KARS: Welcome to the Hotel California! – Recenzja VW California

Tekst sponsorowany

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Jak to powiedział onegdaj Ernest Hemingway, gdy wypoczywał nad morzem, oczekując starości – „Tak, to można zabrać, tego jeszcze nie.”

Podobnież było z tym tekstem o jakże wyjątkowej przygodzie z VW California. Niektóre rzeczy można było zabrać, inne nie. Na niektóre trzeba było poświęcić uwagę wyjątkowej wartości, inne należało zupełnie zignorować.

Niemniej – jesteśmy tutaj, pełni wrażeń, sił witalnych i zimna, które studzi nasze kości, sprawiając, że jesteśmy bardzie podobni do szykujących się do hibernacji niedźwiedzi niż zarobionych i jakże odpowiedzialnych osób, pełnych marzeń i obowiązków, których nie da się przełożyć na nigdy.

I czy gdybyśmy byli bardziej uczciwi,  nie ucieklibyśmy stąd? Jak bociany? Albo ludzie ze średnim wykształceniem z małych miasteczek, którzy masowo zwiewają w pogoni za pieniądzem, którego raczej by u nas nie uzyskali; do Holandii, Wielkiej Brytanii i Norwegii?

I czy gdybyśmy mieli taką, proszę ja Ciebie, Californię, to czy nie słusznym obecnie byłoby uciec w nieznane, greckie czy hiszpańskie dzielnice, gdzie cieplej, przyjemniej i wspanialej?

Otóż to!

VW California pozwala na to wszystko i jeszcze więcej! Jest to mikrokawalerka idealna na dzisiejsze czasy patowynajmów, kłótni małżeńskich i, co najgorsze, gdy Twoje dzieci chcą zrobić sylwestra, bo jeszcze mają znajomych, a Ty właściwie jesteś już na etapie, kiedy wszyscy Cię zdradzili i jedyne czego chcesz to chociaż raz się wyspać jak masz wolne. TO WTEDY TEŻ JEST IDEALNA!

W Californii znajdziemy właściwie wszystkie potrzebne do życia elementy. Jest woda, są krzesełka wyciągane z miejsc różnych (o podobieństwie tego samochodu do filmu Waterworld z Kevinem Costnerem jeszcze przejdziemy), jest gaz, można sobie zrobić kawkę, ugotować pyszne noodle z Płaza czy Owada i ogólnie – żyć w pełni.

Co jeszcze? Cóż, możemy też tam spać. Czy to na dachu pod całkiem cool namiotem, gdzie zmieszczą się spokojnie dwie osoby, które jednak muszą się trochę lubić; czy też na dole, miejsca jest naprawdę sporo.

Podczas naszego bajkowego pobytu w Chorwacji, na które dzielne Samochody Dostawcze VW zabrały nas, nie znając jeszcze podówczas naszych możliwości, ani razu nie czułem się niewygodnie. Grzańsko też działa dobrze, choć przypuszczam, że jak temperatura jest -30 to niespecjalnie świetnym pomysłem będzie spanie w kamperze, choć podobno to do odważnych świat należy.

W każdym razie, jak zobaczycie w filmiku poniżej (który to zrobiliśmy wspólnie ze Stefanem Roniszem z NaTemat), wszystko elegancko można powyciągać, powsadzać, poklikać i tak dalej. Przypomina to właśnie film Waterworld, gdzie nasze wspaniały protagonista wkłada rzeczy w rzeczy i w jeszcze inne rzeczy, i w jakiś sposób to wszystko sprawia, że działa.

Co do samego auta, jest ono dostępne w różnych wariantach silnikowych. Ja miałem do swej dyspozycji 2.0 z turbo i sprawdzało to się naprawdę przyzwoicie. Drogi w Chorwacji są kręte, jeździliśmy po błotach, kocich łbach, psich miętkach i wszystkim, co się da, by sprawdzić wyporność tego auta i ani razu nie mieliśmy choćby najmniejszego problemu z zawieszeniem, prędkością, rozpędzaniem się czy czymkolwiek innym.

To zresztą jest najmocniejszy punkt tego auta – autentycznie, jest to legitny samochód, którym można jeździć na co dzień. Koło dychy, może jedenaście litrów pali w mieście, nie jest żadnym klocem ani nic, ale naprawdę spoko sposobem poruszania się po, jakże wspaniałych, polskich drogach.

A z trzeciej strony, to także nie jest przecież najważniejsze. Przez te kilka dni spędzonych w kamperze, człowiek zaczyna rozumieć ideę wolności, braku zobowiązań i kredytu na najbliższe trzy stulecia. Wystarczy wsiąść i już się jest u siebie. Jest to zresztą powiązane z całą ideologią związaną z kamperowaniem. Rozmawiałem wielokrotnie z ludźmi na naszym kempingu i ich doświadczenia zawsze pokrywały się z moim przeczuciem. Nie chodzi tu li tylko o to, by wyjechać na wakacje w ramach raty leasingu. Chodzi tu o to, by móc wyjechać kiedy się chce. Być zawsze u siebie, zawsze wśród swoich przyzwyczajeń. Brać tę cząstkę zwaną domem pod pachę i zwiedzać świat. Być może brzmi to nieco górnolotnie, ale ileż można wytrzymać cynizmu w tym świecie, gdzie poważnie mogą mówić tylko politycy?

Oczywistym jest bowiem, że ta atmosfera nie bierze się znikąd. Kempingi na całym świecie odznaczają się jedną, bardzo ważną cechą, a mianowicie, jest to zbiór ludzi o podobnych wartościach, sposobie życia i bycia. I jeśli to nie przemówi do Was, to pewnie nic i nie ma sensu kupować tego auta.

P.S. Możecie się zastanawiać skąd pojawia się nagle ta recenzja w listopadzie. Otóż, odpowiedź jest prosta – jest to idealne postanowienie noworoczno/świąteczne! Plus – jest to swego rodzaju ucieczka przed milionem recenzji w miesiącach poprzednich, byście mogli docenić nasze starania w wyjątkowości.

Reklama