Aleksandra Konieczna: Czasem czuję, że błyszczę, czasem, że jestem stara i niepotrzebna

Katarzyna Paczóska

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Katarzyna Paczóska: Dzień dobry, wszystkim.

Aleksandra Konieczna: Dzień dobry, dzień dobry (kończy poprawiać makijaż). Przepraszam bardzo, bo to jest po prostu ta maniana, którą odwaliłam dzisiaj, Jest deszcz miasto od tego szaleje, korkuje się.

Ludzie przewracają na ulicach.

Ludzie się przewracają na ulicach, ludzie, tacy jak ja dzisiaj zasypiają. Umówiona byłam u mojej charakteryzatorki, żeby mi rzęsy przykleiła, ale pani mnie obudziła telefonem “jakby miała Pani kłopoty ze znalezieniem mnie w studiu w Fabryce Norblina…”, no i ledwo co zdążyłam na siebie założyć to, co wieczorem przygotowałam, na szczęście.

Jak się pani czuje? Oprócz tego dzisiejszego wyrwania ze snu.

Czuję się kobietą dojrzałą. Czasem myślę, że to jest zacne i błyszczące, i urocze, a czasem oczywiście, bo każdy ma lepsze i gorsze dni, że jestem już stara, a czasem czuję po prostu niepotrzebna, że to wszystko przeminęło, ten mój sukces filmowy w  wieku lat pięćdziesięciu, to się pojawił i zniknął. Kariery mają to do siebie, że strzelają, a potem znikają, a potem się znowu odblokowują, albo i nie. Tak jak rozmawiam z moją mądrą agentką, która od 10 lat prowadzi wspaniałą agencję, na wstępie mówi jak kogoś przyjmuje, mówi, że “nie załatwiam lulu, jak to akceptujesz, to przechodzimy do punktów dalszych”. Nigdy nie wiadomo, o co chodzi, że nagle się  odblokowuje, a potem nagle zacicha. Dla widowni może nie ma to znaczenia, jak zacichnie na rok, dwa.

Niekoniecznie, jeżeli na przykład czekają na jakąś produkcję na przykład z Panią.

Kto by to czekał na produkcję ze mną, ciekawa jestem.

Na przykład ja. Proszę Państwa, Aleksandra Konieczna.

Dzień dobry.

Dzień dobry. Pani Aleksandro, mogę zacząć wymieniać.

Proszę.

Niedawno (może nie aż tak niedawno) “Ostatnia rodzina”…

2016 rok, to się dla mnie zaczęło. Zagrałam w “Ostatniej rodzinie”, Janek P. Matuszyński mnie obsadził i dla kina polskiego zrodził, ale ja nie byłam inną aktorką w 2016, a inną w 2005. Byłam tą samą, uczącą się, rozwijającą się, ale aktorką. Młodszą – tak. Czas działa na moją niekorzyść.

Dlaczego?

Przeczytałam na przykład w wywiadzie z moją inną znakomitą koleżanką, która podobnie jak ja, w wieku dojrzałym trysnęła i mówiła że nie zagrała już tych ról, które mogła zagrać np. jako kobieta 40-letnia albo 35-letnia która jest jeszcze obiektem seksualnym, a 50-letnia to nie wiem. W każdym filmie, w którym zagrałam jestem postarzana o 10 lat mniej więcej i jak ludzie mnie widzą na ulicy, mówią “jak pani dobrze teraz wygląda”. Myślę sobie, dlaczego tak jest w przypadku aktorek, a w przypadku aktorów jest odwrotnie. Nie chcę tutaj teraz jakimś feminizmem…Niektórzy uważają, że to są te idiotki, które nie uprawiają seksu i nienawidzą mężczyzn. To jest nieprawda. One lubią seks, lubią mężczyzn. Lubią też kobiety, lubią po prostu miłość.

Wracając, z mężczyznami aktorami jest odwrotnie – brani są starsi do roli młodszych. Na początku historii są postarzani, a potem z tego postarzenia są puszczani. Zapytałam charakteryzatorki, dlaczego tak jest. Długo się zastanawiała “może dlatego, że kobiety znoszą gorzej 12 godzin na planie?” Wcale nie znoszą gorzej, mogę wymienić kilka nazwisk wspaniałych aktorek, które pielą coś tam, w swoich ogródkach, poświęcają się wnukom, no bo co mają na tej emeryturze robić? To są wspaniałe aktorki i nazwiska i leżą one odłogiem, a ja opowiadając o tym, myślę o sobie też za 10 lat. To jest sytuacja aktorek, na 8 ról męskich przypada jedna kobieca.

Na przykład w filmie “It’s complicated” Meryl Streep z Aleckiem Baldwinem uprawia seks, to kiedy z młodymi ludźmi oglądałam ten film, to dwie osoby mówią “ble, bo się wyrzygam i wychodzą” (śmiech). To przetarcie szlaku, że seks jest tylko dla młodego ciała.

Czy jeżeli ktoś zaproponowałby Pani rolę, w której występuje kobieta w Pani wieku, która jest lub nie jest w związku małżeńskim i cieszy się z samego faktu, że jest pełna sił i czerpie przyjemność z uprawiania seksu…

Czytam teraz taki scenariusz, niesamowity zupełnie o kobiecie takiej jak ja, po 50-stce, która jest wolna i łupi facetów na Tinderze. Rozstała się, ma pustkę uczuciową i nie jest zainteresowana żadnymi związkami i emocjami, tylko seksem i tą jedną nocą. W scenariuszu jest bardzo dużo scen łóżkowych i teraz czekam na Pani pytanie, przepraszam.

…to czy chciałaby Pani zagrać taką rolę?

Bardzo chciałabym zagrać taką rolę, bo są kobiety dojrzałe w moim wieku i starsze na Tinderze i portalach randkowych. Dlaczego to miałoby być tabu? Tylko widzi Pani, nawet dzisiaj zapytałam czy na nagraniu będzie widać całą sylwetkę, bo ostatnio pomyślałam, że moje uda są ostatnio za grubawe, a jeszcze się wygłupiłam i założyłam dziś białe dżinsy i jakby te uda w filmie wyglądały. Jak rozmawiam w sprawie tego scenariusza, to nie mam zgody na razie na te sceny łóżkowe i oni mówią “oczywiście – dublerka”, a teraz, jak z Panią rozmawiam…

Jaka dublerka, Pani Aleksandro…

…to muszę wrócić do autorki scenariusza, bo bardzo ciekawe jest to, co Pani we mnie rozpaliła. Może ktoś powie “fuj, bo się zrzygam” albo coś ordynarnego…Jedna z dziewczyn założyła taki portal randkowy, na którym tylko kobiety mają prawo ze zaproponować pierwszy ruch, względu na to, że na wszystkich innych były poddane seksizmowi i ordynarnym zaczepkom.

Tak, słyszałam, że tylko kobieta inicjuje kontakt.

Tak, to jest zasada. To też jest bardzo ciekawe, jako zjawisko.

Dobrze, że powstała taka aplikacja, bo niektóre kobiety czują się niekomfortowo w takim środowisku.

My kobiety jesteśmy inaczej biologicznie skonstruowane niż mężczyźni i żeby te różnice miały przełożenie na obyczaje i prawo, przede wszystkim, to musi upłynąć trochę czasu. Niesamowite jest to, że kobieta szybciej marznie, a temperatura we wszystkich open space’ach, czy na przykład w szpitalach jest ustawiona na średnią temperaturę męskiego ciała. Tych przykładów mogłabym mnożyć. Mówię teraz wszystko za socjolog, która napisała “Niewidzialne kobiety” Caroline Criado Perez, książkę, która moim zdaniem, jest literaturą podstawową. Urbanistyka wielkich miast jest ułożona dla mężczyzn i przez mężczyzn. Analiza mówi nam, że kobiety i mężczyźni podróżują inaczej. Mężczyzna raczej wstaje, jedzie do pracy i wraca z pracy. Kobiety, które są w wieku rozrodczym raczej jeżdżą w kółku. Jeżdżą tu do lekarza, tu do sklepu, tu z dzieckiem. Potem na starość opiekują się rodzicami. Dziewczynki niuniają lalki, a chłopcy budują kolejki i bawią się w wojnę. To naturalne.

Pytanie, czy to nie jest kontekst, który  został nam narzucony w pewnym momencie i teraz, ja widzę zmianę, że młodzi rodzice nie starają się ograniczać do kolorów niebieski-różowy, tylko dają dziecku wybór, kiedy idą do sklepu z zabawkami “do której alejki chcesz wejść, na co masz ochotę”.

Tak, ale Pani mówi o węższym kontekście, ja mam na myśli szerszy. Ile kobiet jest na banknotach, w porównaniu do mężczyzn. Mówię też o lukach informacyjnych, związanych z kobietami. Kobiety nie strzegą tak dobrze, w ogóle nie strzegą swoich dóbr intelektualnych. Nie umieją tego ochronić, sprzedać, nie dbają o to, są rozproszone na wiele innych funkcji. Na przykład ja zrobiłam pięć przedstawień w teatrze. Mogłabym też PR-owo działać i pokazywać, że jestem nie tylko aktorką. Jestem też reżyserką, pedagożką, napisałam też jedną książkę i w ogóle tej książki nie strzegę. Gdyby kobiety dbały o wartość intelektualną, to akcentowałyby to, dbałyby o PR, sprzedawalność, o prawa autorskie.

Mam trochę inną perspektywę. Widzę też bardzo dużo kobiet, które też napisały książki i bardzo mocno reklamują się w sieci, mają osoby od PR-u. Osoby, które pracują na freelansie, na początku same zajmują się tym wszystkim. Z perspektywy mojego pokolenia, zauważyłam, że (również w moim kręgach) osoby starają się dowiedzieć jak najwięcej na temat tego, w jaki sposób się wykreować. Teraz stawia się na kreowanie marki osobistej.

Oczywiście, zawsze tak jest, bo jak świat ma się o nas dowiedzieć? Jak będę sobie siedziała na wsi, nieświadoma tego, że strategia uników społecznych, która czasem jest bliska artystom, bardzo wielu. Potrzeba siły, która pokaże ich światu. W każdym razie mniej strzegą swoich dóbr niż mężczyźni, a też nie zadbałam o swoje „Anyżowe dropsy”.

Chciałam podpytać więcej o “Anyżowe dropsy”. Zaintrygował mnie sam tytuł, zdradzę Państwu, to jest autobiografia. Czy “Anyżowe dropsy” królowały w Pani życiu czy był to przysmak, czy niesmak?

Nie, anyżowe dropsy to są słodycze dla koneserów.

Jak lukrecja?

No bo ich nie ma! W ogóle! Są cuksy anyżowe, ale dropsów akurat nie ma. Mnie zależało na tym, żeby to były słodycze, których nie znamy. Teraz moja córka nie zna smaku cuksów anyżowych, a one były kiedyś w Polsce, tzw. kopalniaki. Dzieci je uwielbiały. Mnie zależało, żeby to był smak, który nie do końca znamy i forma, której nie było. Może ktoś mi podstawi pod nos anyżowe dropsy i mnie poczęstuje, wtedy będę miała głupią minę.

Postaramy się znaleźć, jak przyjdzie do nas Pani następnym razem. Albo stworzyć anyżowe dropsy.

No właśnie, “stworzyć anyżowe dropsy”. Pani to powinna zrobić PR tej książki.

Kiedyś przez chwilę działałam w PR.

Dwa lata temu wszystko zeszło do podziemia i zaczęło działać online, więc premiera książki, która była wymyślona z dziennikarzami, w pięknej restauracji – wszystko padło. Książkę też można kupić w internecie. 

Tak, Pani Aleksandra jest na okładce, bardzo ładnie wygląda, tak jak dzisiaj.

Poszedł Photoshop, wiadomo. Może to będzie jedyna książka w moim życiu, więc troszeczkę się dałam poładnić, ale w tym scenariuszu, o którym rozmawiamy, nie dam się poładnić.

Przepraszam, ale za chwilę mamy spotkanie z reżyserem “Żeby nie było śladów”.

Janek P. Matuszyński tu będzie?

Tak. Może to jest czas, żeby powiedzieć co nieco o “Żeby nie było śladów”?

Absolutnie, w tej sprawie się spotykamy. Ja Panią zagadałam. Jezus Maria, ja po prostu mam taki natłok refleksji.

To może kolejna książka? Albo spotkania filozoficzno-refleksyjne?

A Pani by mi pomogła je zorganizować?

Oczywiście.

Ja dobrze płacę. Aleśmy ubiły interes publicznie. Yes, kobiety!

Musimy jednak zakończyć naszą rozmowę.

A, myśmy w ogóle nie powiedziały, że ja mam nominację do Orłów.

Tak, mamy nawet planszę z Orłami, tutaj, za Panią. Fenomenalna gra, byłam naprawdę pod wrażeniem. Dosyć niedawno obejrzałam ten film i tylko czekałam, aż się Pani pojawi, jestem w połowie filmu i się Pani pojawia i jest cudownie. Polecam.

Niektóre osoby mówią, że to trochę przesadzone jest, ale prokurator Bardon, postrach opozycji, którą gram, jest osobą autentyczną. Było mało materiałów dokumentalnych, żebym mogła ją zobaczyć, prawie nic, ale jeden z lekarzy psychiatrów, dr Siwiec, opowiedział mi o niej, bo widział ją w akcji i ona była dokładnie taka. Te tapiry, falbanki.

Mimika twarzy, przede wszystkim.

Tak. Myślę, że miała jakąś cukrzycę albo przedcukrzycowe stany. Była gruba, miała ogromne piersi. Dorabiano mi pupsko ogromne i tu numer pięć i na cienkich nogach szłam! Ona była takim monstrum! Gdyby nie opresyjny aparat, który za nią stał i z którym ona współpracowała genialnie, byłaby farsowa.  Ale po dołożeniu aparatu przemocy… mówiła “tego!” i pałowali milicjanci, do suki i człowiek znikał. Wydała wiele wysokich i śmiertelnych wyroków. To była farsa przerażająca.

I jednocześnie prawda.

Koszmar.

Abstrahując od koszmarów, mam nadzieję, że reszta dnia będzie przyjemna. Dziękuję bardzo za rozmowę.

To ja dziękuję bardzo.

Fot. Bartosz Maciejewski

Reklama

Menel Kultury

Czasem wypada zastanowić się nad początkiem. Nad tą pierwszą chwilą,