Urlop rzecz święta

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Deszcz, plucha, zimno, ciemno… jesienna pogoda nie służy dobremu samopoczuciu. Piękne, słoneczne dni polskiej złotej jesienni to tylko rzadkie wyjątki. W taką pogodę nietrudno także o przeziębienie. Wszystko to wpływa na nasz nastrój. Trudniej wstać nam rano z łóżka, znaleźć siły do działania, energię i motywację.

Dla osób, które całe lato spędziły w klimatyzowanych, korporacyjnych biurach, okres ten może być szczególnie trudny. Nasz organizm to nie maszyna, którą można eksploatować bez umiaru. Mimo że czasem głowa podpowiada, że chce działać, że ma pomysły, że może więcej, nasze ciało mówi stop. I mówi to na różnoraki sposób – osłabiony organizm łapie infekcje, szybki, stresujący tryb życia przynosi efekty w postaci bólów głowy, brzucha, kręgosłupa, obniżonej koncentracji, a nawet objawów depresji, która ma zmusić nas do zwolnienia tempa i przeorganizowania życia w bardziej optymalny sposób.

Co znaczy „bardziej optymalny”? Na to pytanie każdy z nas musi sam znaleźć odpowiedź. Nie ma jednej sprawdzonej recepty. Niemniej jednak zdecydowanie wartą uwagi koncepcją jest „life – work balance”.

urlop_rzecz_swieta

Idea ta powstała na przełomie lat 70. i 80. jako pomysł na znalezienie sposobu zarządzania czasem, który zapewni równowagę pomiędzy pracą a życiem osobistym. Według mnie główną zaletą tej koncepcji jest to, że nie ma ona ściśle określonej definicji. Nie zachęcam, by z zegarkiem w ręku liczyć godziny spędzone w pracy i w domu, by dzielić je po równo. Byłoby absurdalnym tracenie energii na zastanawianie się i (co gorsza!) zamartwianie, że równowagi tej nie udało się osiągnąć danego dnia, co zresztą wydaje mi się wręcz nieosiągalne. Dlaczego więc zachęcam do działania zgodnie z ideą, która nie ma definicji. Dlatego, że możesz ją stworzyć samemu! Każdy z nas pracuje inaczej – dla jednych praca to codzienny obowiązek, który zostawia za sobą w momencie opuszczenia biura, dla innych to własny biznes, który jest sposobem na zarobek, ale i hobby, niektórzy pracują w branżach, w których normowany czas pracy 8 – 16 jest kompletnie niemożliwy i nieprzydatny. Tak z pracą, jak i z życiem poza nią – każdy z nas potrzebuje czegoś innego, jedni potrzebują więcej, inni mniej godzin snu, by czuć się w pełni sił, dla jednych na pierwszym miejscu stoi rodzina, z którą spędzanie czasu to największa przyjemność, jaką mogą sobie dać, inni cenią sobie czas spędzony sam na sam, kolejni czerpią energię ze sportu, z czytania, z filmu, teatru, zabawy ze zwierzętami, spacerów.

„Life – work balance” w mojej definicji oznacza opracowanie dla siebie harmonogramu dnia zgodnego z naszymi potrzebami. Podkreślam – harmonogramu dnia, nie tygodnia, miesiąca czy roku. Powtarzalność i przewidywalność łączona z systematycznością jest świetną sprawą w wielu dziedzinach, ale niekiedy staje się skostniała i sztywna. Czasem dużo napięć w pracy sprawi, że będziesz chciał częściej rozładować je poprzez wysiłek fizyczny, a już w kolejnym tygodniu będziesz potrzebował większej uwagi i intensywności obecności rodziny lub przyjaciół. Czasem będziesz chciał uciec w wir pracy, który pomoże ci odciągnąć myśli od trudnych wydarzeń, a niekiedy będziesz potrzebować urlopu, by w pełni zaangażować się w rozwiązanie pozazawodowych problemów.

Jak poznać, czego potrzebujesz? Słuchaj swego ciała. Słuchaj siebie. Swojego wewnętrznego głosu, który podpowie, co będzie dla ciebie najlepsze. Słuchaj też głosu rozsądku, który da znać, czy możesz odłożyć niektóre zadania na później, lepiej je rozplanować, a z mniej ważnych zrezygnować.

A co najważniejsze? Urlop to rzecz święta. Daj sobie czas na regenerację i odpoczynek choć raz w roku. Czasami słyszę – „łatwo powiedzieć” – ludzie tłumaczą się ogromem obowiązków lub wysokimi kosztami wyjazdowych urlopów. Każdy znajdzie własną wymówkę. A przecież tu chodzi o twoje zdrowie – fizyczne i psychiczne. Nie bój się dawać sobie, jesteś swoją najlepszą inwestycją. Każdy z nas oczekuje, by inni traktowali nas z szacunkiem, by okazywali troskę, byli akceptujący, by kochali takimi, jakimi jesteśmy. Brzmi bardzo sensownie, prawda? To nie są wygórowane oczekiwania, każdy człowiek na to zasługuje. Tylko, czemu my sami dla siebie tacy nie jesteśmy? Jeśli nie potrafimy troszczyć się o siebie, akceptować, kochać, to czemu oczekujemy tego od innych?

Zmianę zacznij od siebie, nie od przyjaciół, pracy czy partnera. Od siebie i od „świętego” urlopu – czy to miesiąc all inclusive na Malediwach, czy weekend pod namiotem na wsi – nieważne. Ważny jest sam fakt relaksu i zadbania o siebie. Relaksu, na który zasługujesz!

 

autor: Jagoda Zajączkowska

 

Reklama