- Nie boję się wyzwań | Anna Halarewicz i Joanna Walaś
Dziś Joanna Walaś gości w swoim programie #ToZależy Annę Halarewicz - ilustratorkę i malarkę. Wspólnie poznamy historię Ani i dowiemy się co jej praca wniosła do jej życia. Jak dziś podchodzi do swoich projektów i realizowanych współprac? - POLKI LUBIĄ ZADBAĆ O SWOJĄ CERĘ | Danuta Mieloch i Joanna Walaś
Joanna Walaś w rozmowie z Danutą Mieloch - kosmetolog z przeszło 30-letnim doświadczeniem i własną linią czystych, naturalnych kosmetyków do twarzy Danucera - Dla kogo Yoga Twarzy to będzie game changer? | Olga Szemley i Joanna Walaś
Dziś Joanna Walaś gości u nas Olgę Szemley - pionierkę jogi twarzy w Polsce i twórczyni Yogatwarzy - autorska metoda i Yogattractive (Jogatwarzy.com), jedynej metody jogi twarzy i automasażu w Polsce posiadającej certyfikat fizjoterapii, potwierdzonej 12 letnimi badaniami naukowymi nad kobiecymi rytuałami pielęgnacyjnymi na pięciu kontynentach oraz na Cambridge University - CZEGO NAUCZYŁA MNIE TANTRA? | Kasia Nast i Joanna Walaś
Joanna Walaś w rozmowie z Kasią Nast - trenerką tantry. Szczera rozmowa, w której rozmawiamy o tym, co dzieje się u naszej gościni tu i teraz. Jak ocenia swoje doświadczenia? - Nie zawsze i nie dla każdego - o laserach z dermatologiem | Kamila Stachura i Joanna Walaś
Joanna Walaś w rozmowie z Kamilą Stachurą - dermatolog, właścicielką Kliniki Dr Stachura. Jak zawsze porozmawiamy o pielęgnacji, o tym czy można zatrzymać proces starzenia i jak o siebie zadbać? - Co wyróżnia pracę dermatologa? | Kamila Stachura i Joanna Walaś
Joanna Walaś w rozmowie z Kamilą Stachurą - dermatolog, właścicielką Kliniki Dr Stachura. Jak zawsze porozmawiamy o pielęgnacji, o tym czy można zatrzymać proces starzenia i jak o siebie zadbać? - Praca była moją ucieczką | Anna Wendzikowska i Joanna Walaś
Joanna Walaś gości dziś u nas Annę Wendzikowską - aktorkę, dziennikarkę i prezenterkę telewizyjną oraz autorkę książki 'Ku zmianie. 102 nawyki świadomego życia' . - JAKI JEST KOSZT BYCIA NIEIDEALNĄ? | Zofia Zborowska-Wrona i Joanna Walaś
Joanna Walaś zaprosiła do kolejnego odcinka swojego programu #ToZależy Zofię Zborowską-Wronę. Wspólnie porozmawiamy o autentyczności i o tym ile ona kosztuje. - Dlaczego obsługuję marki premium? | Kamila Kończak
Joanna Walaś wita się z Wami w kolejnym odcinku swojego autorskiego programu #ToZależy. Tym razem gości w #anywhereTV Kamilę Kończak - CEO & Owner Lepont. - NIE MA DLA MNIE TEMATU TABU | Joanna Walaś i Joanna Czech
Joanna Walaś porozmawia dzisiaj z Joanną Czech - najsłynniejszą polską kosmetyczką, założycielką Joanna Czech Skin Care. Szczera rozmowa, ponieważ jak twierdzi sama Joanna - nie ma dla niej tematu tabu! - Nauczyłam się chodzić na nowo - dosłownie i w przenośni | Anna-Maria Sieklucka i Joanna Walaś
Dziś Joanna Walaś wchodzi za kulisy życia Anny-Marii Siekluckiej. Co dzieje się u aktorki i jakie plany zawodowe właśnie odkryła? Czy oprócz aktorstwa chce pójść także inną ścieżką zawodową? - Czy dojrzałość jest niewygodna artystycznie? | Agnieszka Hekiert i Joanna Walaś
Joanna Walaś, prowadząca program #ToZależy zaprosiła dzisiaj na rozmowę Agnieszkę Hekiert - kobieta związana z muzyką od zawsze (dosłowni), trenerka wokalna, solistka jazzowa. Jak odpowiednio zadbać o siebie przed wejściem na scenę? Czy w pracy artysty ważniejszy jest wygląd czy talent? - Aktorka z botoksem nie może wyrażać emocji!
Być kobietą! O tym porozmawiamy. Joanna Walaś w szczerej i poruszającej rozmowie z Basią Kurdej-Szatan. Czy po tylu latach w branży poddałaby się jakimś zabiegom medycyny estetycznej? Co w sobie najbardziej kocha, a czego nienawidzi? - Próżność każe mi powiedzieć, że wolałabym być ładna niż utalentowana | Olga Szomańska
Joanna Walaś powraca do #anywhereTV, tym razem z nowym programem - #ToZależy. W tej produkcji porozmawiamy o naszych życiowych wyborach. Na co dajemy sobie przyzwolenie, a na co nie? Czy jako kobiety musimy dostosowywać się do aktualnych kanonów piękna? Jej gościnią jest Olga Szomańska - aktorka i wokalistka o niezwykłej wrażliwości muzycznej, wielkim talencie i niesłabnącej sympatii publiczności. Pierwsza Polka, która zaśpiewała w duecie z Andrea Bocellim.

Joanna Walaś: Będziemy dzisiaj stąpać po dość grząskim gruncie. Spróbujemy odpowiedzieć na pytanie, czy jako kobiety coś musimy, czy są nam narzucane kanony piękna – szczególnie w bardzo wymagającej przestrzeni, jaką jest show-biznes. Bardzo się cieszę, że porozmawiam o tym z Olgą Szomańską, kobietą wielu talentów: wokalistką, aktorką, a prywatnie również moją przyjaciółką. Piękno a presja społeczeństwa. Na pewno wiesz, że jesteś oceniana nie tylko przez pryzmat talentu, ale też wyglądu i wieku – zwłaszcza w strefie show-biznesu, gdzie ta presja jest bardzo odczuwalna. Czy to coś, z czym trzeba walczyć?

Olga Szomańska: Najtrudniej było mi chyba po odejściu z serialu M jak Miłość, a także w trakcie jego kręcenia. Ludzie regularnie oglądali mnie w telewizji – w poniedziałki i wtorki – i tam wyglądałam zupełnie inaczej niż na co dzień, na ulicy. Później widywali mnie na koncertach albo po prostu w dużym sklepie, gdzie robiłam zakupy, jak zwykła Matka Polka. I bardzo często – szczególnie kobiety – chciały mi powiedzieć coś miłego, ale mówiły na przykład: „W telewizji wygląda pani znacznie grubiej” albo „W telewizji wygląda pani brzydko”…


Ale chciały? To znaczy – podchodziły i to mówiły?
One chciały powiedzieć coś miłego, na zasadzie: podchodzisz do kogoś i mówisz „Bardzo ładnie pani wygląda”. A one zaczynały: „Ojejku, Marzenka z M jak Miłość… w telewizji wygląda pani o wiele grubiej”. I dla nich – jednej, drugiej – to był komplement. Dla mnie to było straszne. Brałam to bardzo do siebie, nie byłam w stanie oglądać siebie w telewizji.


Nie patrzyłam na to z perspektywy aktorskiej, że tu mogłabym coś poprawić, tam zagrać inaczej, albo że warto by się dokształcić, lepiej wypowiadać. Skupiałam się tylko na tym: „Czy jestem gruba? Czy mam ładne włosy? Czy dobrze wyglądają? Czy jestem dobrze umalowana?” I ta próżność wychodziła na pierwszy plan – przed umiejętnościami, przed tym, co naprawdę chciałam pokazać. To było straszne.


A potem przyszedł taki moment, że zaczęłam mieć to gdzieś. Stwierdziłam: „Starzeję się. Będę miała zmarszczki. Będę grubsza, będę chudsza. Będę mieć zmartwienia.” Co ciekawe, ten czas, kiedy wyglądałam najlepiej, zbiegł się z momentem, kiedy byłam najbardziej nieszczęśliwa. I ta presja… ona była dla mnie po prostu za duża. Ja nie potrafię jej unieść.
I jeszcze ci powiem coś o spektaklu, w którym gram – Zakonnica w przebraniu. Ostatnio miałam przedstawienie. Przyjechałam z drżącym ciałem, zastanawiając się, czy zmieszczę się w tę finałową, spektakularną, różową sukienkę. I zmieściłam się – tak trochę, wiesz, jak Scarlett O’Hara, po prostu się w nią wcisnęłam. Ale potem strasznie się za to karciłam. Mówię do siebie: „Boże, przytyłam. Źle. Niedobrze”.

Czyli nie odstajesz od normy?
Nie, ale wtedy zadziałała terapia. I pomyślałam sobie: „Hej, przecież zaczynałam ten spektakl 10 lat temu. Miałam wtedy 32 lata, byłam w zupełnie innym miejscu. Byłam nieszczęśliwa. Miałam depresję, stany lękowe, załamania nerwowe… Jak mogę dziś, jako 43-letnia kobieta, porównywać się do tamtej dziewczyny?”. A ta sukienka – mimo wszystko – nadal na mnie pasuje. Może jest trochę przymała, ale ja jako kobieta rozkwitłam. Mam prawo z niej wyrosnąć. Pracuję nad tym. Ale czasami, wiadomo – jak każda próżna baba, która chce słyszeć, że jest piękna, mądra, śliczna i młoda – czasem się po prostu nie udaje.
Dobrze, a jak to jest ze starzeniem się z godnością – w teorii i w praktyce? Bo z jednej strony bardzo często słyszymy o tym, że powinno się starzeć z godnością, a z drugiej strony mamy trend na wieczną młodość. Jak ty to widzisz? Czy w dzisiejszym świecie mamy w ogóle przyzwolenie na to, żeby się starzeć z godnością? Czy może, gdy tak uważamy, zaczynamy odstawać, nie pasować do tego świata?


Wiesz co, ja wierzę, że tak – że mamy prawo do starzenia się. Zresztą, jeśli spojrzeć choćby z perspektywy aktorskiej, to przecież najbardziej cenimy te aktorki, które nie robią sobie nic inwazyjnego. Coraz częściej wracamy do naturalności. Weźmy choćby Pamelę Anderson – dotychczas była kojarzona z innym kanonem urody, a dziś pojawia się na galach oscarowych totalnie sauté, bez makijażu. I to jest szeroko komentowane, spektakularne.
I to jest coś, co ją wyróżnia z tłumu.
Absolutnie. Uważam, że dbanie o siebie, wszelkie zabiegi pielęgnacyjne – jeśli komuś pomagają – są super. Jestem totalnie za tym. Czy sama zdecydowałabym się na jakieś bardzo inwazyjne operacje? No cóż… Na pewno o tym myślę. Czemu tego nie robię? Bo się boję, nie mam czasu, szkoda mi pieniędzy, i myślę sobie, że nie jest mi to potrzebne. Ale tak, być może lepiej bym się czuła ze swoim ciałem, z brzuchem czy innymi rzeczami, gdybym coś poprawiła.
Ale czy to jest rzeczywiście twoje przekonanie? Czy może tylko tak ci się wydaje, bo narzuca to społeczeństwo? Bo dziś, mam wrażenie, prawie każdy coś sobie robi – tylko jednostki nie korzystają z medycyny estetycznej albo chirurgii plastycznej. Jak to widzisz?
Mój punkt widzenia jest taki, że cały czas występuję na scenie, że cały czas jestem na świeczniku. Staram się – wiadomo – jestem na tyle świadoma, że wiem, iż to kostium powinien dopasowywać się do mnie, a nie ja do kostiumu.
Są rzeczy, które z przyjemnością bym zmieniła, bo wiem, że lata treningów, różne działania, odchudzanie i tak dalej – nie były w stanie pewnych rzeczy poprawić. Bo taka jest skóra, taki mam wiek, jestem matką, i są rzeczy, których po prostu nie da się przeskoczyć.
Uważam, że jeśli kobieta na przykład uważa, że ma za duży nos, i jest to dla niej problem związany z samoakceptacją czy poczuciem własnej wartości, to absolutnie – tak, niech to zmieni.
Jeśli robi to dla siebie, to nie traci autentyczności?
Absolutnie nie. Wydaje mi się, że wręcz przeciwnie. Znam kobiety, które zrobiły coś dla siebie i potem mówiły mi: „Zobacz, poprawiłam sobie to i to. Czuję się po prostu lepiej”. I to jest wspaniałe. Pewnie ja sama nie ingerowałabym w rzeczy związane z moją twarzą – dlatego, że moja twarz jest już na tyle rozpoznawalna…
Szkoda byłoby cię nie poznać.
Tak, jak to było z aktorką, która grała w Dirty Dancing. Druga sprawa – mam bardzo silny „pion”, który trzyma moja siostra. Mieszka w Niemczech, a tam panują zupełnie inne warunki bycia kobietą.
Inny kanon piękna.

Inny kanon piękna. One są totalnie sauté – pozwalają sobie na to, by być po prostu sobą i tak też się starzeć. Moja siostra trzyma nade mną pieczę. Mówi mi: „Olesinek…” – tu pada niecenzuralne słowo – „… nie przesadzaj, bo wszystko jest w porządku. Pięknie wyglądasz. Masz prawo być grubsza, masz prawo do tego, tamtego…” i tak dalej. Ona mocno mnie trzyma w ryzach. Może kiedyś zdecyduję się na coś, co rzeczywiście jest dla mnie problemem, ale na razie nie widzę takiej potrzeby.
Ja w ogóle mam tak, że na co dzień w ogóle się nie maluję. I mam głęboko w nosie, co mam na głowie. Przyjaźń do mojego fryzjera sprawia, że o te włosy jednak dbam – wiem, że trzeba je szczotkować i używać odżywki. Cztery lata temu w ogóle tego nie robiłam, więc pewnie za cztery lata byłabym łysa.
To wszystko jest wspaniałe, ale mam do tego osobliwy i osobisty dystans. Na zasadzie: jeśli ktoś powiedziałby mi: „Słuchaj, zrób sobie operację brzucha”, to bym odpowiedziała: „Dobra, zrobię sobie”.
Załóżmy, że mijają ci wszystkie lęki — nie boisz się powikłań, bólu, niczego. Co robisz? Co zmieniasz?
Brzuch! Jak ja bym chciała mieć taki piękny, płaski, bez rozstępów, wspaniały, idealny brzuch. I nigdy w życiu — czy to przed dzieckiem, czy w czasie depresji, czy w ogóle, kiedy byłam totalnie w dołku, albo nawet najszczęśliwsza — to mi się nie zdarzyło. Nigdy nawet stałam obok takiego brzucha. Bardzo bym taki chciała.
A trendy i indywidualność? Bo przecież codziennie — na pewno, tak jak ja i każda inna kobieta — oglądasz setki idealnych zdjęć na Instagramie. I każdy nam mówi, że mamy mieć ten płaski brzuch, ten twój wymarzony, wyśniony, z kostką, zero tłuszczu… Jak w tym nie zwariować? Jak nabrać dystansu między tym, co w mediach społecznościowych, a tym, co w realu? Gdzie według ciebie zaciera się ta granica?
Powiem ci szczerze — ja nie umiem tego do końca ocenić, bo nigdy nie miałam problemów z Instagramem. On nigdy nie był dla mnie wyznacznikiem urody. Ani tego, co powinnam.
A nie masz tak, że oglądasz coś i myślisz: „O Boże, chciałabym tak wyglądać”?
Ja w ogóle tak nie mam, bo ja w ogóle tego nie oglądam. Wiesz co ja oglądam? Jak się reperuje meble. Jak się zdziera powłokę z mebla! Ja kocham, jak kobiety są piękne i szczęśliwe — ale ja to piękno poznaję w oczach. W nastroju. W poczuciu humoru. W samoakceptacji.
A nie w kadrze.
Właśnie. Spotykam mnóstwo kobiet, które są niespełnieniem mojego wizualnego ideału — wiem, że nigdy nie będę tak wyglądać. Ale mój dystans do siebie, moje poczucie humoru, moje szczęście są o wiele dalej niż to, jak one się czują. A one w oczach mają nieszczęście. Są nieszczęśliwe. Spotykam też mnóstwo kobiet, które są dużo grubsze ode mnie, mają coś obwisłego i zmarszczki, ale mają taką aurę, taki urok, taką jasność, że myślę: no nie, zwariuję.
Mam taką koleżankę, jeździłyśmy kiedyś na wakacje całą paczką dziewczyn. Każda z nas była inna. Ale ona — choć wcale nie była kanonem modelki — przyciągała spojrzenia wszystkich facetów. To była energia, vibe. Miała seksapil, pewność siebie, błysk w oku… I choćbyśmy wszystkie wyglądały jak Heidi Klum, to i tak ona była najważniejsza.
Ja naprawdę nie mam problemu z oglądaniem takich „idealnych” rzeczy w internecie, bo zupełnie co innego liczy się w moim życiu. Dla mnie najważniejsze jest to, żeby wieczorem położyć się spać z poczuciem, że to był dobry dzień. Że jestem z siebie zadowolona. Że nie karciłam siebie za nic. Że byłam dla siebie dobra. Że jestem szczęśliwa. Że jutro też będzie dobry dzień. Że nic mi nie zagraża. Że mój syn jest bezpieczny. I to jest super. To jest mój najważniejszy kanon piękna.
A jak to jest z przemianą ciała w show-biznesie? Bo z tego, co mówisz, akceptujesz siebie i cały ten proces, ale jednak, cokolwiek byśmy nie zrobiły i z ilu zabiegów byśmy nie skorzystały, metryka nie stoi w miejscu. Jak to wygląda w show-biznesie? Czy w twojej branży to nadal temat tabu? Jeśli widzimy, że jakaś aktorka czy piosenkarka się starzeje, to mówi się o tym otwarcie?
Nie, w ogóle się o tym nie mówi.


Czyli wy się ogólnie nie starzejecie?
My się nie starzejemy. My na ten temat nie rozmawiamy. Spotykamy się na koncertach, widzimy, że się zmieniamy, ale żadna z nas tego po prostu nie komentuje. Nigdy się nad tym głębiej nie zastanawiałam – może dlatego, że mam trochę chłopięce podejście do pewnych rzeczy. Na przykład jednego dnia, powiedzmy w środę, widziałam koleżankę w platynowych blond włosach, a następnego dnia w kruczo czarnych — i kompletnie nie zauważyłam różnicy. To może jest nienormalne, ale ja po prostu jakoś inaczej patrzę na ludzi. Patrzę kompleksowo.
Ale nie zauważyłaś, czy po prostu nie zrobiło ci to różnicy?
Nie zrobiło mi to różnicy. Skupiłam się na niej jako osobie. Ale na przykład — spotykam koleżankę na koncercie i widzę, że coś jest inaczej. Rozmawiamy długo, to jest bardzo fajna, mądra rozmowa, i wiadomo, że gdzieś z tyłu głowy mam: „coś się zmieniło”, ale nie umiem tego nazwać. No i potem czytam w jakimś portalu plotkarskim, że ona sobie zrobiła nos.
Czyli to była duża zmiana.
Bardzo duża. Ale ja nie potrafię tego tak od razu wychwycić. Widzę, że to już nie do końca ta sama twarz, co wcześniej, ale ona jako osoba jest taka sama.
Jak to jest z tą szczerością między kobietami? Czy powinnyśmy być wobec siebie bardziej szczere? Bo mam czasem wrażenie, że komplementowanie się nawzajem, szczególnie w środowisku show-biznesu, bywa trochę… hipokryzją.
To jest hipokryzja, ale wiesz co — i tak wolę tę hipokryzję, niż gdyby ktoś mi powiedział, że źle wyglądam w telewizji…
…i skłamał po prostu, nawet jeśli naprawdę źle wyglądasz.
I skłamał, tak, niż żeby powiedział mi, że w telewizji wyglądam na 20 kilo więcej .
Kiedy stoisz w większym gronie i słyszysz te wszystkie komplementy — mniej lub bardziej szczere — to wyłapujesz tę hipokryzję, czy po prostu puszczasz to mimo uszu?


Wiesz co… chyba puszczam. A może w ogóle jej nie słyszę? Może dlatego, że mi się dobrze żyje. Jakoś to automatycznie omijam. To jest trochę jak mówi moja przyjaciółka — że mi zawsze jakoś to drzewo schodzi sprzed oczu. Że ja potrafię coś obejść, ominąć, wyciągnąć więcej z doby. Że z 24 godzin robi mi się 36. Przez to mam wrażenie, że przyciągam ludzi z dobrą energią – takich, którzy nie są hipokrytami. I jak spotykam się z koleżankami albo kolegami na koncertach, to wiadomo, że od facetów słyszę różne komplementy — i spoko, bardzo mi to pasuje.
A z koleżankami po prostu normalnie rozmawiamy. One mi nie wchodzą w tyłek, bo nie mają po co — ani ja im nic nie załatwię, ani nie mam żadnych kontraktów do rozdania. Wolę, żebyśmy sobie mówili nawet czasem nieszczere komplementy, niż żebyśmy po sobie jechali, hejtowali i komentowali wszystko dookoła. „O, zrobiła sobie…”, „Nie no, z tymi ustami to już przesadziła”, „Pani sobie zrobiła to”, „Pani zrobiła tamto” – daj spokój człowieku. Moje pieniądze, moje usta, moje ciało, moje samopoczucie, moje marzenia. To ja patrzę w to lustro, a nie ty. Zmień kanał i tyle. Więc wolę, żebyśmy sobie mówili nawet trochę nieszczere komplementy, niż żebyśmy byli bardzo szczerzy.
A który komplement by cię bardziej usatysfakcjonował? Że pięknie wyglądasz, czy że jesteś po prostu przeutalentowana?
Najlepiej by było, jakby jedno i drugie było zawarte w jednym zdaniu.
A gdybyś musiała wybrać?
Pewnie przez moją próżność chciałabym po prostu usłyszeć, że świetnie wyglądam.
Z wyglądem jest trochę tak, że nie zawsze czujesz się tak samo atrakcyjna. Natomiast jeśli chodzi o talent – jesteś w 200% pewna, że nikt ci go nie odbierze. Jesteś petardą w tym, co robisz. Każdy na swoim zawodowym poletku, jeśli już zjadł na nim zęby, to doceni też komplementy w tej dziedzinie. Ale jako kobiety – chyba częściej wolimy komplementy dotyczące urody.
Mam takie przemyślenie – jak ktoś mówi mi „jest pani zdolna”, to mi nijak nie pomaga w mojej karierze. A jak ktoś mówi, że ładnie wyglądam, dobrze się starzeję, mam super energię, to moje poczucie własnej wartości też się podnosi.
Jestem w tym zawodzie już 26 lat. W zeszłym roku obchodziłam 25-lecie pracy. I przez te 25 lat próbuję, drapię pazurami do przodu, żeby cały czas się utrzymać. Żeby śpiewać, żeby działać, bo nikt mi niczego nie dał za darmo. Talent – jasna sprawa – on jest, ale ja go cały czas szlifuję, bo to też jest ciężka praca. Robię ogrom różnych rzeczy, żeby utrzymać się na jakiejś pozycji i funkcjonować w tym zawodzie. Było wielu ludzi, którzy mi coś obiecywali, a potem okazywało się to po prostu… wiadrem gówna. Gdyby rzeczywiście ktoś do mnie przyszedł i powiedział: „Proszę pani, jest pani bardzo utalentowana, wydamy pani płytę za nasze pieniądze, nie okradniemy pani, a pani będzie śpiewać, a my zadbamy o promocję w radiach” – to takie komplementy mogłabym sobie wybierać.
Ale skoro tak się nie dzieje, to bardzo doceniam, kiedy ludzie, prywatnie, mówią mi, że jestem utalentowana – to jest super i bardzo mnie to cieszy. Gdyby to mówił ktoś z branży, to szczerze – wolałabym, żeby po prostu powiedział, że ładnie wyglądam. Bo z tą pomocą i z tym talentem… no, niewiele się z tym dzieje.
Zrobiłaś kiedyś coś wbrew sobie, jeśli chodzi o wygląd? Rozumiem, że w przypadku kreacji aktorskiej to trochę rządzi się innymi prawami – masz scenę do odegrania, ubierają cię, jak trzeba. Co jednak z koncertami? Masz sprawczość nad tym, w co jesteś ubierana i jak ostatecznie wyglądasz?
Mam sprawczość. Obecnie pracuję z doskonałą ekipą, która mnie zna i wie, w czym wyglądam dobrze. Mam ludzi, którzy wiedzą, jakie kroje mi służą, jaki makijaż, jak układać włosy, żebym dobrze wyglądała i dobrze się czuła. W tym zawodzie przez 26 lat bywało różnie. Popełniłam też mnóstwo błędów, w tym błąd zrobienia sobie brwi henną. Pamiętam to dokładnie. To chyba była henna, może coś innego – ale efekt był taki, że ludzie, jak mnie spotykali na ulicy, to reagowali udając sowę. Wyszłam z tego „zakładu” – bo to był zakład, nie atelier – i myślałam, że wyglądam świetnie.

Odwrócili cię od lustra, czy jak to wyglądało?
Po prostu im zaufałam. Zrobili mi te brwi, pamiętam, że byłam wtedy na dubbingu czy czymś podobnym. Nie paliłam papierosów, a dowiedziałam się, że podobno popiół z papierosa trochę to zmywa. I nie zapomnę tej rozmowy z realizatorem dubbingu – bo on palił – siedzimy w studiu, a ja go zapytałam, czy mógłby nie wyrzucać popiołu z papierosa. On tak spokojnie, bez mrugnięcia okiem: „Chodzi o brwi?” A ja na to: „Skąd wiesz?”. A on: „Bo moja stara robiła to samo”. Generalnie – nie jestem sama w tych błędach. Ubraniowo też się zdarzało, że coś nie grało. No i prawda jest taka, że jestem kobietą – przymierzam kostium jednego dnia i wyglądam super, dwa tygodnie później, w dniu koncertu, jestem opuchnięta. Takie sytuacje zdarzały się wiele, wiele razy.
Co powiedziałabyś młodszej sobie na temat piękna, akceptacji i tego, co tak naprawdę w życiu jest ważne, wiedząc to, co wiesz dziś?
Chyba bym jej nic nie powiedziała. A jeśli już, to że ma znakomite poczucie humoru. I że to właśnie sprawia, że jest młoda. I że dzięki temu zawsze będzie młoda.
Patrzę na moją mamę. Ona jest supermłoda — nie dlatego, że tylko wklepuje kremy, choć robi to na maksa i zna się na tym o wiele lepiej niż ja kiedykolwiek. Zawsze jak przyjeżdżam, mówi, że to, co robię ze swoją twarzą, to skandal. Że powinnam się oklepywać i stosować kremy. A ja zawsze odpowiadam: „Mamo, wiesz, że to się nigdy nie wydarzy.” Ona jest o wiele dalej. Ale jest młoda nie tylko przez kremy.
Ma wspaniałe poczucie humoru, niesamowitą energię, jest życiową rakietą. Jest młodsza od większości ludzi w swoim wieku, mimo że nie robiła żadnych operacji plastycznych, nie korzysta z „ulepszaczy”, na które my często się decydujemy. Jest po prostu zadbaną, pełną życia kobietą. Komikiem. I chyba właśnie to powiedziałabym tej młodszej Oldze: żeby nie traciła tego poczucia humoru. Bo ono wiele razy uratowało mi tyłek – zwłaszcza w momentach, kiedy było naprawdę źle. Wiele razy moje poczucie humoru ratowało mój wizerunek, moje śpiewanie, moje relacje. Ratowało nawet wtedy, gdy nie mieściłam się w kostium, który jeszcze tydzień wcześniej leżał idealnie. To mnie po prostu ratuje.
Fot. Halina Jasińska


















