#AnywhereTV – Tomasz Kowalski i Ewa Bułhak

Tomasz Kowalski

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Tomasz Kowalski: Mam przyjemność rozmawiać dzisiaj z panią Ewą Konstancją Bułhak. Dzień dobry.

Ewa Konstancja Bułhak: Dzień dobry.

Pani Ewa jest aktorką Teatru Narodowego w Warszawie. Jest aktorką filmową, telewizyjną, serialową  i to wszyscy wiedzą. Ale ja będę dzisiaj chciał porozmawiać z doktor Ewą – nie tą serialową doktor Ewą, ale doktor Ewą Konstancją Bułhak, pedagogiem i wykładowcą Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie. Porozmawiamy sobie o szkole aktorskiej. Nie jest tajemnicą, że bardzo duża grupa aktorów grających na scenach w całej Polsce nie ma wykształcenia aktorskiego. Nie mówię tutaj o naturszczykach, tylko o aktorach pełnych, którzy mają za sobą dekady pracy na scenie, są lubiani przez publiczność, doceniani przez krytyków, mają fantastyczne kreacje aktorskie, ale tego wykształcenia nie posiadają. Czy z twojego punktu widzenia jako pedagoga, należy szkołę aktorską skończyć, albo tak jak śpiewał kiedyś Jerzy Sthur – wystarczy, że mam talent i już.

Śpiewać każdy może. Będę mówiła o sobie i o tym, jak ja to pojmuje. Dla mnie szkoła teatralna była wszystkim, ponieważ pokazała mi bardzo wiele dróg. Dostałam się tam jako młoda dziewczyna. Miałam rewelacyjnych pedagogów i właściwie mój dzisiejszy świat, pojmowanie aktorstwa zawdzięczam właśnie im. temu, że mnie tak prowadzili i przede wszystkim, nauczyli rzemiosła. Uważam, że szkoła powinna dawać rzemiosło i rozpalać płomień, który w tobie płonie. Mnie szkoła na maksa rozpaliła, ale idąc do niej wiedziałam, że to jest to, co ja chcę w życiu robić za wszelką cenę. Wielokrotnie spotykam się z zapytaniem wielu młodych ludzi, „jak to jest pani Ewo, że przecież nie zawsze ten zawód daje stabilizację”, mało tego – nie daje stabilizacji. Więc ja wtedy mówię, że jeżeli to jest dla ciebie problem na początku drogi, to w ogóle się tym nie zajmuj, odpuść sobie, bo kasa może przyjdzie, a może w ogóle nie przyjdzie. Telefon czasem dzwoni, ale wielokrotnie jest tak, że samemu trzeba tej pracy szukać, samemu znajdować nowe drogi, bo okazuje się, że jest ich bardzo wiele. Gdy telefon nie dzwoni, możesz sama próbować coś zorganizować z ludźmi, którzy są w identycznej sytuacji jak ty, kiedy tej pracy często nie ma. Rzadko kiedy jest tak, że ten reżyser do ciebie przychodzi i mówi „ty jesteś tam moja wybrana”. Trzeba za nim chodzić i po prostu mu to udowodnić.

Gdybyś spojrzała z punktu widzenia wyłącznie dydaktycznego – co traci aktor, który nie przeszedł tej drogi uczelnianej, a od razu zaczął pracować nad sobą, a co by zyskał, gdyby przez te 4-4,5 roku popracował z nauczycielami?

Aktor traci tyle, że gra tylko tym, co zostało w nim zauważone. Czyli, na przykład, świetnie zagrałeś rolę profesora i teraz na tym profesorze będziesz budował. Dla mnie aktorstwo polega na tym, że fajnie jest zagrać profesora, ale mega jest za chwilę zagrać świra, a za chwilę zagrać business woman, która się okazuje oszustką. Myślę, że szkoła teatralna jest w stanie te kolory, tę różnorodność przekazać. Cudowne jest to, że ludzie mnie widzą jako aktorkę komediową, ale Jerzemu Grzegorzewskiemu, mojemu wspaniałemu dyrektorowi, zawdzięczam to, że jako pierwszy zauważył we mnie również aktorkę dramatyczną i dał mi szansę – a, ta Bułhak może też zagrać Jewdochę Wyspiańskiego. To jest fantastyczne w tym zawodzie, że nie trzymasz się jednego koloru. Mało tego, ten jeden kolor jest nudny. Mam świadomość, że serial czy moje role filmowe są takimi charakterystycznymi epizodami. Tym bardziej radością dla mnie było zagranie u młodych ludzi – mogę już chyba mówić, że nasz film będzie na festiwalu w Krakowie – czegoś zupełnie innego, straconej kobiety, która wszystko zaczyna w wieku 50 lat od nowa, bo tak się jej życie ułożyło. To jest super, że ludzie mogą w tobie zobaczyć różne oblicza, bo dla mnie ten zawód na tym polega. Nie na graniu cały czas tego samego, co jest nudą.

Nie wiem czy się zgodzisz z taką tezą – rozmawiałem kiedyś z aktorem, Piotrem Bułką, który gra głównie na scenach śląskich, ale jest też wykładowcą na Akademii w Krakowie. Pisze pracę doktorską ze Stelli Adler, jest to jedna ze szkół budowania postaci przez aktora. Dla niego, oprócz tych wszystkich rzeczy warsztatowych, których uczysz się w szkole aktorskiej, bardzo ważne jest, żeby szkoła aktorska wyposażyła aktora w narzędzia obrony swojego zdrowia psychicznego. Z tego co zrozumiałem, szkoła aktorska powinna nauczyć aktora grać nieszczęście, a nie stawać się nieszczęśliwym, żeby postać była autentyczna.

To jest tak, jak mój mistrz Zapasiewicz mówił – fantastycznie, że widzowie podziwiają go w teatrze, ale jak wychodzi to jest panem z psem. Ja jestem z tej szkoły, dom to dom. Wychodzę z teatru i ten świat staram się tam zostawić. Oczywiście, w zależności od roli, ale nie należę na pewno do aktorów, którzy żeby poczuć ból, muszą się pobić i wejść w swoje traumy. Oczywiście, buduję na doświadczeniach, ale przede wszystkim na mojej wyobraźni. Staram się wiele czytać, wiele oglądać, pobudzać, ale grać. Nie muszę mówić koleżankom, jeżeli mam poronić, to że poroniłam.

Wyobraźmy sobie taką sytuację – masz lat siedemnaście, jesteś młodą dziewczyną przed maturą i postanowiłaś, że zostaniesz aktorką, to jest twoje powołanie. Nie masz oczywiście warsztatu aktorskiego, idziesz się uczyć, ale masz jeden atut, jedną moc – masz doświadczenie i wiedzę człowieka, który od lat rekrutuje i weryfikuje ludzi, którzy zdają egzaminy do szkoły aktorskiej. Masz tę wiedzę, szykujesz się do egzaminu. Na co byś postawiła, jakbyś się do tego egzaminu przygotowywała, jakich błędów starałabyś się unikać, które pewnie popełniają młodzi ludzie podchodząc do egzaminu.

Na pewno wybrałabym teksty takie, które są dla mnie ważne. Od lat siedzę w egzaminach wstępnych, bo byłam opiekunem roku i będę teraz opiekunką roku. Często mamy wrażenie, że na stronie gdzieś wygooglowano, że te teksty komisja najbardziej lubi. No i potem zdarza się, że kilka takich delikwentów, jeden po drugim…i wiesz, że to jest kompletnie nie ich.

Czym się kierować przy wyborze tekstu, jaki tekst dla komisji jest najlepszy, żeby zweryfikować kandydata?

Temperamentny. Ważne jest, żeby zobaczyć czy ktoś dysponuje taką energią.

Czyli nie opis przyrody z „Nad Niemnem”?

Zależy jaki masz na niego pomysł, bo jeżeli go na przykład powiesz jako zdenerwowany człowiek to może to być bardzo ciekawe, mało tego, możemy cię o to poprosić na drugim czy trzecim etapie. Teksty, które państwo wybieracie według mnie powinny być różnorodne, żebyśmy was zobaczyli w różnych odsłonach. Jeżeli mam poezję, która jest bardzo wsobna, to za chwilę biorę Giletę z „Księżniczki na opak wywróconej” – coś, co jest kompletnym kontrastem.

Rozumiem, że przedstawia się kilka tekstów.

Tak, natomiast na pierwszym etapie wybierasz swój ulubiony. Nie próbować popisywać się – jeżeli ten tekst ci się podoba i masz na to fantastyczny pomysł, to weź taki z tysiącem bluzgów, ale jeśli się nie ma…

Właśnie, zastanawiałem się czy zdarzają się takie wypadki, że, tak jak pisał Szekspir w „Hamlecie”, zdaje się, że ta dama za bardzo przyrzeka, czyli że oni tak chcą pokazać, że są pełnowartościowymi aktorami, że przesadzają.

Chcą pokazać. Wstępne są takie trudne, bo to trzeba człowieka zobaczyć.

Jesteście w stanie to oddzielić? Czego wy szukacie, patrząc na tego młodego człowieka? On czasami może przecież parodiować istniejącego aktora, bo tak chce zagrać przed wami.

Prawda. Tego, że ten tekst ktoś mówi do ciebie, z sensem i dotkliwie. Że w jego oczach widzisz prawdę i wierzysz mu. Musimy mu uwierzyć. Muszę mu uwierzyć i pójść za jego historią, więc jeżeli ktoś jest sztywny i wyuczony, to czasem tak bywa. Ja dostałam się za drugim razem, ale wiem, że ten rok niedostania się był dla mnie kluczowy, by sobie uświadomić i być dojrzalszą o to niezdanie.

Są różnego rodzaju szkoły, które przygotowują do egzaminów, studia aktorskie pomaturalne – warto jest korzystać?

Myślę, że warto. Mnie na przykład to dużo dało, że się za pierwszym razem nie dostałam, ale przygotowywałam się do egzaminu z kimś. Też jest tak, że jak poważnie to traktujesz, to się nie da nie zdać. Oczywiście są przypadki, ale nie wiadomo ile jest w nich prawdy, ile historii i koloryzowania – szedłem po Miodowej, patrzę i a…spróbuję! No i dostałem się. Wiem, że takie historie krążą. Ja natomiast się przygotowywałam dzielnie i się za pierwszym razem nie dostałam, a potem, nie chciałam tego roku tracić, dostałam się na Bednarską, na piosenkę, bo też śpiewanie było obok mnie. Cały czas próbowałam być blisko i czułam, że trzeba jeszcze raz zdawać.

To chyba nic nadzwyczajnego, kolejny raz zdając egzaminy…

Stresior był, tym bardziej, że koleżanki z liceum się dostały. Ja jestem z Warszawy, więc jak te dwie się dostały, to jednak ambicja była dosyć pogrążona, trzy dni przeleżane w łóżku były.

Jestem ciekaw, bo wokół egzaminów do szkół teatralnych krąży wiele mitów, legend i anegdot. Ile w tym jest prawdy, jak komisja drze sobie łacha z człowieka, który przystępuje do egzaminu i wymyślają mu jakieś przedziwne rzeczy, na przykład zagraj brudną ścierkę leżącą na parapecie. Ile w tym jest legend miejskich?

Nie no, to są legendy. Mogę też mówić o moich wstępnych egzaminach, gdzie jestem profesorem i uczestniczę w tym. Mam wrażenie, że od paru lat, i to ludzie zdający mówią, atmosfera w trakcie zdawania jest niesamowita. Ja ze swojego pamiętam tę atmosferę i to, że cię ludzie wspierają i chcą, żeby cię się udało, traktują cię poważnie. To jest bardzo szczere i szkoła jest naprawdę fajna. Pamiętam, że jak się przekroczyło próg, to pomyślałam – kurczę, jak ja chcę tu być. Potem się udało i to było spełnienie marzeń.

Czy szkoła prowadzi coś w rodzaju statystyk? Jaki jest odsetek ludzi, którzy po ukończeniu szkoły teatralnej pozostają w zawodzie, żyją z tego, a jaka jest z tego grupa ludzi, jak mówił mój przyjaciel Mirek Neinert, aktor i dyrektor Teatru Korez w Katowicach, że czasami jest tak, że aktor kocha teatr, ale teatr nie kocha aktora.

Życie weryfikuje. Chcę, żeby nasz absolwent kończąc szkołę, miał papiery pozwalające uprawiać ten zawód, ale jeśli on stwierdzi, że wsiada do kampera i chce zwiedzać świat, to niech to robi. To nie będzie wyrwa na moim sercu, że ja pracowałam z nim cztery lata, a on wsiada… nie. Ten kamper jest mu potrzebny. Wszystko, co nam daje ten świat nas buduje i buduje mnie jako aktora. Dubbing, praca głosem, lektorowanie – to jest przecież wszystko to, do czego ta szkoła przygotowuje. To nie jest tak, że ktoś kończąc tę szkołę, musi pracować w teatrze, niech będzie świetnym lektorem czy prowadzącym w domu kultury. O tych ludziach się nie mówi, ale to są ci, którzy dają kopa tym młodym w dzisiejszym świecie, żeby coś robić ze sobą.

Myślisz, że ukończenie szkoły aktorskiej to połowa sukcesu, jedna trzecia?

Jedna trzecia. Bardzo często jest tak, że ktoś, kto totalnie rokuje, o kim mówi się „świetny, świetny” – potem okazuje się, że zetknięcie z tym zawodem, z innymi ludźmi, ze światem, do którego trzeba jeszcze długo drapać, żeby się do niego dodrapać, jest po prostu tak trudne, że się z tego zawodu rezygnuje. Że kolega, który ci powie „jak ty to zagrałeś”…

Możesz zniechęcić?

Ależ oczywiście – jasne, że możesz.

Ludzie tacy jak ja, którzy nie mają nic wspólnego z branżą aktorską, oceniają najczęściej aktorów i ich pracę przez pryzmat czerwonych dywanów, blichtru – że to jest super i wszyscy im tego zazdroszczą. Ale gdy masz możliwość przyjrzenia się pracy aktora z punktu widzenia jego domu, rodziny i codzienności, to się okazuje, poza tym, że zawód jest piękny, bo jest inny, to jest bardzo trudny, psychicznie i fizycznie. Nie możesz w biurze szefowi powiedzieć „nie mam dnia, urwę się z pracy 2 godziny wcześniej”. Wy jako aktorzy musicie być do dyspozycji w każdej chwili. Nie wiem co musiałoby się stać, żebyście nie poszli na spektakl, bo koledzy czekają, czeka widownia. Trzeba gdzieś jeździć – tutaj plan, tutaj trzeba wracać do teatru. Ludziom się wydaje, że to jest wszystko takie piękne, lekkie i sympatyczne, a to jest trudny zawód, nawet fizycznie.

Jest bardzo trudny. Im więcej ma się lat, tym większa świadomość ulotności tego wszystkiego. Dzisiaj jako 51-letnia kobieta mogę powiedzieć, że fantastycznie jest to, jak ten zawód mi się ułożył i też widzę, że udało mi się iść swoją drogą. Robię to, co kocham, nie poszłam na łatwiznę. Bardzo często próbowałam zawalczyć o ten zawód, ale widzę – mam dorastające dziewczyny i byłyśmy raz razem na nartach – no i wtedy łza się w oku kręcić, coś za coś. Z drugiej strony wiem, że matka szczęśliwa to matka spełniona i tego staram się ich uczyć.

Jest coś takiego jak niepewność pracy u aktora. To, że pracuje się w teatrze nie znaczy, że będzie się tam pracowało do końca życia i do końca życia będzie się występować w filmach. To jest zawód, o który trzeba ciągle walczyć.

Tak, ale w pewnym momencie, jeżeli masz jakieś zaplecze, mówię o zapleczu finansowym, to wtedy możesz wybierać. Z biegiem lat, mówię też tutaj o sobie, gdzieś tam zawsze zadaje pytanie „z kim pracujesz?”, „kto tam gra?”, bo dla mnie ludzie są kluczowi. Żeby była wspaniała atmosfera, że ta nasza rozmowa jest miła i ja też chcę takiej pracy. Nie mówię o trudnościach w pracy, bo trudności zawsze są i one są twórcze – to że się spieramy, wściekamy na siebie – to jest wszystko wpisane w ten zawód, ale fantastyczne jest to, gdy pracujesz z reżyserem, który wie, czego od ciebie chce. Zdarza się różnie i wtedy są największe frustracje, bo ty wychodzisz na scenę, a reżyser zawsze może powiedzieć „oni nie zrozumieli kompletnie”.

Łatwo wam jest na scenie oddzielić życie prywatne od życia scenicznego? Masz zły humor, coś jest nie tak, jakieś problemy prywatne, a tu musisz wyjść na scenę i zabawiać publiczność.

To jest akurat świetne w tym zawodzie, bo to się zostawia. Jest to bardzo trudne, ale w momencie wejścia na scenę, też jest coś takiego jak etyka zawodowa, granie do jednej bramki. W Teatrze Narodowym czy w tych spektaklach, w których teraz gram obok Teatru, mamy fantastyczny zespół ludzki. Wiem, że są spektakle, gdzie po prostu polega się na wspólnej pracy. W ogóle teatr i nasze bycie na scenie jest wspólnotą. Nie wyobrażam sobie, że kolega gra swoje, a ja gram swoje. To jest dialog – dzięki temu widz ma szansę coś poczuć, z czymś wyjść, uśmiechnąć się choć na chwilę.

Postraszyliśmy trochę tym zawodem, ale myślę że możemy wspólnie powiedzieć, że wszyscy ci, którzy szykują się do egzaminów i wymyślili sobie właśnie taki sposób na życie – warto, bo jest to fantastyczny zawód, realizacja pasji, życie na pewno jest ciekawe. Natomiast tak jak wszędzie trzeba mieć też odrobinę szczęścia w życiu i wnieść dużo pracy. Ale też są przywileje – na przykład można przyjść do telewizji Anywhere i porozmawiać z Tomaszem Kowalskim o swojej pracy.

To jeszcze muszę Tomku powiedzieć, że to jest najpiękniejszy zawód na świecie. Jeżeli wiecie, że to jest to, to róbcie to, zdawajcie do szkoły, bo szkoła jest potrzebna – nawet, żeby potem uznać „jestem lepszy niż szkoła”. Zdawajcie, trzymam za was kciuki i do zobaczenia.

Do zobaczenia na egzaminach. Dziękuję państwu.

Dziękuję bardzo.

Reklama