Halina Mlynkova: Nie Zrzucam Czerwonych Korali

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Agata Igras: Dzień dobry, Halina Mlynkova pojawia się u nas w studiu w związku z premierą nowej płyty. Piątej płyty solowej. Płyta jest przepięknie wydana. Natomiast muzyka jest inna niż dotychczas.

Halina Mlynkova: Inna. To jest przede wszystkim koncept album, więc troszkę inna idea, niż przy wydawaniu autorskich płyt. Tą płytą chciałam spełnić jedno ze swoich muzycznych marzeń, czyli kwartet smyczkowy, pianino. Pomyślałam, że tematem idealnym będą piękne stare polskie piosenki. Chciałam pokazać, że nie odcinam kuponów od „Czerwonych Korali”, które bardzo lubię – z resztą w takiej wersji przygotowaliśmy je na trasę koncertową. Wybieram trudniejszą ścieżkę. Pokazuję to, co mi w duszy gra i nie boję się tego.

Rzeczywiście piękny skład, bo przez to ten materiał jest taki kameralny, intymny, uczuciowy. Jak się odnajdujesz w takiej stylistyce?

Kiedyś kochałam głośno śpiewające wokalistki. Uwielbiałam poszerzać skale, ale po jakimś czasie zaczęłam słuchać spokojnych wokalistów. To była zupełna przemiana muzyczna jeśli chodzi o słuchanie muzyki. Mam wrażenie, że dużo się wydarzyło w pandemii, kiedy tego czasu na wyszukiwanie muzyki było więcej. Zakochałam się w bardzo prostych utworach, ograniczonych instrumentalnie, ze spokojnymi głosami. Pomyślałam, że też chciałabym tak spróbować – tym bardziej, że coraz częściej grywamy koncerty w salach zamkniętych, ze zmniejszonym składem. Dojrzałam do tego, że chciałabym spokojnie zaśpiewać. Dużo spokojniej, niż czasami te wersje są w oryginale. Rozmawialiśmy z Marcinem Kindla, producentem tej płyty, że fajnie byłoby coś takiego nagrać – powiedziałam, „zróbmy kwartet smyczkowy”. Wszystkie wersje tych piosenek dostały drugie życie. Często mam tak, kiedy słucham swoich piosenek, to chciałabym coś poprawić. Sądzę, że każdy muzyk tak ma. Natomiast kiedy spacerowałam z synem i słuchałam tych utworów, to odtwarzałam je po kilka razy.

To jest cudowne mieć taką satysfakcję z pracy. Nagrywałaś płytę razem z muzykami? Czy jednak oddzielnie?

Ich instrumentarium powstawało z moim głosem. Nagrywaliśmy razem, żeby złapać wspólne tempo. Oddzielnie nagrywaliśmy tylko „Ta ostatnia niedziela” ze względu na zróżnicowane tempo w piosence. Ostatecznie Piotr Steczek, który był odpowiedzialny za aranżację kwartetu smyczkowego zadecydował,  żeby nagrać to oddzielnie. Zaśpiewaliśmy to jednak na próbę i wydarzyło się coś tak niesamowitego, że wszyscy mieliśmy ciary. Nie powtórzyliśmy tego potem, bo rzeczywiście Piotr miał racje, żeby nagrywać osobno. Ale to pierwsze nagranie w studio… Jacek Gawłowski, który  realizował całą płytę żałował, że to było tylko na próbę.

To ważne, bo tę magię miedzy muzykami słychać na tej płycie. A która z tych piosenek jest tobie najbliższa?

Chyba właśnie „To ostatnia niedziela”, bo ona jest niesamowicie przejmująca. Ten utwór jest przepięknie zaaranżowany. Ale lubię też „O sobie samym”, „Ruchome piaski”. Natomiast kiedy się przygotowywaliśmy to największy pytajnik miałam przy „Wielkiej miłości”, a teraz też bardzo ją lubię. Chyba musiałabym wymienić wszystkie.

Jest też jedna niepolska piosenka.

Tak, czeska. Też moja ulubiona. To jest ważne, bo jeśli na liście koncertowej znajdzie się piosenka za którą nie przepadam, to ona wylatuje. Zwłaszcza kiedy mamy długi koncert i widzę, że publiczność zaczyna się nudzić na spokojniejszych piosenkach lub wręcz przeciwnie, czeka na te spokojniejsze, to reaguję i w trakcie koncertu odwracam się i mówię zespołowi „przeskakujemy”, albo „dokładamy”. Na tej płycie są wszystkie utwory które lubię, więc tu nie będzie ani jednego słabszego momentu.

Kiedy ma wystartować trasa koncertowa?

16 października, najpierw gramy w Świętochłowicach. Obiecałam, że tam wrócę. Niedaleko, w Katowicach, jest też hospicjum Cordis, które wspieramy tym koncertem. To jest hospicjum, które w tym roku dostało chyba najniższe dotacje i są na granicy przetrwania. Wiem, że po moim apelu wpłynęły na zrzutkę pieniądze, za co bardzo Wam dziękuję, natomiast do dwóch milionów jest jeszcze daleko. Te pieniądze są bardzo potrzebne, ponieważ ratujemy nimi dużo osób. Część dochodu z koncertu również zostanie przekazany na hospicjum.

Piękny gest.

Później będziemy natomiast w Cieszynie, który jest moim miejscem na ziemi, w Stargardzie, Warszawie, Bielsko-Białej, Krakowie, w Częstochowie, Toruniu, Wejherowie i Jeleniej Górze. Już wiem, że szykują się kolejne miasta.

Synek jedzie z Tobą?

Tam gdzie będziemy dłużej niż jedną noc to tak, ale nie wszędzie będę go ze sobą zabierać, bo jest jednak za mały.

Ile jest w sumie zaplanowanych koncertów?

Dziesięć koncertów mamy już ogłoszonych. W przypadku jeszcze pięciu ustalamy terminy. Ona będzie rozłożona w czasie, prawdopodobnie potrwa do lutego.

To jest uniwersalny recital, w zasadzie bardzo ponadczasowy. Jakie emocje towarzyszą dzień przed premierą? Przeżywasz to bardzo?

Bardzo to przeżywam. Świetnie się bawimy podczas przygotować, ale później nadchodzi ten wielki dzień kiedy mają tego posłuchać ludzie, którzy nie są tak związani emocjonalnie z tymi utworami jak my. Dodatkowo cała płyta nagrana jest w systemie Dolby Atmos, który w Polsce dopiero się odkrywa. Nagrywanie utworów w tym systemie i odsłuchiwanie ich było fantastyczne, więc jak żyjesz w tym świecie tworzenia, to masz zupełnie inne podejście.

Dochodzi jeszcze fakt, że ludzie mają „w uszach” te poprzednie wykonania, są przyzwyczajeni do wcześniejszych aranżacji i mogą je porównywać. To jest chyba jakiś rodzaj niepewności – co sobie ludzie pomyślą.

Jest to ryzykowne, natomiast gdybym myślała w takim kontekście, to ta płyta by nie powstała. Nie wolno się bać, trzeba robić swoje. Efekt ostateczny jest zawsze częścią mnie. Nie chciałam nikogo naśladować. Zatem wszelkie porównania będą zbędne. Śpiewałam na scenie przeróżne utwory wielkich artystek i za każdym razem starałam się przekazać siebie, a nie kopiować.

Dzięki temu możesz dotrzeć do osób, które nie zetknęły się z pierwowzorem, a być może zakochają się w twojej aranżacji. Dzięki temu melodie, które zna pokolenie starsze, młodsze niekoniecznie, bo młodzi mają często zupełnie inny gust,  mogą przetrwać.

Masz rację, to są utwory nieznane przez młode pokolenie, więc dla wielu osób są nowe. Część ludzi może stwierdzić, że nagrałam coś takiego, a część zacznie się doszukiwać i trafi na pierwowzory. Miałam 9 lat gdy po raz pierwszy usłyszałam „To ostatnia niedziela”. Znalazłam winyl i zachwyciłam się tą piosenką. Potem rodzice opowiedzieli mi o historii towarzyszącej tej piosence, więc z jednej strony byłam wstrząśnięta, a z drugiej została mi tak długo w głowie, że kiedy zaczęliśmy tworzyć płytę, to wiedziałam, że ten utwór musi się na niej znaleźć.

Co robisz w dniu premiery płyty?

Udzielam wywiadów, między innymi RMF Classic, które już puszcza „O sobie samym”, co mnie bardzo cieszy. Z drugiej strony jesteśmy przed trasą koncertową, więc przede wszystkim uczę się tekstów, bo to nie są moje autorskie teksty. Aczkolwiek autorskie też są bardzo trudne. Przy mojej pierwszej solowej płycie, „Etnotece”, grałam koncerty i osoby z mojego wspaniałego funclubu bardzo dobrze znały moje teksty. Na jednym z koncertów przynieśli transparent z napisami, na co zareagowała moja menadżerka, która nie zgodziła się, aby mi podpowiadali. Potem tłumaczyłam im – ja się nie mylę dlatego, że zapominam tekstu, ale dlatego, że napisałam cztery lub pięć różnych wersji i pamiętam je wszystkie.

A lubisz pisać własne teksty?

Bardzo lubię i dużo piszę. Trochę do szuflady, co jest niebezpieczne, bo ich nie opisuję. Mam tuż wydruków sprzed dziesięciu, piętnastu lat. Mam taki stos czarnych szkicowników, bardzo lubię te kreślone wersje.

Robisz jeszcze takie kreatywne, artystyczne rzeczy?

Kiedyś malowałam, kochałam to robić. W podstawówce stawiałam to przed muzykę. Być może do tego kiedyś wrócę. Tak jak do gry na fortepianie. Teraz nie pozwala mi na to synek.

Może on kiedyś będzie grał. To świetnie rozwija.

To prawda. Być może. Historie starszego syna grającego na skrzypcach mamy za sobą, więc jeżeli sam nie będzie chciał, to ja go zmuszać nie będę. Do dzisiaj wypomina mi, jak pilnowałam go podczas lekcji. Wybrał trudny instrument, ale bardzo dobrze mu szło.

Masz już zalążki kolejnych pomysłów? Jak już opadną emocje po premierze nowej płyty.

Tak, mam już w głowie kolejne rzeczy. Ostatni utwór na płycie to „Powtarzalność”, który miał nawiązywać do kolejnej płyty. Zastanawiamy się jeszcze czy właśnie tym utworem pociągniemy nowy materiał. Może jednak wygra inna koncepcja, która siedzi nam w głowie. Niebawem będę siadać do nagrania dwóch utworów. Jeden będzie duetem, a jeden będzie solowy. A jak skończymy trasę koncertową, to bierzemy się za kolejną płytę.

Planów mnóstwo. Cieszę się, że znalazłaś dla nas czas. Trzymam kciuki.

Dziękuję bardzo.

Fot. Bartosz Maciejewski

Reklama

Menel Kultury

Czasem wypada zastanowić się nad początkiem. Nad tą pierwszą chwilą,