Kilka dni temu kinomaniacy z całego świata wstrzymali oddech. Ich oczom ukazał się zwiastun kolejnej części “Gwiezdnych Wojen”, który u niektórych fanów sagi wywołał wręcz stan podgorączkowy. Oczekiwanie na najnowszy rozdział kultowej serii na pewno będzie dłużyło się w nieskończoność, więc warto w tym czasie zająć umysł jakąś inną aktywnością. Moja propozycja jest następująca – zamiast nerwowo obgryzać paznokcie, odliczając dni do premiery, lepiej wyluzować, wyłączyć Twittera i powrócić na chwilę do przeszłości. Oto lista niezwykle interesujących pięciu tekstów kultury sprzed lat stanowiących główne źródło inspiracji dla George’a Lucasa i innych twórców słynnego uniwersum.
Serial telewizyjny “Flash Gordon” (1936)
Opartą na popularnym w latach trzydziestych komiksie historię dzielnego mieszkańca Ziemi broniącego ludzkości przed najeźdźcami z kosmosu można z czystym sumieniem nazwać szczytowym osiągnięciem amerykańskiej popkultury. Cudownie przerysowana estetyka serii, dzieląca bohaterów na “dobrych” i “złych”, zapewnia sporo niezobowiązującej zabawy i nawet dziś przykuwa do ekranu. Co więcej, czarny charakter serialu, czyli krwiożerczy Imperator Ming (przyszywany “ojciec” Palpatine’a oraz Lorda Vadera), to prawdopodobnie najbardziej charyzmatyczny antagonista w historii telewizji. Ponadto, jeżeli 13-odcinkowa przygoda nie zaspokoi Waszego apetytu, zawsze możecie obejrzeć również pełnometrażową adaptację z niezapomnianą ścieżką dźwiękową w wykonaniu zespołu Queen.
“Ukryta Forteca” (1958)
Znakomite dzieło Akiry Kurosawy ma mnóstwo fabularnych cech wspólnych z “Gwiezdnymi Wojnami”. Opowieść o księżniczce Yuki, eskortowanej przez dwójkę charakternych wieśniaków pomagających jej przetrwać na terenie wroga do złudzenia przypomina losy księżniczki Lei oraz jej towarzyszy podróży – droidów C3PO i R2D2. Azjatycka fascynacja George’a Lucasa nie ogranicza się więc jedynie do pojedynków na miecze, a sięga nieco głębiej, bo do kluczowych elementów całej intrygi. Zresztą nieprzypadkowo Toshiro Mifune (kreujący w “Ukrytej Fortecy” postać generała Makabe) był początkowo brany pod uwagę do roli Obi-Wana Kenobi.

Powieść “Diuna” (1965)
Wybitnej powieści science-fiction Franka Herberta “Gwiezdne Wojny” zawdzięczają przede wszystkim ekonomiczno-polityczne tło. Pustynne pejzaże zaludnione przez handlarzy załatwiających galaktyczne interesy oraz kosmiczny parlament składający się z manipulujących ludem mrocznych mistyków to tylko niektóre bliźniacze motywy. Zanim jednak przystąpicie do lektury, musicie wiedzieć, że pierwowzór jest znacznie bardziej wymagającym i skomplikowanym tytułem niż “Imperium Kontratakuje” albo “Powrót Jedi”. Natomiast Ci z Was, którzy nie są zainteresowani wielowymiarowymi międzyplanetarnymi ideologiami, powinni przynajmniej obejrzeć ekranizację książki, wyreżyserowaną w 1980 roku przez samego Davida Lyncha. Autor “Twin Peaks” do dziś wstydzi się tej artystycznej i komercyjnej porażki, ale trzeba przyznać, że oglądanie Kyle’a MacLachlana ujeżdżającego gigantyczną dżdżownicę naprawdę skutecznie poprawia humor.
Serial “Star Trek” (1966-1969)
Pisząc o jakimkolwiek współczesnym filmie science-fiction należy choćby napomknąć o perypetiach kapitana Kirka i jego załogi. W latach sześćdziesiątych “Star Trek” pod płaszczykiem fantastycznonaukowej rozrywki, przemycał treści zwykle pomijane przez główno-nurtowe media. Kiczowate efekty specjalne oraz teatralne aktorstwo funkcjonowały jako zasłona dymna pozwalająca scenarzystom na poruszanie tak niewygodnych tematów jak rasizm, seksizm, czy kolonializm. W jednym z wywiadów George Lucas przyznał, że sukces tego cyklu pokazał mu potęgę filmowej fantastyki. Doceniona przez widownię pozycja zmotywowała go do wykreowania fikcyjnego świata, który odcisnął swe piętno na kulturze XX i XXI wieku.
“Dawno Temu Na Dzikim Zachodzie” (1968)
Epicki fresk Sergio Leone, szkicujący poruszającą legendę o zemście wpisaną w kontekst zmierzającego ku upadkowi Dzikiego Zachodu, na pierwszy rzut oka nie posiada cech wspólnych z gwiezdną sagą. Jednak, deklarujący miłość do mistrza spaghetti westernu Lucas, nieraz wspominał o wpływie włosko-amerykańskiego arcydzieła na jego twórczość. Ponoć odpowiedni rytm pracy nad montażem “Imperium Kontratakuje” wyznaczał mu piękny soundtrack autorstwa Ennio Morricone, a pieczołowicie budowane napięcie podczas pojedynków na miecze świetlne miało być hołdem dla metodycznie konstruowanego rewolwerowego baletu z udziałem Charlesa Bronsona i Henry’ego Fondy.
Tak więc siła “Gwiezdnych Wojen” leży w odpowiednio wykorzystanych motywach literackich oraz filmowych. Dlatego by lepiej zrozumieć fenomen galaktycznej sagi, nie wystarczy wykuć na pamięć wszystkie kwestie Luke’a Skywalkera. Droga do zgłębienia tajemnicy Mocy wiedzie bowiem m.in. przez komiksy z lat trzydziestych, samurajską Japonię, a nawet kowbojskie prerie. No cóż.. Pozostaje mi życzyć miłej zabawy. Koniecznie dajcie znać jak Wam poszedł pięciostopniowy kurs na mędrca Jedi!

















