ok. 6 tys. stałych mieszkańców miejscowości znajduje się Lego House. Zbudowany we wrześniu 2017 roku jest prawdziwym architektoniczym dziełem, gdyż składa się z 21 bloków podobnych do klocków lego. Dzięki temu żadne filary czy zbędne ściany nie były potrzebne do stworzenia kreatywnej przestrzeni dla zwiedzających na każdym piętrze budynku. Na samym środku stoi Drzewo Kreatywności – zbudowane z ponad 6 milionów klocków, jest największym modelem lego na świecie. Lego House jest podzielony na cztery strefy, a każda z nich oferuje inne atrakcje. W strefie żółtej możemy zbudować własną rybkę, a po zeskanowaniu obejrzeć ją pływającą beztrosko w wielkim akwarium. Strefa czerwona to strefa konstrukcji – ogromny wodospad zbudowany z blisko 2 milionów klocków udowadnia, że z lego można zbudować wszystko, co się tylko chce. W strefie zielonej możemy uklęknąć na podłodze, zanurzyć ręce w drobnych plastikowych częściach i z uśmiechem na twarzy poszukać elementów, z których stworzymy samego siebie i swoich bliskich, dobierając odpowiednie akcesoria do setek małych żółtych główek z najróżniejszymi wyrazami twarzy. W strefie niebieskiej wymagane jest skupienie – przecież nie jest łatwo zaprogramować robota, który uwolni mamuty uwięzione w bryle lodu! Skoro o robotach mowa… w restauracji są aż dwa! Uśmiechnięte, tańczące roboty wydają posiłki w ogromnym klocku (posiłek zamawia się, budując swoje menu z czterech kolorów klocków i skanując swoją konstrukcję). Dziecko, które płacze, bo za nic nie chce skończyć swojej zabawy, nie jest może widokiem niezwykłym. Ale dorosły, który nie chce oderwać się od lego – to już coś.

Gdy ochota na zabawę zostanie już zaspokojona, możemy wybrać się w podróż dookoła Billund. Dobrym pomysłem jest odwiedzenie Kolding, urokliwego miasta położonego w południowej Jutlandii. Znajduje się tu zamek Koldinghus, będący dawną siedzibą królów Danii. Ostatni pożar z 1808 roku strawił go prawie doszczętnie, lecz to, co z niego zostało, znajduje się w środku, bezpiecznie otoczone na nowo wzniesionym zamkiem. W 1659 roku wojska szwedzkie Karola X Gustawa zaatakowały twierdzę Kolding, a na pomoc Duńczykom przyszedł Stefan Czarniecki, który szturmem zdobył Koldinghus. Dzięki temu polskiemu elementowi czas na zamku płynie jeszcze milej (zwłaszcza gdy jest się w pracowni dawnych strojów, w których można się przechadzać po zamku niczym duńscy królowie).

Zaraz po wizycie na zamku warto odwiedzić muzeum sztuki współczesnej, by nadal obcować ze sztuką – taką o zupełnie innym charakterze. Trapholt to jedyne muzeum sztuki nowoczesnej w Danii, w którym można zobaczyć kolekcję dwudziestowiecznych krzeseł. Aktualnie trwa tam również ekspozycja o wiele mówiącej nazwie „Eat Me”. Wystarczy zostawić po sobie zużytą gumę do żucia, by stać się częścią niezwykłego projektu i zastanowić przez chwilę, czym właściwie jest jedzenie i jaki ma wpływ na świat. Muzeum znajduje się w przepięknym ogrodzie z widokiem na fiord, więc pobyt tu może być bardzo inspirujący.
Cały obszar w południowo-zachodniej Danii, określany zbiorczo jako Legoland Billund Resort, to nie tylko parki rozrywki. To przede wszystkim współpraca miast z całego regionu, by zapewnić turystom najwspanialszy czas, jaki mogą spędzić w tym zakątku Europy. Hasło „Leg godt!” – „baw się dobrze!” – jest tu odczuwalne jak nigdzie indziej na świecie. Nie zapominajmy jednak, że pewne rzeczy nigdy się nie zmieniają. Nadepnięcie na klocek LEGO zawsze boli tak samo…

















