
“Wielki Brat” powrócił do Polski! Kultowy program ponownie na antenie TVN! Znowu mamy szansę podglądać innych 24 godziny na dobę! Jeszcze raz dostajemy rozrywkę, której tak bardzo pragniemy! W taki sposób moglibyśmy reagować na szóstą edycję tego reality-show, gdyby nie to, że mamy 2019, a nie 2001 rok. Obecne media zrobiły tak radykalny krok do przodu w stosunku do poprzedniej dekady, że moc wrażeń obiecanych przez dom w Gołkowie nie dorasta do dzisiejszych standardów.
Od samego początku główną atrakcją widowiska był jego kontrowersyjny potencjał. Odcięci od świata, zamknięci w tym samym pomieszczeniu ludzie zachowywali się jak bohaterowie “Władcy Much” Goldinga – toczyli ze sobą psychologiczne (a czasem nawet fizyczne) boje o terytorium, knuli wyrafinowane spiski i dawali ponieść się pierwotnym instynktom. Kilkanaście lat temu spragniona chleba i igrzysk polska publiczność otrzymywała nasiąknięte seksem i wulgarnym językiem sceny, które potem stawały się gorącymi tematami umilającymi szarą codzienność. Jednak po jakimś czasie rodzima popkultura weszła na nieco bardziej zaawansowany poziom i następne wersje telewizyjnego spektaklu cieszyły się coraz mniejszym powodzeniem.
Siedemnastego marca ruszyła najnowsza edycja, no i co tu dużo gadać – nikogo już zbytnio nie obchodzą perypetie lokatorów naszpikowanego kamerami domostwa. Raczej mało który pracownik w przerwie na lunch dyskutował o odpadnięciu chrześcijańskiego hodowcy owiec, a u cioci przy obiedzie nie rozmawiało się o tym, że dwójka uczestników musiała spędzić noc na trawniku. Na znikomą siłę oddziaływania ma wpływ przede wszystkim powszechna popularność mediów społecznościowych oraz platformy YouTube. W epoce instagramowych celebrytów odkrywających wszystkie najintymniejsze życiowe detale, a także patostreamerów zarabiających na transmitowaniu własnych psychopatycznych zachowań, tvn-owski produkt szokuje równie mocno co wieczorynka.
Rodzimi widzowie już dawno za sobą mają też fascynacje niecenzurowanymi materiałami “18+”. O ile dawno, dawno temu tego typu atrakcje smakowały niczym zakazany owoc, tak teraz w czasach seksualizacji kultury masowej, odbiorcy reagują na nie głośnym ziewaniem. Pamiętacie jak w 2002 roku Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji ukarała grzywną twórców “Big Brothera” za “propagowanie niemoralnych zachowań”? Założę się, że gdyby władze tej instytucji przyjrzały się treściom forsowanym przez polski internet albo netfliksowe seriale, to z rozpaczy poddałyby się do dymisji.
Nikła renoma szóstej edycji jest również spowodowana gwałtownym progresem gatunku. Pierwotny sukces “Wielkiego Brata” zainspirował powstanie wielu podobnych programów, które nie tylko wykorzystały wcześniej zastosowaną formułę, ale też ją udoskonaliły. Ramówki czołowych stacji są zdominowane przez reality shows ukazujące godne podziwu umiejętności albo ekscytujące zmagania z przeciwnościami losu. Telewidzów mających dostęp do zdobywających obcy kontynent sław w “Azji Express”, czy pląsających po parkiecie uczestników “Tańca z gwiazdami”, po prostu nudzi oglądanie kilku osób nie robiących nic ciekawego, poza biernym leżeniem na kanapie.
Okazuje się więc, że żyjemy w czasach nasterydowanych mocnymi wrażeniami mediów, rozbudzających nasz apetyt na audiowizualne skrajności do maksymalnych rozmiarów. W kontekście współczesnej popkultury, “Big Brother” wygląda na niemal harcerską rozrywkę. Przyznajcie, że to ciekawa sytuacja – widowisko, które kiedyś zasłynęło sceną niesymulowanego stosunku płciowego w jacuzzi jest zbyt ugrzecznione i ostrożne, by mogło osiągnąć status hitu.

















