Natalia Lesz: Bycie Sobą Zawsze Jest Najtrudniejsze

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Agata Igras: Dzień dobry. Naszym gościem jest fantastyczna Natalia Lesz. Przeczytałam, że jesteś aktorką, której muzyka w sercu gra. Zrobiłaś już tyle rzeczy w życiu, zarówno muzycznie jak i aktorsko, że rzeczywiście trudno wszystko wyliczyć – balet i Akademia Muzyczna w Łodzi, ale również Tisch School of the Arts w Nowym Jorku, czyli aktorstwo na absolutnie najwyższym, broadwayowskim poziomie. Zresztą na samym Broadwayu, prawda?

Natalia Lesz: Tak, zgadza się.

Dzisiaj wszystko to razem łączysz i jeszcze do tego jesteś mamą. Zaczęłabym więc od najbliższej premiery. Mówię to spontanicznie, bo słuchając dziś twojej muzyki, zakochałam się w singlu z najnowszej płyty, o której sama za chwilę opowiesz. Album „Piosenki Domowe”, który ma ukazać się w Dzień Mamy, będzie płytą z wierszami Michała Rusinka. Ten Dzień Mamy bardzo mi się spodobał – melodie i tekst są piękne, zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych. No i ty jesteś po prostu tak niesamowicie autentyczna, tak ekspresyjna. Opowiedz coś więcej.

Zaczęło się od piosenki „Coś”. Ja jestem pod wielkim wrażeniem sposobu pisania Michała Rusinka. Te wiersze po pierwsze mają fajne rytmy, czasami trudne – w niektórych przypadkach musieliśmy dopisywać tekst, żeby forma piosenki była bardziej regularna. On pisze inteligentne teksty, z pazurem, z humorem. Pomyślałam, że mało jest takich materiałów dziecięcych, które są na poziomie; które byłyby fajne, zabawne i nie tylko przyjemne dla dziecka, ale też dla dorosłych. Tak narodził się pomysł tego projektu – powstało 16 utworów, wierszyków muzycznych Michała, z książki pod tytułem „Wierszyki domowe”. Ona wyszła parę lat temu, zdobyła wiele nagród. Myślę, że to jest też taki projekt edukacyjny, bo mamy nadzieję, że to trafi do szkół, do dzieci, może do domów dziecka. Chcemy z tego zrobić spektakl muzyczny.

 
Reklama

Autorką muzyki jest Urszula Borkowska.

Tak, Urszula pracuje na co dzień w Akademii Teatralnej i w Teatrze Dramatycznym – mamy nadzieję, że powstanie z tego fajny spektakl muzyczny, który już powoli zaczynamy szykować.

Urok tekstów jest niezaprzeczalny, ale też twoje wykonanie mnie zauroczyło.

Miałam ogromny fun ze śpiewania tych utworów, bo z moim wykształceniem, również aktorskim, pomyślałam, że tutaj właściwie jadę po bandzie, nie ma żadnych zasad. Najważniejsze, żeby to opowiadało historię, żeby malowało obrazy wyobraźni. Uwielbiam dzieci. Moja córka w trakcie spektaklów teatralnych tak głęboko wchodzi w opowiadane tam historie, że wchodzi na scenę i uważa, że przecież scena jest właśnie po to, żeby na nią wchodzić.

Spontaniczność jest cudowna i rzeczywiście warto jej nie zgubić…

Tak! Miałam wielką radość śpiewania tego materiału. Piosenki opowiadają o różnych przedmiotach i miejscach w naszym domu. Kiedy Michał Rusinek z siostrą Jasią byli młodzi, dotyczy to również i nas, to były czasy kiedy nie było wielu zabawek, przez co byliśmy zmuszeni aby te zabawy sobie wymyślać, a zabawki wyobrażać. Ta płyta to instruktaż tego, jak się bawić przedmiotami codziennego użytku; przedmiotami, które każdy posiada w domu. Dzisiejsze zabawki zostawiają niestety mało przestrzeni dla naszej wyobraźni.

Zgadzam się. Kiedyś były „Bajki Grajki” i według mnie to trochę do nich nawiązuje. Je też się przecież nie tylko czytało, można było ich posłuchać i zawsze coś z tego zostawało, ten film wyświetlał się w głowie.

Prawda. Jak byłam mała, to na winylach, a także na kasetach miałam moje ukochane słuchowiska muzyczne – ta płyta, mam nadzieję, będzie również sprzyjać dzieciom w budowaniu magicznego świata w ich głowie. Co ciekawe, powstały też ukraińskie przykłady tych piosenek. Natalia Beltchenko, ukraińska poetka, zrobiła przekłady na język ukraiński. Wydawca zaprosił Amelkę Anisovych, która przyjechała do Polski, gdy zaczęła się wojna – teraz mieszka tutaj i zaśpiewała ze mną kilka utworów.

Premiera już 26 maja, ale wiem, że muzycznie jesteś bardzo aktywna, bo w międzyczasie powstaje twoja nowa płyta.

Tak, powstaje nowa płyta, która będzie trochę chyba odbiegać od tego, co śpiewałam do tej pory… chociaż przez ostatnie lata troszkę mój repertuar był mocno zróżnicowany, od piosenki poetyckiej po dziecięcą , ale myślę, że zrobiłam taki le détour, czyli skręt, jeśli chodzi o repertuar. I to jest spójne z tym, w jakim jestem teraz miejscu. Od mojego ostatniego muzycznego wydania minęło dobrych kilka lat. Jestem zadowolona z nowego materiału. Tęsknię za kontaktem z publicznością, za występami na żywo. Po długiej nieobecności brałam udział w koncercie muzyki filmowej. Wraz ze Śląską Orkiestrą Symfoniczną zaśpiewałam kilka utworów i to mi przypomniało, jak dobrze czuję się nie tylko przed kamerą ale i na scenie. Granie w serialach czy w filmach to zupełnie co innego, niż żywy kontakt z publicznością.

Czyli chwilowo zamienimy rolę aktorki z muzyką w sercu na wokalistkę. Jak ty siebie określasz? Jak myślisz o sobie na scenie? Jesteś śpiewającą aktorką?

Tak, śpiewającą aktorką. Jak wchodzę do studia, to często słyszę, że interpretuje piosenki bardzo aktorsko. Rzeczywiście mam tak, że niekiedy nadinterpretuję piosenki, które niekoniecznie tego wymagają. bo jestem przyzwyczajona również do śpiewania piosenki aktorskiej, poetyckiej – takie śpiewanie jest dla mnie bardzo naturalne. Piosenki, które są dla nieco szerszej publiczności, bez kategoryzowania ich, średnio brzmią gdy śpiewa się je „po aktorsku”. Nie każdemu to przypada do gustu, ale też niełatwo mi się tej maniery pozbyć.

Jak ciebie słucham, to w ogóle nie poczytuję tego jako zarzut. Jest to twoja cecha artystyczna. Z kolei tekst w piosence… dzisiaj żyjemy w taki czasach – oczywiście jest to moje osobiste spostrzeżenie – gdzie często tekst w ogóle nie ma znaczenia, liczy się tylko bit. Gdy słucham tego, czego słucha młodzież, to te teksty niejednokrotnie nie mają żadnej wartości. Nie umniejszając, bo na szczęście wciąż powstają cudowne utwory, gdzie jest przekaz w tekście. Jeżeli chcemy coś przekazać, to dźwięk to jedno, ale słowo i jego interpretacja również mają znaczenie.

Dla mnie najważniejszy jest tekst – przekaz i historia, o której się opowiada. Jeżeli jest to osobista historia albo historia, która angażuje, bo jest prawdziwa, to zupełnie inaczej się ją odbiera. Ludzie czują, że jest to autentyczne. W dzisiejszych czasach, czasach social mediów i internetu, wszechobecnych autorytetów w każdej dziedzinie jest tak dużo pozorów i nieszczerości, bywa to męczące. Przynajmniej dla mnie – poruszanie się po świecie internetu źle na mnie wpływa.

Jest tego bardzo dużo, to prawda. Trzeba umieć wybierać.

Trzeba umieć wybierać, ale żeby móc wybrać,  musisz najpierw poznać.

Zgadzam się.

Rozmawiałam ostatnio z moją córcią o odpowiedzialnym podejściu do internetu i do treści, które się tam znajdują. To jest wydaję mi się jedna z kluczowych rzeczy, które dzieci powinny poznać, a temat powinien być poruszany w szkole.

Szkoła na tym etapie liczy chyba na odpowiedzialność rodziców, a nie dziecka. W ogóle jest to dobry temat na odrębną rozmowę z jakimś specjalistą w tej dziedzinie, bo ta troska dotyczy wszystkich rodziców.

Fajnie też, żeby to nie było na siłę. Żeby dzieci poczuły, że mają wybór, że ostatecznie to ich odpowiedzialność jakie treści oglądają.

Cieszę się, że poruszasz takie tematy, bo one są na bardzo ważne. Wrócę na chwilę do twojej płyty – powiedziałaś, że jest dla ciebie bardzo osobista. Inna, ale też jest bardziej twoja. Wiadomo już, jaki będzie miała tytuł? Albo w ogóle cokolwiek jeszcze zdradzisz, czy na razie czekamy?

Czekamy. Nie mam jeszcze pełnego materiału.

Czyli praca wre, pomiędzy wszystkimi innymi pracami…

Tak. Nie ukrywam, że bycie mamą to praca, która zajmuje mnie najbardziej.

To cudownie, że znalazłaś teraz czas żeby powoli się realizować i to akurat przez projekt, który łączy ciebie z córką jeszcze bardziej. Córka zna piosenki?

Oczywiście, zna je na pamięć.

I to jest chyba twój najlepszy krytyk…

Tak, poważnie biorę jej zdanie pod uwagę. Zarówno jeśli chodzi o materiały dziecięce, jak i te dorosłe. Nawet mieliśmy jedno podejście, aby to Alicja zaśpiewała ze mną na płycie, ale finalnie wydawca zdecydował, że będzie to Amelka. Moja córcia była niepocieszona.

Ale macie nagranie dla siebie, dla dziadków…

Oczywiście.

Wracając jeszcze do aktorstwa – wiem, że szykuje się spektakl poświęcony Wisławie Szymborskiej.

Tak, rok 2023 jest rokiem Wisławy Szymborskiej, więc pojawiają się różne inicjatywy i próby przypomnienia o Wisławie. Dostałam propozycję od Kasi Jungowskiej, która zaprosiła mnie do tego projektu. Mogę powiedzieć, że jest to projekt multimedialny, bo Grażyna Szapołowska, która jest kluczową osobą w tej sztuce, będzie interpretowała wiersze Szymborskiej. Będzie też lektor, który opowiada historię życia Szymborskiej. Ja jestem Wisławą, pojawiającą się na ekranie. Muszę powiedzieć, że bardzo to przeżyłam i nie przespałam wielu nocy, bo jednak…

No właśnie, dlaczego?

Wydaje mi się, że jest to bardzo delikatna materia. Można w każdym kierunku przesadzić, a ja nie chciałabym w żaden sposób „skrzywić” czy „skrzywdzić” pamięć o Wisławie. Oglądałam jej wywiady, chociaż było ich mało, bo nie lubiła ich udzielać. Była niezwykle inteligentna, z ogromną dozą poczucia humoru i z dystansem do siebie i świata. Miała bardzo charakterystyczną manierę mówienia i zachowania. Sama próba bycia nią jest niezwykle trudna. Dlatego wydaje mi się, że znalazłyśmy taki złoty środek. Na siłę nie próbuję być Wisławą, ale staram się aby tekst jednak przepływał przez moje doświadczenia – tak, aby wybrzmiały prawdziwie.

Pójdziesz na premierę zobaczyć siebie pierwszy raz?

Nie wiem, czy to przeżyje.

Ale no nie, proszę – musisz przeżyć. Jest tyle kolejnych wyzwań. Rozumiem, że bardzo przeżywasz premiery…

Mam tak, że trochę przesadnie przeżywam.

Jesteś niezwykle wrażliwa. Widzę, że to jest jak odpakowywanie prezentu, który dajesz w tym momencie ludziom. Każda twoja piosenka, spektakl, koncert, płyta – to wszystko jest kawałkiem ciebie…

O wiele lepiej czuję się robiąc coś artystycznego, niż w sytuacjach takich jak teraz, bo w tym momencie nikogo nie mogę udawać, niczym się nie mogę zasłaniać. Muszę być sobą, a to jest zawsze najtrudniejsze. To jest moje zafiksowanie, ale po prostu nie przepadam za udzielaniem wywiadów, pokazywaniem się publicznie. Kiedyś robiłam to częściej, ale mocno mnie to męczyło.

Tym bardziej doceniam, że jesteś tutaj z nami i jesteś sobą. Powiedz mi, co kochasz robić, gdy nie tworzysz?

Jestem introwertyczką. Po kilku spotkaniach z ludźmi, muszę iść do domu i odpocząć, albo położyć się spać. Kosztuje mnie to dużo energii. Najlepiej czuję w domu, z kotem. Mam też ślimaka w domu…

A z jakiej okazji masz ślimaka? To była część jakiś doświadczeń szkolnych?

Nie, moja córka powiedziała, że marzy o rybkach, więc kupiłam akwarium. Teraz oczywiście bardzo żałuję, bo okazuje się, że opieka nad rybkami jest o wiele bardziej wymagająca niż opieka na przykład nad kotem. W akwarium wody nie ma. Stoi puste.

Czyli jesteś dopiero na tym etapie! Akwarium zostało zakupione, natomiast rybki nigdy nie zostały do tego akwarium wprowadzone.

Zbuntowałam się – nie mam czasu opiekować się rybami, ledwo co daję radę z moim kotem, który jest biały, więc jest alergikiem i ma problemy skórne. Przyniosłam natomiast do domu ślimaka i włożyłam go do dużego słoika. Karmimy go sałatą, marchewką, spryskuje go wodą.

Ile czasu jest już z wami ślimak?

Miesiąc.

Jak się nazywa?

Trufel. Moja córka wstaje każdego ranka z innym pomysłem na zwierzę w domu. Dzisiaj był pomysł żółwia. Powiedziałam jej: „Kobieto, dopiero co chciałaś mieć rybki. Kupimy albo zaadoptujemy drugiego kota, żeby nasz Lulu miał towarzystwo, ale w takim razie pozbądźmy się ślimaka”. Jaki był płacz! Przecież jest jej najlepszy przyjaciel Trufel, ona go kocha i on ją kocha. Więc ślimak zostaje, a ślimaki żyją długo,  od 6 do 8 lat… czekaj, czy my naprawdę rozmawiamy o ślimakach?

To pokazuje, że ślimak też może być towarzyszem. Wracając – mówisz o tym, że jesteś introwertyczką, a z drugiej strony wychodzisz na estrady od wielu lat i sprawdzasz się doskonale w roli aktorki. Jak znalazłaś drogę, żeby pogodzić to ze swoją potrzebą wyciszenia?

Traktuję to jak kreację; jako coś, co przygotowuję na potrzebę występu, chwila, gdzie mogę dać upust swoim emocjom, które na co dzień nie mają ujścia. Na scenie, przed kamerą, nie muszę siebie w żaden sposób tłumaczyć, przekazuję historię którą mam przekazać, a potem schodzę ze sceny i wracam do swojego. Cała ta otoczka – wywiady, premiery – to mało komfortowy dodatek, ale potrafię przez to przebrnąć.

Dobra aktorka zawsze potrafi odnaleźć się w nowej roli. Jakie emocje są ci najbliższe na scenie – jak wychodzisz i nie jesteś Natalią, tylko przekazujesz to, co jest tobie najbliższe?

Prawda, bez udawania. Jeśli opowiadam historię, która nie jest moja, zaczepiam ją o moje doświadczenia, moją pamięć emocjonalną tych zdarzeń.

Masz już plan na najbliższe lato, na wakacje?

Nie…

Pytam, bo doczytałam, że ze względu na swój fantastyczny remake „Batumi” Filipinek, jesteś honorową obywatelką Gruzji i byłam ciekawa, czy tam już byłaś?

Byłam – wiele razy.

Teraz nie jest najlepszy czas na wakacje w Gruzji. Myślałam nawet o tym, żeby zabrać tam swoje dzieci, bo miejsce jest wyjątkowe pod wieloma względami. Może nie do końca tak Batumi, jak Tbilisi…

Też najbardziej ci się podobało Tbilisi?

Tak, stolica z wodospadem w środku miasta nie zdarza się często.

Byłam tam również na nartach, w Gaudari. Podobno mają najlepszy puch na świecie. Ostatnio lubię latać do Hiszpanii, bo to chyba takie najbliższe  odległościowo miejsce, gdzie świeci słońce.

Bardziej w stronę Malagi, czy w stronę Alicante?

Bardziej w stronę Alicante ale też i Barcelony. W czerwcu planuję Madryt, na warsztaty aktorskie.

Hiszpania to bardzo duży kraj, jest co zwiedzać. Jak masz wolny czas to lubisz zwiedzać?

Nie potrafię leżeć plackiem na plaży. Kocham spacery, muzea, wystawy. Lubię aktywne spędzanie czasu.

Twoja córka już zaśpiewała w studio – naśladuje czasami mamę, stojąc przed lustrem ze szczotką w dłoni?

Nie, ale tańczy przed lustrem.

Właśnie miałam zapytać, czy tańczycie razem?

Nie jest łatwo, ale zawsze próbuję się z tego wykręcić.

A przecież masz wspaniałe doświadczenie taneczne.

Tak, to prawda, 8 lat Warszawskiej Szkoły Baletowej, ale to jednak coś innego. Córcia jest wrażliwa, potrafi się popłakać, gdy usłyszy muzykę klasyczną.

Powiedz mi jeszcze na koniec, jak ładujesz baterie? Czy natura jest czymś, co daje ci nową porcję energii, czy może odnajdujesz wszystko w sobie?

Staram się uciekać do natury. Mówiąc o Hiszpanii – jest takie miejsce, Guardamar del Segura, małe miasteczko z ogrodem botaniczno-zoologiczny, park w stylu Gaudiego,  las sosnowy. Fajny azyl od szumu miasta.

Czy po płycie masz jakieś kolejne marzenia, które będziesz spełniać?

Może nie powinnam mówić, bo się nie spełnią. Mam ich wiele. Chciałabym skończyć płytę, nad którą teraz pracuję,  liczę, że będę mogła przedstawić ten materiał na żywo. Mam też dużo planów aktorskich, zainicjowałam m.in. projekt filmu, który mam nadzieję, niebawem zostanie zrealizowany.

Będzie tam twoja piosenka?

Nie, ale mam nadzieję, że będzie rola.

Trzymamy w takim razie kciuki. Widzę, że mnóstwo się dzieje. Cudownie, że jest to tyle perspektyw i tyle różnorodnych projektów. Bardzo dziękuję, że w ogóle znalazłaś czas, chociaż wywiadów nie lubisz, żeby do nas przyjść.

Reklama