Od wieków Italia działa na wyobraźnię Polaków – jako kierunek podróży, fascynująca różnorodność kultur i źródło niekończących się inspiracji. Do rozmowy na temat tego kraju zaprosiłam Macieja A. Brzozowskiego, dziennikarza i pisarza od lat związanego z Włochami. Punktem wyjścia stała się jego najnowsza książka Rajskie ptaki. Włosi, którzy podbili świat (wyd. Znak), w której przedstawia biografie mężczyzn odsłaniających prawdziwe oblicze Italii – różnorodne, pełne sprzeczności, a zarazem fascynujące.
Zależało mi jednak, by porozmawiać nie tylko o tej premierze, ale także o jego osobistym spojrzeniu na Włochy. A tym samym zachęcić do lektury wcześniejszych książek Brzozowskiego: Włosi. Życie to teatr czy Boskie. Włoszki, które uwiodły świat. To pozycje, które poszerzą perspektywę na włoską kulturę, pokazując jej różnorodność, barwne postaci i fascynujące historie, które nierzadko wykraczają poza stereotypowe wyobrażenia o Italii.
Alicja Kubów: Ze zjawiskiem “italomanii” mamy do czynienia niemal od wieków. Dlaczego, według Pana, tak chętnie podróżujemy do Włoch i co, poza klimatem i jedzeniem, przyciąga tam tylu turystów z Polski?
Maciej A. Brzozowski: Klimat i jedzenie to już naprawdę wiele (śmiech) – to przecież dwie kluczowe sprawy, które sprawiają, że włoskie wakacje są tak przyjemne. Ale równie ważne jest całe dziedzictwo kulturalne tego kraju, jego niezwykła historia i to, co po sobie zostawiła. Właściwie „kraj” to niezbyt adekwatne określenie – Włochy to tysiące „krajów w kraju”, rozsianych na jednym półwyspie i kilkunastu wyspach. To spuścizna czasów, kiedy nie istniało jeszcze państwo włoskie, bo przecież zjednoczyło się dopiero w 1860 roku. Włochy, Italia – jak lubimy mówić – to idealny miks wypoczynku i poznawania.
Jak zaczęła się Pana pasja do Włoch i co ceni Pan najbardziej w tej kulturze? Który region urzeka Pana najbardziej?
Włochy zainteresowały mnie od razu, podczas pierwszej wizyty, kiedy byłem jeszcze w liceum. Tak bardzo, że postanowiłem studiować filologię włoską, uczyć się języka – i wtedy się zaczęło. Pasja wybuchła i nie opuszcza mnie do dziś. Im lepiej poznaję ten kraj i jego mieszkańców, tym większy mam apetyt na odkrywanie kolejnych warstw tej kultury. To studnia bez dna – im głębiej się zagląda, tym więcej się chce wiedzieć.

Mam wiele ulubionych regionów, ale przyparty do muru zawsze powiem: Sycylia. To niezwykła – nawet jak na włoskie warunki – mieszanka kultur, które przez wieki zostawiały tam swoje ślady. Zachwyca architekturą, kuchnią, krajobrazami, ale też różnorodnością ludzi. Trzeba tylko zejść z turystycznych szlaków, by naprawdę poczuć jej puls i zobaczyć prawdziwą Sycylię.
Na temat Włoch wiemy coraz więcej, ale nadal pozostajemy w bańce stereotypów. Jakie są, według Pana, najbardziej nieodkryte i nieoczywiste aspekty kultury Włoch?
Przede wszystkim jej niezwykła różnorodność – wynikająca z burzliwej i skomplikowanej historii. Wciąż łatwo ulegamy wyobrażeniu o „typowym Włochu” – śniadym, z wąsikiem, grającym na mandolinie. A tymczasem w północnych regionach spotkamy rosłych blondynów o niebieskich oczach. Tak samo jest z kuchnią – zamiast „włoskiego jedzenia” w ogóle, mamy setki lokalnych kuchni, zupełnie różnych od siebie. To samo dotyczy języka, muzyki, obyczajów. Moja rada? Unikać stereotypów i patrzeć na Włochy w ich prawdziwej, wielowymiarowej różnorodności.
Włosi stereotypy na temat samych siebie chętnie podsycają, a nawet zarabiają na nich. Z jakimi stereotypami na temat Włoch i Włochów spotyka się Pan najczęściej w Polsce?
Najczęściej staram się ich unikać albo z nimi walczyć. Boli mnie jednak, gdy ktoś sprowadza Włochy do operetkowej krainy lekkoduchów, idealnej wyłącznie na wakacje. A przecież to jedna z największych gospodarek świata, kraj geniuszy, wynalazców, noblistów. To państwo, które – jak każde inne – wymaga poznania w całej swojej złożoności, a nie tylko poprzez piękne obrazki, filmy, czy vlogerskie zachwyty.
W czasach gdy informacje o postaciach historycznych czy osobach publicznych są powszechnie dostępne, dlaczego warto czytać ich biografie? Co zainspirowało Pana do napisania książek przedstawiających sylwetki znanych Włoszek i Włochów i na ile Pana perspektywa jest odmienna od narracji, które na temat tych postaci są ogólnie znane?
Nie wszyscy moi bohaterowie są znani, zwłaszcza w Polsce. Chciałem zmiksować postacie bardzo sławne, o których jednak wiemy mniej, niż nam się wydaje, z takimi, których życie naprawdę zasługuje na odkrycie. Wspólnym mianownikiem moich „Boskich” i „Rajskich ptaków” jest to, że ich biografie czyta się jak scenariusze filmowe. Pisząc, opieram się wyłącznie na faktach – nie upiększam, nie gdybam, staram się raczej reportersko pokazać ich niezwykłe losy.
Wspomina Pan o tym we wstępie do książki, ale proszę wyjaśnić naszym czytelniczkom i czytelnikom, co kryje się za tytułem „Rajskie ptaki” i dlaczego wybrał Pan taką metaforę dla opisywanych postaci?
Po pierwsze – rajskie ptaki to barwnie upierzone samce, które naturze udały się w sposób szczególny. Piękne, trochę narcystyczne, ale fascynujące – patrzymy na nie z ciekawością, często z zachwytem. To ornitologiczne skojarzenie przyszło mi do głowy, gdy obserwowałem niektórych moich bohaterów – pełnych fantazji, barwnych, wyróżniających się. I pozostałem wierny tej metaforze.
Jakie było kryterium wyboru nazwisk do książki?
Całkowicie subiektywne. Wybrałem te postacie, które sam uważam za niezwykle interesujące i które, moim zdaniem, mogą zaciekawić czytelników.

Jakie wyzwania napotkał Pan, pisząc książkę?
Największym wyzwaniem było to, że moi bohaterowie – choć barwni i ekspresyjni – nie zawsze chcieli odsłaniać wszystkie karty. Pokazywali tylko tyle, ile sami uważali za stosowne. Nie chciałem zmyślać ani dopowiadać, jak to bywa w niektórych biografiach. Dlatego jednych mogłem przedstawić bardziej szczegółowo, także od strony prywatnej, a wobec innych uszanowałem ich prawo do zachowania pewnych faktów w cieniu.
Wielu z bohaterów „Rajskich Ptaków” ma przypięte łatki kobieciarzy, mizoginów, postępują też wątpliwie moralnie. Dlaczego według Pana mimo wszystko warto opowiadać historię takich ludzi?
Bo historia nigdy nie jest czarno-biała. Moi bohaterowie bywają kontrowersyjni, popełniają błędy, mają swoje słabości, ale właśnie to czyni ich ludźmi. Ich życie pokazuje, jak wielkie talenty często idą w parze z trudnym charakterem, jak pasja i ambicja potrafią prowadzić zarówno do sukcesów, jak i upadków. Warto o nich opowiadać, bo są zwierciadłem swojej epoki i jej sprzeczności – a jednocześnie uczą nas, że wielkość bywa skomplikowana.
W jaki sposób Pana książki zmieniają spojrzenie na włoską kulturę i historię?
Mam nadzieję, że je wzbogacają. W centrum moich zainteresowań zawsze jest człowiek – i to poprzez ludzi staram się pokazywać mój ukochany kraj. Bohaterowie moich książek są owocami włoskiej kultury: jeśli nie zawsze ambasadorami, to na pewno swoistymi „hasztagami”, które pozwalają lepiej zrozumieć Włochy – nie te turystyczne i powierzchowne, ale te prawdziwe, ludzkie, pełne sprzeczności i pasji.


