Aleksandra Cedro – Ludzie nie byli gotowi na moją prawdę

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Urszula Grabowska: Cześć, nazywam się Ula Grabowska i zabieram was w świat influencerów. Dzisiaj jest ze mną Aleksandra Cedro. Na Instagramie masz 140 tysięcy obserwujących, a na TikToku 19,6 miliona polubień i 359 tysięcy obserwujących. Na ile na co dzień czujesz te zasięgi i to, jaki masz wpływ w internecie, który bardzo często przekłada się też na realne działania, na tak zwaną ulicę?

Aleksandra Cedro: Cieszę się, że moje życie tak wygląda, bo na co dzień w ogóle tego nie odczuwam. Jestem osobą, która, jeśli chce, po prostu gdzieś wychodzi. Nie jestem też kimś, kto, wychodząc z domu, odczuwałby, że ludzie często mnie zaczepiają. Wydaje mi się, że to również kwestia tego, że moja grupa docelowa rośnie razem ze mną. Osoby w moim wieku, czyli około 28–30 lat, też nie mają już w zwyczaju, żeby tak zaczepiać. Na co dzień rzeczywiście tego nie odczuwam, jednak czuję, że mam moc, jeśli chodzi o internet.

Z racji tego, że na swoich profilach poruszam tematykę związaną nie tylko z akceptacją siebie, ale też współpracuję z markami, które mówią o bardzo ważnych dla nas, młodych ludzi, rzeczach, czuję, że mimo wszystko mam wpływ na tę grupę. Dostaję też taką informację zwrotną, że rzeczywiście docieram do osób, których te tematy dotyczą.


Reklama

Urszula Grabowska: Jesteś też promotorką skin positivity. Co to dla ciebie znaczy? Kiedy przeglądałam twoje media społecznościowe zastanawiało mnie, czy musiałaś przejść długą drogę w swojej głowie, żeby swoje mankamenty, o których też mówisz, na przykład te związane z trądzikiem, przekuć w budowanie swojej marki osobistej w social mediach. Jak wyglądał ten proces zmiany myślenia? Czy był taki moment, w którym pomyślałaś: „Pokażę się taka, jaka jestem. Dzięki temu zmienię też myślenie innych dziewczyn o tej tematyce, a przy okazji zbuduję na tym swoją markę”?

Aleksandra Cedro: Tak, to jest w ogóle śmieszne, bo zazwyczaj, kiedy gdzieś się pokazuję, widzę komentarze: „Boże, tyle lat minęło, a ona dalej o tej skórze mówi” (śmiech). Rzeczywiście zaczęłam już być z tym bardzo kojarzona.

Jeśli chodzi o ten proces w głowie, to dla mnie od samego początku nie był on aż tak trudny, bo zawsze otaczałam się ludźmi, którzy bardzo mnie wspierali. Byli obok mnie i mówili: „Ola, jesteś piękna, jesteś cudowna, zobacz, ile wartości masz w sobie. I to, jak wyglądasz, naprawdę schodzi na dalszy plan”. Pamiętam taki jeden dzień, kiedy dodałam na Instagramie zdjęcie. To było w 2015 roku, czyli 11 lat temu. Byłam na nim pół w makijażu, pół bez makijażu. To zdjęcie odbiło się bardzo dużym echem, ale nie pojawiły się komentarze w stylu: „Boże, co ty robisz”. Wręcz przeciwnie – spotkało się z ogromnym wsparciem. Ludzie bardzo się cieszyli i pisali, że właśnie tego potrzebują. Jako młoda osoba zobaczyłam więc, że nikt o tym nie mówi. I rzeczywiście przez wiele lat, mimo że poruszałam ten temat, nie miało to jakiejś wielkiej siły przebicia. Miałam wrażenie, że ludzie jeszcze nie są gotowi na taką prawdę.

Umówmy się – sięgamy do internetu, bo lubimy oglądać ładne obrazy. Lubimy patrzeć na ładnych ludzi, na życie, które nas inspiruje. Chcemy oglądać to idealne życie. Taka jest jednak smutna prawda, że realne, prawdziwe życie średnio się klikało, a przynajmniej jeszcze jakiś czas temu. Dopiero około pięciu lat temu zaczęło się to rzeczywiście trochę przebijać – pokazywanie siebie i swojego życia w bardziej naturalny sposób. Ludzie chyba zaczęli mieć już trochę dość. Był przesyt pięknych zdjęć na Instagramie i Pintereście, chociaż uwielbiam tę platformę. Jest super, jeśli umiemy czerpać z niej inspiracje. Gorzej, kiedy zaczynamy myśleć, że nasze życie przestaje być fajne, bo inni mają lepiej, lepiej wyglądają, mają ładniejsze, fajniejsze, bardziej fancy życie. I że my nie jesteśmy na tyle fajni czy dobrzy, żeby takie mieć.

Zauważyłam, że ludzie potrzebują wsparcia i przypomnienia, że życie nie jest idealne. Nawet jeśli pokazujemy piękne i fajne rzeczy na Instagramie, miło jest zobaczyć, że ktoś jest taki jak my. Tego, wydaje mi się, bardzo brakowało. Trochę weszłam więc w dobrym momencie – zauważyłam tę potrzebę i moment, w którym zaczęło się to coraz lepiej klikać. Stwierdziłam: „Okej, ludzie tego potrzebują”. Wtedy zaczęłam już trochę prężniej działać w internecie, bo zauważyłam, że mogę komuś tym pomóc, robiąc coś, co dla mnie jest totalnie luźną rzeczą. Zobaczyłam, że ludzie naprawdę kosmicznie tego potrzebują.

Urszula Grabowska: Jaki jest najważniejszy komentarz, jaki otrzymałaś na przestrzeni tych początkowych etapów, który sprawił, że pomyślałaś: „Muszę to robić dalej”?

Aleksandra Cedro: Takich wiadomości było sporo i są dziewczyny, które piszą do mnie do dziś. Z wieloma z nich cały czas mamy kontakt. To bardzo młode dziewczyny – od 16. roku życia, myślę, że spokojnie do 35. To naprawdę duży rozstrzał, bo umówmy się – kobiety w tym wieku wciąż mogą mieć trądzik młodzieńczy, ale problemy skórne pojawiają się też w dorosłym życiu. Ludzie często o tym zapominają. Mam 28 lat i nadal borykam się z problemami skórnymi. Uważam, że o tym też niewiele się mówi, bo kobieta pójdzie do lekarza i często może usłyszeć: „Jak zajdziesz w ciążę, to ci przejdzie”. Tymczasem kobiety, które mają około 40 lat, nadal mają trądzik, nawet po trzech ciążach. Widzę więc ogrom kobiet, które wciąż do mnie piszą. I to nie są wiadomości w stylu: „Dzięki tobie poszłam do lekarza i wyleczyłam się z trądziku”. To są bardzo proste, codzienne historie.

Pamiętam jedną taką wiadomość. Później zaczęły się one już często powtarzać, ale o tej konkretnej powiedziałam też głośniej. Napisała do mnie dziewczyna: „Ola, bardzo ci dziękuję, bo dzięki tobie jestem w stanie zejść do Żabki i wynieść śmieci, nie musząc się malować”. Zejście na dół, żeby wyrzucić śmieci, zajmuje parę minut. A dziewczyny są na tyle przestraszone, że czują potrzebę zakrycia swoich niedoskonałości nawet na krótką chwilę, bo boją się, że ktoś na nie spojrzy. Ja też tam byłam i nadal czasami jestem w tym miejscu. Kiedy wychodzimy, ktoś na nas spojrzy i od razu myślimy, że ta osoba zwraca uwagę nie na nasze oczy, w których pięknie odbija się światło, tylko na pewno zobaczyła, że mamy trądzik. Czasami do tej pory się na tym łapię. Wychodzę z domu, mam jakieś stany zapalne na twarzy i myślę sobie: „Kurde, ja coś mam?”. Ktoś się na mnie patrzy, a ja nie pomyślę o tym, że może po prostu ładnie rozwiały mi się włosy, tylko od razu zakładam, że na pewno coś mam na twarzy. Widzę więc, że kobiety trochę tego potrzebują i same zauważają, że nie jest okej, kiedy tak się czują. Fajnie byłoby poczuć się trochę inaczej.

Urszula Grabowska: Jaki jest według ciebie najczęstszy błąd, który popełniają Polki, jeśli chodzi o pielęgnację? Mamy przecież problemy z cerą, a jednocześnie jest bardzo dużo influencerek – nie tylko ty – które opowiadają o tym, jak pielęgnować skórę czy jak się malować. Mam wrażenie, że czasami osoby, które oglądają te treści w internecie, po prostu biorą je za pewnik: „Dobra, zrobię tak i na pewno będzie super”.

Aleksandra Cedro: Największy problem z pielęgnacją jest taki, że każda skóra jest inna. Ja też za każdym razem zaznaczam, że nie mam wykształcenia medycznego ani nie skończyłam kosmetologii. Pielęgnacja była dla mnie po prostu czymś, czego uczyłam się na sobie. Testowałam różne rzeczy i sprawdzałam, co działa. Przede wszystkim nauczyłam się, że skóra cały czas się zmienia. Raz możesz mieć suchą skórę, a innym razem zupełnie inną. Nie mogę więc powiedzieć, jaki błąd jest najczęściej powielany, bo każda skóra jest inna.

Dla mnie błędem mogłoby być na przykład stosowanie konkretnego kosmetyku albo zmiana czegoś w diecie. Na moją skórę akurat to absolutnie nie wpływa. To, co i jak jem, nie ma dla niej większego znaczenia. Miałam piękną skórę, kiedy jadłam w określony sposób, ale kiedy pojawiały się stany zapalne, robiłam dokładnie to samo i one nadal się pojawiały. Nie widzę tutaj korelacji. Dlatego też mówię, że każda skóra jest inna i dla każdej skóry ten błąd może być inny. Najważniejsze jest dla mnie to, żeby obserwować, co twoja skóra robi, jak na coś reaguje i cały czas ją monitorować. Jednego dnia twoja skóra może być sucha, możesz mieć zaburzoną barierę hydrolipidową, a innego dnia może się przetłuszczać w określonych strefach. Podążanie za skórą i przede wszystkim słuchanie jej to dla mnie klucz. Możesz mieć super krem i jednego dnia świetnie się sprawdzi, ale drugiego już absolutnie nie będzie pasował do twojej skóry. Twoja skóra mówi o tobie wszystko. Jest też swego rodzaju lustrem tego, co dzieje się w twoim organizmie. Warto więc przede wszystkim jej słuchać.

Urszula Grabowska: Pójść też po prostu do lekarza.

Aleksandra Cedro: Powiedziałabym, że do specjalisty. Warto szukać tego, czego twoja skóra potrzebuje, i zastanowić się, do kogo najlepiej z tym pójść. Nie tylko jeden lekarz jest w stanie ci pomóc. Możesz pójść do specjalisty w sprawie diety. Twoje jelita mogą mieć masę problemów i możesz na przykład najpierw zadbać o ich zdrowie, a potem zobaczyć poprawę stanu skóry. Jest też przecież sporo badań, które pokazują, że jelita, skóra i głowa są ze sobą powiązane. Mówi się nawet o osi mózg–jelita–skóra. Warto więc szukać przyczyny i iść do specjalisty, bo poszukiwanie wszystkiego na własną rękę – ja to robiłam – nie jest czymś, co polecam. To droga przez mękę. Masa porażek, plusów i minusów, z których potem musisz coś wywnioskować.

Nie uważam też, że influencerzy mówią głupoty. Byłabym hipokrytką, gdybym tak powiedziała. Influencerzy są różni. Jedni powiedzą ci: „Ten produkt jest fajny, testowałam go” albo: „Ten produkt ma bardzo fajny skład”. Czasami mówią, że coś im się sprawdziło albo nie sprawdziło, a od razu pakują produkt do kosza. A to nie zawsze jest wina produktu. Oczywiście są produkty, które mają tak tragiczne składy, że po prostu warto je skreślić. Ale w przypadku większości produktów, które influencerzy stosują i oceniają jako fajne albo niefajne, chodzi po prostu o to, że sprawdziły się lub nie sprawdziły u konkretnej osoby. Ja mam na przykład jeden świetny produkt, który u mnie się sprawdza, ale wiem, że jest masa dziewczyn, które mówią: „To jest beznadziejny produkt, jak można go używać?”. No właśnie – on po prostu nie pasuje do ich skóry, nie odpowiada na jej potrzeby. Na moją odpowiada i działa świetnie. Dlatego zawsze mówię, że nie skreślałabym produktu tylko dlatego, że komuś się nie sprawdził. On nie sprawdził się na konkretnej skórze, ale to nie znaczy, że nie sprawdzi się u kogoś innego.

Moja mama – czego absolutnie nie polecam – jest dla mnie idealnym dowodem na to, że każda skóra jest inna. Ona myje twarz zwykłym mydłem. Pierwszy raz zaczęła robić coś ze swoją skórą w wieku 45 lat. Teraz jest po pięćdziesiątce, a praktycznie nie ma zmarszczek. Ale to mydło jej się sprawdza. Do 45. roku życia miała piękną skórę i dalej ją ma. Później zaczęła też robić pierwsze zabiegi z zakresu medycyny estetycznej, ale dopiero około 50. roku życia. Przysięgam, ile razy ktoś powiedział, że mam fajną starszą siostrę, a ja mówię: „Nie, to jest moja mama”. I wtedy pytają: „Ile ona miała lat, kiedy cię urodziła? 19? 16?”. A ja mówię: „Nie, 27”. Więc jest duża różnica. (śmiech)

Ale właśnie o to mi chodzi – poza tymi skrajnymi przypadkami nie ma czegoś takiego, że jakiś produkt jest po prostu zły. Czasami produkt po prostu nie odpowiada na potrzeby twojej skóry. Warto jej słuchać i, tak jak wspomniałaś, udać się do specjalisty, bo możemy tę drogę bardzo, bardzo skrócić. Możesz na przykład pójść do kosmetologa, który dobierze ci odpowiednią pielęgnację. Możesz też pójść do lekarza, który zleci ci badania i powie, co w danym przypadku warto zastosować albo gdzie jeszcze warto poszukać przyczyny. Czasami powodem mogą być nawet niedobory. Jest więc szerokie grono specjalistów, do których możesz się udać. Nie trzeba się męczyć tak jak ja. Ja robię to po to, żeby inni nie musieli.

Urszula Grabowska: Wróćmy do świata influencerów. Czy uważasz, że w tym środowisku istnieją przyjaźnie, czy są to tylko relacje dla korzyści? Opowiedz mi o swoim doświadczeniu. Jak ty to widzisz?

Aleksandra Cedro: To zależy. Uważam, że człowiek człowiekowi nierówny i nie warto wszystkich wrzucać do jednego worka, bo to byłoby paskudne. Sama nie chciałabym się w tym worku znaleźć. Mam jedną cudowną przyjaźń, jeśli chodzi o świat influencerów. Oczywiście są tam osoby, które szukają korzyści. Umówmy się – to środowisko to jest coś, w czym niestety bardzo łatwo zaciera się granica pomiędzy normalnym życiem a zarobkami i pracą. Często widujemy się na dużych eventach, gdzie w grę wchodzi zabawa, alkohol, a potem jakieś wspólne wyjście. Kiedy pracujesz w jakimś stałym schemacie, te granice nie są aż tak łatwe do zatarcia. Wiadomo, że pójdziesz do pracy, pogadasz sobie z koleżanką przy biurku, ale to nie jest tak, że twoja praca głównie wiąże się z zabawą. Często mam więc wrażenie, że mówimy o sobie w tej branży, że się przyjaźnimy, ale tak naprawdę chodzimy tylko razem na eventy. I to ma być ta przyjaźń.

To jest trochę tak, jak kiedy masz przyjaciółkę w pracy – wychodzicie poza pracę, ale okazuje się, że poza środowiskiem zawodowym w ogóle się nie widzicie. U mnie akurat w branży beauty są świetne dziewczyny. Bardzo się lubimy, choć z niewielką liczbą osób mogę powiedzieć, że mam jakieś bliższe relacje. Czasem wyjdziemy razem na lunch czy śniadanie. Ale ja na przykład bardzo lubię w swoim życiu to, że mam znajomych, którzy chodzą do normalnej pracy. Mam wrażenie, że oni bardzo wyciągają mnie z tej bańki. Cały czas masz wokół siebie tysiąc osób, z którymi możesz współpracować – czasami wejdziesz w projekt ty, czasami ktoś ci bliski, a czasami ktoś zupełnie inny. Więc jest ciężko, bo dla mnie to dalej jest praca. Tak jak mówię – przyjaźnie istnieją, ale utrzymanie tych relacji przyjacielskich, kiedy cały czas jesteś w tym samym środowisku, jest trudne.

Urszula Grabowska: Jak patrzysz na to, że telewizja sięga po influencerów i nawet jedna z platform będzie robić o nich serial? To dobry ruch? Czy rzeczywiście tradycyjne media po prostu nie mają już pomysłów i szukają zasięgów?

Aleksandra Cedro: Na pewno. Gdybym pracowała w telewizji, pewnie sama bym to zrobiła. Bo umówmy się – każdy chce zarobić, a to jest bardzo klikalny temat. Mimo wszystko ludzi to nadal interesuje. Nawet fakt, że rozmawiamy pokazuje, że ten temat wciąż jest ciekawy. Często spotykam się z pytaniem: „Po co ty dodajesz te zdjęcia? Da się na tym zarobić?”. Odpowiadam: tak, możesz zarobić, kupić samochód, mieszkanie, dom, a nawet zwiedzić cały świat. Nie dziwię się więc, że media po to sięgają, bo ludzie wciąż są ciekawi tego świata. Chociaż z drugiej strony to nadal jest trochę abstrakcyjne. Ta branża jest specyficzna, bo z jednej strony publikujesz całe swoje życie, a z drugiej – są w niej naprawdę duże pieniądze. Dlatego nawet mieszanie tego z przyjaźnią bywa trudne. Sam fakt, że coraz więcej mediów sięga po ten temat, jest dla mnie jednak zrozumiały. Mam na przykład znajomą influencerkę, która bardzo często pojawia się w programach śniadaniowych. Widzę więc, że ludzi rzeczywiście to interesuje. Chcą tego słuchać i wiedzieć, jak wygląda ten świat.

Mimo wszystko na influencerów nadal wylewa się fala hejtu. Pojawiają się komentarze: „Tyle zarabiasz, a w sumie nic nie robisz. Chodzisz, publikujesz jakieś tam rzeczy”. I rzeczywiście, kiedy porównamy to z pracą fizyczną,  może się wydawać, że jest tu duża dysproporcja. Z drugiej strony mam wrażenie, że ludzie nie zawsze widzą, ile rzeczywiście poświęcamy tej pracy. Ja, kupując mieszkanie, patrzyłam między innymi na to, czy będę miała dobre światło do nagrań. Podporządkowujesz więc całe swoje życie tej pracy, a ludzie czasami nie zdają sobie z tego sprawy. Z hotelem jest podobnie. To dla mnie w ogóle dość zabawna sytuacja, że czasami, wybierając hotel, razem z dziewczynami patrzyłyśmy, czy będzie można tam zrobić dobry content. Mam wrażenie, że ludzie czasami nawet nie zdają sobie sprawy, jak bardzo potrzebują tej influencerskiej „odklejki”, bo to właśnie dzięki temu mamy pracę. Jeżeli teraz wyjdzie ten serial, to prawdopodobnie będzie się świetnie oglądał. Bo mimo że ludzie będą narzekać na influencerów, nadal będą ich oglądać. Absolutnie nie dziwię się, że media teraz po to sięgają, bo ludzie są bardzo ciekawi tego świata. Nawet jeśli będą hejtować influencerów, to nadal będą napędzać ich zasięgi.

Urszula Grabowska: Czyli zgadzasz się z tezą, że praca influencera to praca 24/7 i że zarabia się trzy razy średnią krajową?

Aleksandra Cedro: Myślę, że nawet więcej niż średnią krajową.

Urszula Grabowska: A czy rzeczywiście zdarzają się takie momenty dużych wzrostów, czy na przykładzie twojej historii widać, że to jednak długi proces, w którym stopniowo wspinasz się po kolejnych szczeblach?

Aleksandra Cedro: Uważam, że jest trochę tak jak w życiu i w każdej innej pracy. Jeśli za szybko wejdziesz na górę, równie szybko możesz spaść, a to jest bardzo ryzykowne. Mówię to też przez pryzmat własnego doświadczenia, bo widzę wielu influencerów, którzy wybili się jednym viralem, byli na topie, a potem bardzo szybko z niego spadli. Ja w tej branży jestem już bardzo długo, więc zdążyłam zobaczyć naprawdę wiele takich historii. Uważam, że jeśli szybko znajdziesz się na wysokim poziomie, musisz być ostrożny i nauczyć się pokory. Moja historia rzeczywiście wygląda tak, że bardzo powoli wspinałam się na górę. I bardzo to doceniam, bo po pierwsze nauczyło mnie właśnie tej pokory, a po drugie – tego, że nic nie jest stałe.

Praca influencera moim zdaniem nie jest dla każdego, bo raz masz pracę, a raz jej nie masz. Raz firma zapłaci ci fakturę, a raz nie. A ty przecież też żyjesz, masz rachunki do opłacenia. Wchodząc w tę branżę, musisz mieć świadomość, że może być fajnie, ale nie musi. Ja również miałam taki moment w swojej karierze, kiedy bałam się, czy będę miała za co spłacić ratę kredytu. Firmy czasami nie płacą na czas. Trzeba mieć tego świadomość, bo nie każdy jest psychicznie gotowy na taki brak stabilności. Kiedy chodzisz do pracy, masz umowę i wypłatę konkretnego dnia, więc możesz planować swoje życie. Ile rzeczy nie udało mi się przez to, że ktoś nie zapłacił mi faktury, to nie zliczę. Ile razy stresowałam się, czy będę mogła gdzieś pojechać, coś zrobić, coś sobie kupić albo za coś zapłacić, bo nie miałam pewności, kiedy dostanę pieniądze. Ta branża jest więc bardzo ryzykowna. Mimo wszystko uważam, że stopniowe wchodzenie na kolejne poziomy uczy cię ogromnej liczby rzeczy. Chociażby zarządzania własnymi finansami. Uczysz się też tego, że w tej branży nie zawsze od ciebie zależy, czy masz pracę. Uczysz się kontaktu z firmami i z ludźmi. Ludzie bardzo często zapominają, że każdą markę tworzą konkretne osoby. Z nimi również trzeba mieć kontakt i budować relacje. Mimo wszystko uważam więc, że w tej branży trzeba zachować dużą ostrożność.

Urszula Grabowska: Takim influencerem, który przebił się do tradycyjnych mediów, jest też Bagi. Zastanawia mnie, czy widzisz, że „Taniec z Gwiazdami” i jego wygrana – jako jedna z pierwszych wygranych influencerów w historii programu – przełamały rynek telewizyjny pod kątem social mediów? I czy ty sama chciałabyś wystąpić w takim programie?

Aleksandra Cedro: Ja absolutnie nie wybieram się do takiego programu, ale to dlatego, że bardzo cenię swoją branżę i to, co robię. Lubię robić coś dla ludzi i zawsze chciałam to robić. To, że stało się to moją codzienną pracą, nigdy nie było przeze mnie planowane. Po prostu wyszło samo z siebie.

Urszula Grabowska: Nie było takiego momentu: „Od dzisiaj jestem influencerką”?

Aleksandra Cedro: Nie, nie było. Po prostu zawsze robiłam coś dla ludzi. Ważne było dla mnie też to, żeby stworzyć w internecie miejsce, w którym mogę być sobą i coś tworzyć. Zawsze byłam, można powiedzieć, duszą artystki i był to dla mnie sposób na wyrażenie siebie, stworzenie własnej przestrzeni. Wywodzę się ze strefy blogowej, gdzie dodawało się zdjęcia i wpisy. Kosztowało nas to dużo więcej energii i czasu, bo nie chodziło tylko o szybkie wrzucenie zmontowanej rolki na Instagram czy TikToka albo zdjęcia na Instagram. Tam rzeczywiście była ściana tekstu. Wszystko trzeba było stworzyć i poświęcić na to dużo czasu. Czułam więc, że chcę mieć swoje miejsce w sieci i z czasem stało się to po prostu moją pracą. W ogóle nie zakładałam, że będę robić to zawodowo. Początkowo był to trochę mój side job, ale pewnego dnia przestałam potrzebować innej pracy i zaczęłam po prostu tworzyć content dla ludzi. I uwielbiam to. Bardzo lubię jednak też to, że mogę wyjść ze znajomymi do baru i po prostu być sobą. Nie potrzebuję cały czas światła kamer. Uwielbiam to w swoim życiu, bo mam wokół siebie osoby, które sprowadzają mnie na ziemię.

Świat influencerów to bardzo duża bańka i łatwo można się w niej zatracić. Moim zdaniem warto mieć wokół siebie ludzi, którzy trzymają cię przy ziemi i mówią: „Stara, ludzie zarabiają mało w porównaniu z tym, co ty zarobisz. Ludzie nie mają takiego życia jak ty. Życie wygląda zupełnie inaczej”. Cieszę się więc, że moi znajomi – ja ich po prostu uwielbiam – kiedy o czymś mówię, bardzo się z tego cieszą i mocno mnie wspierają, ale jednocześnie potrafią sprowadzić mnie na ziemię.

Jeśli chodzi o „Taniec z Gwiazdami”, to ja uwielbiam Bagiego. To dla mnie cudowny człowiek, który świetnie wykorzystuje swoją popularność i buduje świadomość, również w kontekście osób z zespołem Downa, biorąc pod uwagę jego siostrę. Moim zdaniem fenomenalnie rozegrał „Taniec z Gwiazdami” i naprawdę zasłużył na wygraną. To także świetny przykład tego, jak można wykorzystać influencer marketing. Gdybym kiedyś go spotkała, bardzo chętnie bym mu pogratulowała, bo naprawdę robi świetną robotę. Jego przykład pokazuje, jak influencer marketing może funkcjonować w świecie mediów, kiedy twórca wnosi konkretną wartość. I właśnie tego bardzo brakuje mi w świecie influencerów. Mówię to również przez pryzmat siebie, bo sama lubię dawać ludziom coś więcej.

Z drugiej strony uważam, że trochę nie fair jest oczekiwanie, że influencerzy za pośrednictwem social mediów powinni robić coś dobrego. To przecież ludzie zbudowali ich pozycję i dali im tę siłę. Nie można sobie tego po prostu kupić ani dostać z góry – to społeczność, która cię obserwuje, daje ci taką możliwość. Nie każdy o to prosił i nie każdy musiał tego chcieć. Dlatego nakładanie na influencerów obowiązku społecznej odpowiedzialności jest moim zdaniem trochę nie na miejscu. Nie każdy z nas chciał znaleźć się w tym miejscu. Ale oczywiście jest miło, jest fajnie i jest wygodnie.

Urszula Grabowska: Tylko, że to nie będzie na zawsze.

Aleksandra Cedro: Dokładnie. Dlatego każdy czerpie z tego tyle, ile może. Oczywiście nie mówię, że pochwalam to, co robią patostreamerzy. Wręcz przeciwnie – absolutnie się tym brzydzę. Uważam, że takimi osobami powinno zajmować się prawo, weryfikować ich działania i usuwać ich z internetu, jeśli czynią innym krzywdę. Ale jeśli ktoś ma zasięgi i nie czuje potrzeby, żeby robić coś wartościowego, to też jest okej. Content polegający na tym, że ktoś się ubiera, pokazuje, jakie kupił torebki, klapki i tak dalej – czy ma jakąś szczególną wartość społeczną? Nie. Ale ludzie to lubią. Lubią łatwe treści, czasami chcą się po prostu odciąć. Ja też uwielbiam oglądać, jak dziewczyny wybierają sobie ubrania, bo sama czasami tego potrzebuję. Dlatego nie uważam, że każdy influencer musi za wszelką cenę wnosić jakąś wartość. Sama lubię obserwować twórców, którzy ją dają, ale nie sądzę, żeby każdy powinien to robić.

Urszula Grabowska: Mówisz o bliskich osobach, które trzymają cię w ryzach normalnego życia, ale nie pokazujesz ich zbyt często na Instagramie. Z czego wynika to, że tak mocno chronisz swoją prywatność?

Aleksandra Cedro: Instagram jest dla mnie przede wszystkim miejscem, w którym mogę publikować i pokazywać swoją wrażliwą stronę. Uwielbiam nagrywać piękne kampanie reklamowe, ale jednocześnie bardzo cenię swoich znajomych i swoją prywatną strefę. Całkowicie rozumiem, że nie każdy chce uczestniczyć w tym świecie.

Nawet ostatnio, kiedy pomyślałam o tym, że miałabym partnera, przypomniała mi się pewna sytuacja. Jest takie forum Wanda, gdzie ktoś kiedyś napisał – pamiętam, że nagrywałam wtedy TikToka o radach i o tym, czego nauczyłam się przez 27 lat życia. Opowiedziałam trochę o swoim podejściu do związków i relacji. Ktoś napisał: „Jak ona może dawać takie rady związkowe, skoro miała tylko jednego chłopaka?”. A ja pomyślałam: „Boże, ale jestem z siebie dumna, bo miałam ich więcej i nikt o tym nie wie”. Uważam, że zrobiłam świetną robotę, nie wpuszczając całego internetu do swojego życia. Dzięki temu chronię siebie i swoich bliskich. Bo często jest tak, że relacje się rozpadają, a przyjaźnie się kończą. 

Kiedyś pokazałam jeden ze swoich związków i zrobiłam wokół tego całe zamieszanie, którego teraz żałuję. Musiałam się jednak nauczyć na swoim błędzie. Wpuściłam ludzi w bardzo intymną strefę swojego życia i później musiałam za to zapłacić. Dziś wiem, że nie jest mi to potrzebne.

Urszula Grabowska: Nigdy już tego nie zrobisz?

Aleksandra Cedro: Bardzo się cieszę, że ci ludzie są ze mną i że budują tę społeczność. Dzięki nim mogę żyć tak, jak żyję, i uwielbiam swoje życie, bo mogę robić naprawdę fajne rzeczy. Zawsze chciałam iść w stronę budowania społeczności, wychodzenia do ludzi i pomagania im w jakimś stopniu. Uważam, że robię to dobrze i bardzo lubię ten podział, bo nie czuję potrzeby tłumaczenia się z tego, co robię w swoim prywatnym życiu. Tak samo, jakbym poszła do pracy, nie czułabym potrzeby tłumaczenia się koleżankom z tego, co dzieje się u mnie prywatnie. Nie czuję więc potrzeby tłumaczenia się w internecie z tego, co robię, ani z tego, czy moja relacja się zakończyła, czy nie. Umówmy się – większość związków, które teraz możemy obserwować, nawet patrząc na aktualne dramy w internecie, nie jest czymś, przez co chciałabym przechodzić. Widzę, jak bardzo ludzie przez to cierpią.

Nie chciałabym, niezależnie od tego, w jakich okolicznościach rozstałabym się z partnerem czy znajomymi, narażać ich na to wszystko. Ich też będzie to dotykać, nawet jeśli sami nie zdają sobie z tego sprawy. Miałam takie relacje, w których ktoś mówił: „Ale ja nie mam problemu, możesz mnie pokazywać”. Czasami ktoś nawet chciał gdzieś wystąpić, a ja mówiłam: „Wiesz co, ale ja bym nie chciała”. Dlatego już kiedyś powiedziałam sobie: dopóki nie będę miała pierścionka na palcu, nie mam zamiaru informować nikogo o tym, że jestem w jakiejkolwiek relacji. Nie jest mi to do niczego potrzebne. Nie czuję potrzeby wpuszczania ludzi do swojego prywatnego życia.

Mam też wrażenie, że moich obserwujących interesuje przede wszystkim to, co ja im daję.

Urszula Grabowska: Nawet nie widzisz tych komentarzy?

Aleksandra Cedro: Nie, ludzie też nie dopytują. Nie mam czegoś takiego i bardzo się z tego cieszę. Uważam, że zbudowałam świetną społeczność i daję jej też to, czego ode mnie oczekuje. Mam wrażenie, że jestem przede wszystkim w branży beauty, nie robię też aż tak dużo contentu lifestyle’owego.

Urszula Grabowska: Masz bardzo skoncentrowany content.

Aleksandra Cedro: Tak, uważam, że ludzie obserwują mnie przede wszystkim ze względu na beauty i właśnie to chcę im dawać. Będę się tego trzymać. Jeżeli kiedyś zdecyduję się zmienić content albo wejść bardziej w lifestyle, pewnie pokażę też część swojego życia. Nie chciałabym jednak opowiadać ze szczegółami na przykład o ciąży czy swojej rodzinie. Nie czuję takiej potrzeby. Bardzo cenię swoją prywatność i tę najbardziej intymną część życia.

Urszula Grabowska: A jakie marzenie chciałabyś jeszcze zrealizować? Masz jakieś konkretne?

Aleksandra Cedro: Jestem teraz w momencie, w którym realizuję jedno ze swoich największych marzeń. Wiadomo, że jako typowa, stereotypowa romantyczka marzę o ślubie, weselu i wielkiej miłości. Wierzę, że kiedyś to marzenie również spełnię.

Jeśli jednak chodzi o stronę zawodową, to od dziecka marzyłam o stworzeniu własnej marki odzieżowej. I właśnie jestem na etapie jej tworzenia. Zawsze trochę potrzebowałam stać z tyłu. Chciałabym pokazać ludziom swoje dzieło, a potem sama stanąć z boku i obserwować, jak się nim cieszą. Po prostu chcę coś ludziom dać. Swoją markę tworzę również z myślą o skórze. Kiedy zaczęłam iść w tym kierunku, zauważyłam, że potrzebujemy nie tylko lepiej dbać o skórę twarzy, o której mówię w internecie, ale też chronić skórę całego ciała. Sama mam z nią wiele problemów i wiem, jak bardzo potrzebne są rozwiązania, które zapewniają jej ochronę. Nie chodzi tylko o pielęgnację czy SPF-y, ale o ubrania, które będą przyjazne dla skóry. Dlatego tworzę markę, która będzie się na tym skupiać. Zależy mi na dobrych materiałach i ciekawych projektach.

Urszula Grabowska: Oddychających.

Aleksandra Cedro: Tak, przede wszystkim zapewniających komfort. Wiadomo, że czasem trzeba pójść na kompromis, bo świat fashion ma swoje wymagania, ale chciałabym stworzyć coś, co da ludziom jak największe poczucie komfortu i bezpieczeństwa. To jest teraz moje największe zawodowe marzenie i mam nadzieję, że będę mogła się na nim skupić. Oczywiście bardzo chciałabym też w końcu skończyć studia, ale własna marka odzieżowa, która będzie troszczyła się o nasz komfort i skórę, to zdecydowanie moje największe marzenie. Mam nadzieję, że niedługo każdy będzie mógł zobaczyć moje dziecko.

Fot. Bartosz Maciejewski

Reklama