Cyfrowy minimalizm – przywilej bogatych czy konieczność? 

KAROLINA KOŁODZIEJCZYK

robin-worrall-FPt10LXK0cg-unsplash_Easy-Resize.com_

Budzę się, tuż przy łóżku kątem oka dostrzegam telefon podpięty do ładowania i właściwie już sam jego widok wprowadza mnie w stan delikatnego poddenerwowania. W końcu dobrze wiem, co mnie tam czeka. Nieotwarte maile. Nieodczytane powiadomienia. Kolejne zaproszenia na eventy. Oczekiwania. Egzotyczne podróże znajomych.

To kombo, na które na pewno nie jestem gotowa w poniedziałek o 8 rano. A jednak robię to – odblokowuję moje różowego potworka. Chciałabym inaczej. Czytam o cyfrowym minimalizmie, widzę influencerów na „weekendowym detoksie”, włączam blokady aplikacji. I zastanawiam się – czy przed szkodliwymi efektami technologii jest jeszcze jakiś ratunek, czy to może kolejny trend wypromowany, o ironio, w social mediach?


Reklama

Tryb księżyc 24/7

W teorii cyfrowy minimalizm brzmi świetnie. Nie oznacza niekorzystania z technologii w ogóle, ale oznacza korzystanie świadome. Czyli właściwie jakie? Zero doomscrollingu, zero obserwowania kont, które wpędzają nas w kompleksy, zero TikToka o pierwszej w nocy w sypialni. 

Do tego: eliminacja zbędnych aplikacji, brak stałej dostępności online, dieta informacyjna, a nawet wybór prostszych modeli telefonów, ograniczonych tylko do podstawowych funkcji. Żegnaj nowy iPhone’ie, witaj stara Nokio!

I słuchajcie, zgłaszam się. Też tak chcę! Ale… nie mogę. Pracuję w marketingu i dziennikarstwie, więc nie, nie pozbędę się Instagrama. Nie odetnę się na miesiąc w jakiejś kompletnej dziczy, ustawiając na mailu zwrotkę: Robię przerwę od wszystkiego, pisz do mojego managera. Nie zaniedbam kontaktów z wydawnictwami i nie oleję tych 15 nieodczytanych maili. Dlaczego? Bo zwyczajnie nie mogę sobie na to pozwolić. I, jak sądzę, większość z was też nie.

I tu pojawia się mój problem z cyfrowym minimalizmem. Oczywiście, że idea jest wspaniała, ale jak to z ideami bywa – jej realizacja napotyka mur w postaci rzeczywistości. 

Minimalizm jako luksus?

Pracując w marketingu godzę się na to, że będę pracowała online. I że technologie to moje stałe narzędzia pracy. Ale zostawmy na chwilę tę branżę. Bo co z tymi wszystkimi osobami, które prowadzą własne biznesy? Większość z nich nie utrzyma się bez dobrego Instagrama czy TikToka. A ich właściciele wcale nie planowali kariery internetowej gwiazdy. Oni po prostu chcieli sprzedawać swoje produkty czy usługi. 

Dla osób z wysokimi zarobkami, które mogą pozwolić sobie na asystenta, ograniczenie maili i skupienie na pracy głębokiej – to wybór. Dla innych, których praca wymaga bycia online, dostępności i ciągłego reagowania – to nierealny luksus. Odłączenie się od mediów społecznościowych, by „żyć w realnym świecie”, łatwiej przychodzi tym, którzy już mają stabilne życie, rozwiniętą karierę i kontakty zawodowe. I znowu – dla wielu z nas to po prostu niemożliwe. 

Dlatego też mogę skwitować tylko uśmiechem, gdy gratulujemy odwagi kolejnej celebrytce, że odcięła się od swojego Instagrama i przekazała go swojej asystentce. Bo to jakby gratulować jej, że jest uprzywilejowana. A to chyba nie w tę stronę powinniśmy skierować nasze oczy.

Minimalizm jako konieczność?

Koniec końców, wszyscy zgodzimy się jednak, że cyfrowy minimalizm to nie fanaberia, a odpowiedź na przebodźcowanie i inne problemy wynikające z nadmiernego korzystania z technologii. Szukanie metod na bycie offline jest super. I tak, ja też namiętnie serduszkuję Reelsy, w których ludzie pokazują szwajcarskie góry, zastanawiając się przy tym, po co ludzkość wymyśliła Excela. Ale przy tym wszystkim staram się twardo stąpać po ziemi i pamiętać o tym, że z cyfrowym minimalizmem jest trochę jak z zero waste. Ciężko być królową ekologii 24/7, ale gdy już zdejmiemy z siebie trochę presji i pomyślimy o tym raczej, jak o less waste, staje się to bardziej wykonalne.

Może wyłączymy powiadomienia o 20. Może odinstalujemy TikToka, jeżeli go faktycznie nie potrzebujemy. Może nie odbierzemy tego telefonu od szefa w piątek o 19. I tego nam wszystkim życzę – żebyśmy mogli sobie pozwolić na… mniej! 

Share this post

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

PROPONOWANE