Adrianna Chlebicka: Mam Wielką Potrzebę, żeby Się Zmieniać

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Julia Trojanowska: Ada, pamiętasz swoje pierwsze aktorskie doświadczenia?

Adrianna Chlebicka: Będziemy musieli się sporo przenieść w czasie. Pierwszy raz na ekranie pojawiłam się, kiedy byłam niemowlakiem. Można powiedzieć, że w tym świecie aktorskim jestem już prawie trzydzieści lat.

Co to była za rola?

To był jakiś serial, ale nigdy tego nie widziałam. Moja mam ma to gdzieś nagrane, ale nigdy się do tego nie dokopałam.

 
Reklama

A oglądasz swoje filmy?

Tak, oglądam. Lubię po prostu zobaczyć efekt finalny naszej pracy.

A czujesz się komfortowo kiedy oglądasz siebie na ekranie?

Nie, nie przepadam za tym.

Była więc rola, kiedy byłaś niemowlakiem. A potem?

Nie pamiętam dokładnie co było później. Na pewno  „Pianista”, „Boża Podszewka”. Poza tym były różne seriale, filmy. Sporo mniejszych ról.

A taka pierwsza, znacząca rola?

Jeśli chodzi o znaczącą, to na pewno „Kontrola”, jeszcze na etapie szkoły rozpoczęła się ta przygoda. To był dla mnie najważniejszy projekt do tej pory. Tak naprawdę dopiero po nim zostałam zauważona, zaczęłam dostawać propozycje i castingi. To jest też dla mnie ważny projekt z tego względu, że miałam duży wpływ na efekt finalny. Z Nataszą Parzymies, reżyserką i scenarzystką „Kontroli”, poznałyśmy się w szkole i od początku było czuć, że to tworzymy. Razem z Eweliną Pankowską, moją serialową partnerką, miałyśmy spory wpływ na scenariusz. Było też dużo miejsca na improwizację, która przychodziła nam z łatwością dzięki temu, jak bliskie stały nam się nasze bohaterki. Dałyśmy tam kawał serducha. Tym bardziej wspaniale, że został tak doceniony.

Czy ktokolwiek z was się spodziewał, że szkolny projekt stanie się tak wielki i ważny?

Nie, bo w tym przypadku akurat nikt nie miał żadnych oczekiwań. To tak naprawdę wyszło ze szkolnej etiudy. W szkole robiliśmy ich naprawdę sporo. To było tak, że kończyło się zajęcia, jechało zrobić w nocy jakąś etiudę, rano znów na zajęcia, potem etiuda. To było całkowicie normalne. Wychodziłam z założenia, że to jest okres, w którym mam możliwość próbować i chciałam to jak najbardziej wykorzystać. Tak też powstała moja bohaterka, Natalia – powstała z moich potrzeb i chęci stworzenia czegoś, czego jeszcze wcześniej nie robiłam, kim jeszcze wcześniej nie byłam. Tak powstał chód Natalii, głos Natalii, spojrzenie Natalii.

Co cię najbardziej pociąga w byciu aktorką? Chciałaś w ogóle być aktorką?

Ta miłość wykiełkowała we mnie dopiero na drugim roku studiów. Wcześniej to była forma zabawy. Byłam dzieckiem, które miało masę energii. Kochałam być na planie, zderzać się z tymi wszystkimi ludźmi. Im więcej osób wokół mnie, im więcej się działo, tym lepiej. Tylko to nie była jeszcze miłość, to była zabawa. Kiedy jest się w tym świecie od dziecka, to w pewnym sensie jest potem trudniej, bo nie jesteś białą kartką. Kiedy ludzie przychodzą do szkół filmowych to są właśnie takimi białymi kartkami, na które się coś nanosi – ja najpierw musiałam ściągnąć. Miałam różne przyzwyczajenia i nawyki, które okazały się bardzo niedobre. Musiałam włożyć sporo pracy, żeby nauczyć się czegoś na nowo, a jednocześnie pościągać to, co nie działało. Pierwszy rok w szkole był dla mnie bardzo trudny, bo nie wiedziałam czego chcę i czy to jest tak naprawdę dla mnie. Dopiero na drugim roku zaczęłam oglądać bardzo dużo wywiadów, czytać sporo książek. Karmiłam się tym i poczułam, że dużo mi to daje. Jakie to jest wspaniałe, jaką mam wielką potrzebę, żeby się zmieniać, żeby przeżywać jakieś inne życie. Normalne życie nam tego nie da, bo mamy  granice, które nie pozwolą nam na pewne kroki w życiu. Będąc kimś zupełnie innym mamy taką odwagę. I właśnie to pociąga mnie najbardziej w aktorstwie.

Pięknie opowiadasz o tej profesji. Przejdźmy do filmu „Życie w błocie się złoci”. Jak się zaczęła Twoja przygoda z tą produkcją?

Zaczęła się od propozycji Piotra Kujawińskiego, który zaproponował mi rolę Marietty, bo na tamtym etapie była to główna rola kobieca. Czytając scenariusz miałam poczucie, że ja już byłam w tej historii, że ja już grałam coś takiego i nie będę w stanie stworzyć dookoła tej historii czegoś świeżego. Za mało czasu minęło od poprzedniej roli, która była podobnie napisana. To jest właśnie chyba ta szufladka, o której często słyszymy. Bardzo pilnuję, żeby moje role się nie powtarzały. Dlatego ciekawą postacią wydała mi się Magda, o czym powiedziałam Piotrkowi. Czułam, że to jest rola, w której mogłabym wiele dać od siebie. Przedstawiłam też swoje pomysły i ewentualne zmiany scenariuszowe. Myślę, że Piotrek po naszej rozmowie też to poczuł. Finalnie skończyło się na tym, że zagrałam Magdę. Bardzo mnie to cieszy, bo ta postać ma bardzo mało wspólnego ze mną. To dla mnie zupełnie inny świat. Nie jestem mamą w prywatnym życiu, a zawodowo do tej pory też nie miałam okazji jej zagrać, więc to wydało mi się też bardzo ciekawe. Dla mnie historia Magdy opowiada o samotności, o potrzebie zrozumienia. Bardzo to czułam. Czytając scenariusz chciałam ją w tym całym jej nieszczęściu po prostu przytulić.

Zostańmy na chwilę przy roli mamy. Jak się pracuje z dziećmi na planie?

Ja kocham dzieci, więc wspaniale. To jest tak samo, gdy poznajesz każdego innego człowieka – trzeba tylko być jeszcze bardziej czułym, delikatnym, jeszcze bardziej słuchać. Dziecko, z którym grałam to prywatnie dziecko reżysera, Piotrka, tak że łatwiej było wokół tego się poruszać, a jednocześnie trudniej, bo obok był tata, który czuwał. Udało nam się stworzyć niesamowitą więź. Jest taka jedna scena, w której policja wbiega do domu i zakuwa mnie w kajdanki. Młody był w sypialni i kiedy usłyszał, że mnie rzucili o ścianę, to zaczął krzyczeć: „Zostawcie moją mamę”. To było niesamowite, że on tak to poczuł, a to nie było zaplanowane.

To jest film z ogromnym ładunkiem emocjonalnym… Zastanawiam się jaka była atmosfera na planie. Jest to film o kulturze hip-hopu, ta produkcja to także wiele debiutów.

To jest pierwszy film Piotrka, jego pełnometrażowy debiut. Ja bardzo lubię pracować z ludźmi, którzy są na początku swojej drogi. Lubię przyglądać się ich wrażliwości, ponieważ często mają bardzo dużo do powiedzenia i wprowadzają sporo świeżości. W samym filmie było sporo ciężkich scen do grania. Cały czas płakałam i byłam na najwyższych emocjach. To nie był łatwy plan. Nie miałam dużo dni zdjęciowych, ale każdy sporo mnie kosztował.

Jak się potem wyciszasz? Jak wracasz do normalności?

Lubię spacerować, uwielbiam naturę, las. To mi pozwala wrócić do siebie. Idealne wakacje dla mnie to mały domek w lesie, cisza, spokój i najbliżsi.

A jeśli chodzi o sam hip-hop, to jak ty czujesz tę kulturę?

Hop-hop nie jest mi najbliższy. Słucham raczej innej muzyki – Iggy Pop, The Doors, Pink Floyd, Kortez. Od sześciu lat mam w domu gramofon i zbieram płyty. To jest dla mnie niesamowita przygoda muzyczna, kiedy mam nową płytę, którą odsłuchuję w całości. To jest dla mnie trochę jak film, pełna historia. W ten sposób karmię się muzyką.

W jakiś sposób jednak musiała trochę chyba liznąć tego hip-hopu. W końcu główną rolę gra raper, Małach.

Przyznam szczerze, że dopiero przy okazji tego filmu miałam okazję zapoznać się z jego twórczością. Wcześniej go nie znałam. Muzyka w ogóle daje coś takiego, że wprowadza nas w jakiś świat. Coś w nas wyzwala, dlatego jest niesamowita. Mam kawałki, które kojarzą się z jakąś konkretną osobą lub z konkretnym czasem. Hip-hop też towarzyszył mi w życiu, ale nie tak często, jak inne gatunki.

Wspominałyśmy o debiutach. Pamiętasz co ty ostatnio robiłaś po raz pierwszy?

Długo przymierzałam się do prawka, ale myślałam sobie, że przecież mieszkam w Warszawie. Lubię metro i komunikację miejską, bo można przyglądać się ludziom, ale jednak brak prawa jazdy zaczął mi doskwierać, więc już niedługo będę jeździć po mieście autem.

Na koniec chciałam jeszcze podpytać o twoich fanów. Masz na swoim koncie kilka produkcji Netflixa, jest „Kontrola”, która zrobiła furorę chyba na całym świecie. Przygotowując się do dzisiejszej rozmowy przesłuchałam kilka twoich rozmów na YouTubie. Pojawiają się tam notorycznie komentarze z prośbą o angielskie napisy, ponieważ masz międzynarodowy fanbase. Widzisz to, że jesteś znana i lubiana poza naszym krajem?

Widzę. Nie myślę o tym na co dzień, ale dociera to do mnie w momentach, kiedy dostaję listy z całego świata. To jest niesamowite. Kiedyś wybicie się za granicą było marzeniem wielu aktorów, czymś nieosiągalnym. Teraz jest tak, że robimy projekt tu, u nas, a nagle wychodzi na cały świat. Tak jak w przypadku „Kontroli”. Zaczęło się od etiudy, później zrobiliśmy sezon dla YouTuba, potem był Player, TVN i na końcu Discovery, poszło na cały świat. To jest nieprawdopodobne. Te możliwości i to, że możemy trafić do ludzi z całego świata, czasami jest pewnie trochę przytłaczające, ale też wspaniałe.

Mimo wszystko są to polskie produkcje. Nie ciągnie cię na rynek zagraniczny?

Cały czas mam poczucie, że nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa. Czuję, że  jeszcze tutaj wiele na mnie czeka.

Reklama