Irena Melcer: Zawsze mam plan B

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Advertisement


Reklama

Zagrała w trzech znaczących, niezwykle poruszających filmach na pograniczu kina społecznego i zaangażowanego, ale zrobionego z wielkim rozmachem. IRENA MELCER – dziewczyna która lubi robić z rozmachem, to co robi.

Grzegorz Kapla: Dużo ostatnio pracowałaś. Do kin wchodzą trzy twoje nowe filmy, jeden jest kandydatem do Oscara, więc może od tego zacznijmy.
Irena Melcer: Tak, jeden kandydował do Oscara, to “Quo Vadis Aida”, w reżyserii Jasminy Zbanic. Opowiada o tragicznej historii masakry w Srebrnicy, w Bośni, dzieje się w latach dziewięćdziesiątych. To koprodukcja międzynarodowa, polski był montaż i polska była muzyka. To wielka i wymagająca przygoda wziąć udział w takim filmie. Wspaniała reżyserka, wspaniali aktorzy, z Holandii, z Austrii… Ale przede wszystkim przejmujące spotkanie, bo kręciliśmy w Bośni, tam, gdzie jeszcze nie dawno, za mojego życia, toczyła się wojna.
Opowiedz o swojej roli.
Gram wysłanniczkę ONZ ze służby medycznej. Film opowiada o tłumaczce, która jest
między młotem a kowadłem. Wie co się wydarzy, co grozi ludziom i jej rodzinie. Pracuje dla ludzi z ONZ, dla wojska i dla medyków. To film o tym, jak stało się możliwe, że Europa dopuściła do takiej tragedii. Mam drobną rolę, ale udało mi się spotkać z główną bohaterką, Jasną Djuricic i zagrać wspólnie scenę.


Czy to jest dla Bośniaków wciąż żywy temat?
Tak, bardzo żywy. Dla mnie to było właśnie najbardziej przejmujące, jak wszyscy ci ludzie to przeżywali. A było mnóstwo statystów i trudno mi to nawet nazwać, bo słowo „statysta” nie oddaje ich zaangażowania, przygotowania, szacunku do tego zadania. Wszyscy byli maksymalnie przygotowani, wszyscy mieli poważne zadania, bo przecież oni naprawdę to przeżyli. Większość z nich naprawdę straciła kogoś w tych wydarzeniach. Bardzo to było przejmujące i kosztowało mnóstwo emocji.
Czyli kiedy widzimy na ekranie tłum, to nie jest komputerowo wygenerowane?
Nie, to była naprawdę masa ludzi, którzy głęboko to przeżywali, wchodzili na sto procent w swoje zadanie i to tak naprawdę z nich trzeba było czerpać, bo oni po prostu to czuli i znali.
Zagrałaś w dwóch ważnych filmach, które wchodzą do kin na przełomie roku. Jeden to Sonata, grasz tam dziewczynę głównego bohatera, pianisty genialnego, o którym przez długi czas wszyscy myślą, że jest autystycznym dzieckiem a nie wybitnym muzykiem zamkniętym w ciele głuchego. I to jest prawdziwa historia.


To jest prawdziwa historia.
Jak się poznajecie na ekranie?
Moja bohaterka jest dosyć trudna, jest dziewczyną, która choruje na schizofrenię paranoidalną. Leczy się, ale w związku z chorobą, jej spojrzenie na świat i ten jej niezwykły rodzaj wrażliwości czyni z niej postać oryginalną. Dostrzega w tym chłopaku po pierwsze jakąś bratnią duszę, dostrzega nie tylko sam jego talent, ale człowieka. Nasze poznanie… Poznajemy się podczas wystawy moich fotografii, bo moja bohaterka robi zdjęcia, autoportrety i te autoportrety robi sobie podczas ataków schizofrenicznych. Fotografie są dosyć przerażające, intymne… Tak się poznajemy. Jest to wyjątkowa relacja, bo dotyczy ludzi, którzy nie za bardzo potrafią się otworzyć, ale próbują. Odkrywają, że potrafią rozmawiać o tym co czują i co w nich jest, chociaż nie wiedzą czy to jest wyjątkowe. Nie tylko w filmie, w życiu też często trudno nam jest rozmawiać o emocjach, o tym co się w nas dzieje.
Żeby przygotować się do tego filmu, musiałaś te portrety sobie zrobić.
Nie do końca auto, bo to były portrety z udziałem fotografki, ale tak, wchodzenie w stany takich głębokich smutków, strachu, lęków to była bardzo ciekawa część mojej pracy. Żeby zbudować tę rolę i żeby później przenieść to na ekran, oczywiście poukrywane w tej postaci, którą grałam na planie.


Ale jak się tego uczysz? Jak się uczysz tego, żeby zagrać osobę o tak trudnej i skompilowanej psychice?
Mieliśmy spotkania z psychiatrą i psychoterapeutą, dowiedziałam się o co chodzi, jakie są rodzaje schizofrenii i dlaczego wybieramy dla filmu ten rodzaj choroby. Przygotowali mnie do tego, żebym rozumiała jak się objawia ten rodzaj schizofrenii, dlaczego tak się dzieje. A potem musiałem w sobie też grzebać, bo jednak moja postać i moja bohaterka ma też bardzo dużo ze mnie, więc jakoś sobie wygrzebuję, docieram do miejsc, w których tkwią różne moje własne lęki, które byłyby mi bliskie. Gram też rzeczy, które znam, w które jestem w stanie uwierzyć.
Jakie to są lęki?
To zbyt intymne pytanie. Już na etapie castingu, tak organicznie wyszło, nie chcę powiedzieć, że łatwo, ale wyszło że potrafię pokazać takie emocje. Jako dziecko miałam różne natrętne myśli i natrętne zachowania, więc moja bohaterka, która jest znerwicowana, co pokazuję gdzieś przez takie natrętne zachowania, powracające odruchy, miała trochę ze mnie.


Ustawiałaś równo krzesła przy stole?Nie, pracowałam raczej z moją fizycznością, seriami jakichś powtarzających się ruchów i napięć mięśniowych. To sobie budowałam z tego, co znało moje ciało.
Teraz drugi film. W “Lokatorce” Michała Otłowskiego, historii inspirowanej zabójstwem Jolanty Brzeskiej grasz policjantkę, która stara się odkryć kto zabił kobietę walczącą z warszawskimi łowcami kamienic.
Tak.
Udaje ci się?
Do dzisiaj nikt nie rozwiązał do końca tej tragicznej historii. Naszym celem, bo jest to kino społeczne, było nagłośnienie tej sprawy, bo jednak od wielu lat jest ona zamiatana pod dywan. Media o niej milczą, nikt nie poniósł konsekwencji za śmierć Jolanty Brzeskiej.
Jak sądzisz, dlaczego?
Myślę, że po prostu jest bardzo wielu ludzi, wiele płaszczyzn się nachodzi i wiele interesów, jest to bardzo skomplikowane. Nie chcę politykować.
Ale wiesz o tej sprawie dużo więcej niż my, musiałaś się do tej roli przygotować.
Tak, ale czy naprawdę jesteśmy w stanie się dowiedzieć więcej? Poznać prawdę? Temat nadal nie jest wyjaśniony. Są ludzie, potraktowani podobnie jak działaczka pani Jolanta, która pewnego dnia straciła mieszkanie należące do niej, czekają na rozwiązanie nie tylko zagadki jej śmierci, ale też odpowiedzi na pytanie dlaczego są w takiej, a nie innej sytuacji. Dlaczego właściwie tracą swoje mieszkania?


Dlaczego domy, z których ich wyrzucono ciągle stoją puste? Jak się przygotowywałaś do roli policjantki? Dieta, strzelnica, bieganie na obcasach?
Sporo od siebie wymagałam, chciałam czuć się fizycznie ze sobą mocna, wtedy też czuję się mentalnie mocniejsza, więc faktycznie do tego filmu się przygotowywałam, ćwicząc, trenując. Film dotyka również tematu, co prawda delikatnie, traktowania kobiet w policji, więc czytałam artykuły na ten temat, szukałam wypowiedzi, reportaży dotyczących tego jak traktuje się kobiety w policji, jak one się z tym czują. Moja bohaterka przez to, że jest młodą kobiet, jest traktowana protekcjonalnie. Chciałam wiedzieć jak faktycznie czują się kobiety w policji.
Gdzie jest ten szklany sufit i jak on jest naprawdę tak bardzo nisko?
Z moich obserwacji i poszukiwań wynika, że niestety tak. Nie chcę też tego uogólniać, bo wydaje mi się, że to też zależy od stanowiska i miejsca.
Pracowałaś z ludźmi, którzy są absolutną pierwszą ligą, Małgorzata Foremniak w dramatycznej roli, rewelacyjna, Łukasz Simlat. Czy ty się możesz jeszcze czegoś nauczyć od nich?
Oczywiście. Myślę, że byłoby nudno uprawiać ten zawód, nie ucząc się cały czas i całe życie. Chyba na tym polega piękno tego, nie tylko pewnie tego zawodu, pewnie wielu innych, ale dlatego też wybrałam aktorstwo, bo cały czas się rozwijasz, cały czas zmieniają się twoje warunki, cały czas się zmienia twoja wrażliwość. Ja jestem pod ogromnym wrażeniem tego co wykonała Małgorzata Foremniak i Łukasz Simlat w filmie Sonata, ale również Michał Sikorski, który jest moim młodszym kolegą. Każde spotkanie uczy.


Kiedy kończysz studia, wychodzisz do pracy z największą energią, z największą potrzebą, wtedy najbardziej chcesz i wtedy najlepiej się udaje. Mylę się?
Mam poczucie, że szkoła szkołą, ale nauczyłam się najwięcej na planie właśnie w takich spotkaniach, z takimi ludźmi.
Kiedy musisz zagrać przeciwko swoim warunkom? Jak Małgorzata Foremniak, która musi się całkowicie przeobrazić.
Tak.
Przeczytałem takie wywiady z tobą, niektóre sprzed laty i twój tata mówił, że od dziecka miałaś parcie na szkło. To prawda?
Tak, prawda. Od zawsze i od początku to było już wybrane.
Od dziecka wiedziałaś, że będziesz aktorką?
Tak, mam nawet takie taśmy VHS, komunia brata, wszystko miało się kręcić wokół niego, a ja wbijam przed ekran i jestem podekscytowana, że tata mi robi zdjęcie i to komentuje, bo nie wiem że to jest film, myślę, że to zdjęcie i pozuję, więc tak było.
Czyli jesteś mistrzynią pierwszego planu.
Oczywiście! Zdarza się też, muszę się przyznać, że dostaję komentarz na planie, że zasłaniam partnerów albo zabieram światło innym aktorkom, bo po prostu mam parcie na szkło.
Możesz nam opowiedzieć jak to się robi? Żyjemy w świecie, w którym każdy chce być tym bohaterem instagrama, więc jeżeli wiesz jak zabierać światło to powiedz nam.
To się robi chyba tak intuicyjnie, nie wiem sama jak. Staram się słuchać operatora i reżysera , żeby tego nie robić, ale zdarza mi się to.
Chcesz powiedzieć, że jesteś trudna we współpracy?
Mam nadzieję, że nie jestem trudna. Improwizuję, ale uczę się przed kamerą powtarzalności i te doświadczenia z poprzedniego roku, kiedy robiłam dwa filmy pod rząd, bardzo dużo mnie nauczyły technicznych rzeczy na planie. Wreszcie mi to wchodzi w krew.
Ale co masz na myśli mówiąc powtarzalność? Robisz dziesięć dubli i za każdym razem jesteś tak samo świeża?
Tak, to trzeba powtarzać, bo kamera zmienia swoje położenie i nie można sobie wymyślać coraz nowych rzeczy, nowych aktywności, nowych zachowań, tylko trzeba być w tym powtarzalnym i cały czas świeżym jakby się to robiło pierwszy raz.


Nawet w takich intymnych scenach? Jak się poznajesz ze swoim chłopakiem?
Tym bardziej. Najpierw jest szeroki plan, średni, później bliski i wszystko to musi być cały czas świeże, chociaż gra się to po trzydzieści razy. Zależy jaki jest to film, jeżeli jest na to czas i faktycznie zaistnieje taka potrzeba, żeby się powtarzać, to są tacy reżyserzy, którzy robią bardzo dużo dubli.
Myślałem, że skoro są trzy plany to robicie trzy podejścia i tyle.
Nie, jeszcze na każdą ze stron musi być, czasem z wcinką, czasem bez.
A co jest najtrudniejszego w twoim zawodzie?
Szczerze, to jak już gram, to nawet jeżeli coś jest trudne, to jest to ekscytujące i fascynujące, więc wydaje mi się, że najtrudniejsza jest ta niestałość. Po prostu, na tę pracę często się czeka, a czasem się czeka latami i nie ma się do końca na to wpływu, a jednak lubimy żyć czując, że to my wybieramy coś, a nie zawsze mamy do tego okazję. Wydaje mi się, że dla mnie akurat trudnością jest to czekanie na jakąś propozycję, a nie jest tak, że masz tych propozycji siedem i wybierasz, tylko z czegoś musisz żyć.
Trafiłaś na trudny czas, bo epidemia wstrzymała produkcję, nie wiadomo było czy otworzą kina, a jednak zagrałaś w trzech filmach, to nie jest źle. Jak to się dzieje, że cię wybierają? Idziesz na casting, czy jesteś już w tym miejscu, że tylko czekasz i telefon sam dzwoni?
Chodzę na castingi. Oczywiście, że są aktorzy, po których się częściej dzwoni, ale śmiem twierdzić, bo dowiaduję się tego od bardziej znanych i popularnych ode mnie, że do starości bywa tak, że są to castingi, że ten casting też jak jest mądrze zrobiony i zorganizowany, chodzi też o to, żeby sprawdzić nie tylko aktora, ale siebie, energetykę, reżysera z aktorem, jak to pasuje, jak to gra z innymi postaciami, więc ja chodzę na castingi.
Masz zawsze plan B, na wypadek gdyby telefon nie dzwonił?
Tak, mam plan B.
Z obawy, że nie zadzwoni zbyt długo?
Chyba z niecierpliwości. Nie lubię siedzieć, jestem aktywna, lubię coś przekazywać, lubię pracę z ludźmi, więc sobie wymyśliłam pilates i jestem instruktorką pilatesu.
Na czym to polega?
Pilates jest mylony z jogą, ale joga była najpierw i ma swoją wieloletnią tradycję, a pilates jest trochę naszym odpowiednikiem europejskim, mam wrażenie fajniejszym dla naszych europejskich ciał, bardziej dla nas skonstruowany.


Czyli na miękkich matach, a nie na gołej ziemi.
To też, ale też nie jest tu tak ciepło jak w Indiach, mamy trochę inną budowę ciała, jesteśmy też różnych wysokości, nie jesteśmy np. wszyscy bardzo mali, bardzo drobni, więc ten pilates odpowiada na różne potrzeby ciała. On jest bardziej wzmacniający niż joga, ale również rozciąga. Szukamy tam balansu pomiędzy ciałem, pomiędzy oddechem a tym, co myśli głowa, a właściwie fajnie by było, żeby ta głowa była z tym wszystkim co robi ciało.
A w momencie kiedy telefon dzwoni albo idziesz na casting, to co wtedy się dzieje z twoimi uczniami?
Rzucam wszystko i lecę. Mam tak wspaniałych ludzi, którzy ze mną ćwiczą, że po prostu idą na to, że ćwiczymy, ale jak gram to nie do końca mam czas na wszystko, więc wymyśliłam sobie też, a zmobilizowała mnie do tego pandemia, żeby wymyślić sobie pracę online. Pilates mogę prowadzić online, mogę nagrać wcześniej, robię to też live, ale jest łatwiej, bo mogę to robić z każdego miejsca, gdzie jestem i jakoś to dobrać do tej godziny pomiędzy pracą a graniem.
Masz za sobą rok wytężonej pracy i sukcesów i jakie masz teraz plany?
Moje plany to moje marzenia. Akurat biorę udział w serialu, o którym nie mogę niestety mówić. Oprócz tego gram w teatrze Polonii, w spektaklu Cwaniary Agnieszki Glińskiej. No i pilatesuję.
W teatrze pilatesujesz?
Pilatesowałyśmy i w teatrze, to właśnie taki trening przed spektaklem, żeby się rozgrzać. Pilates też jest wspaniałym narzędziem do tego.
Czyli jeżeli cię reżyserka angażuje, to musi być przygotowana, że za to będzie musiała zapłacić ciężką, fizyczną pracą?
To reżyserka chciała ćwiczyć. Ja nikogo nie zmuszam.


Czym się różni praca w filmie i serialu?
To jest już bardzo podobne zadanie, seriale wykonuje się dosyć filmowo, więc to jest super. Ta ilość ujęć jest różna, nie zawsze jest tak, że to jest trzydzieści, to zależne od tego jak pracuje reżyser, jaki jest pomysł i jaką scenę się wykonuje, bo nie zawsze jest potrzeba aż tylu dubli. W serialu zazwyczaj jednak pracuje się szybciej, bo scen jest do zrobienia więcej dziennie niż w filmie, ale podejście aktorskie jest bardzo podobne.
Zawsze mnie to dziwiło, bo kiedy kręcisz film to oczywiście nie kręcisz go po kolei, czyli na dobrą sprawę to oglądasz film dopiero kiedy idziesz do kina. Dopiero wtedy wiesz o czym jest ta historia.
Czytasz wcześniej scenariusz, więc wiesz o czym jest ten film i tak bardzo ważne jest, żeby sobie ustawić swój przebieg. Ja tak robię. Ustawiam sobie swój przebieg, co, gdzie i kiedy, bo później wyrywkowo grasz te sceny, więc tak naprawdę musisz wiedzieć co się działo przed i jeszcze co się dzieje po tym, żeby nie grać dokładnie tych samych rzeczy, więc to takie przygotowanie w oderwanych scenach jest mega ważne. To jest faktycznie trudna umiejętność, tego się uczy tylko i wyłącznie na planie, bo nikt cię w szkole tego nie uczy. W szkole najczęściej przerabiamy dramaty i raczej uczymy się grać po kolei, przede wszystkim dlatego, bo robimy teatr, uczymy się głównie grania w teatrze, przynajmniej za moich czasów w Akademii Teatralnej w Warszawie. Zajęć z kamerą praktycznie nie mieliśmy.


Teraz o marzeniach jeszcze. Co chciałabyś zrobić zawodowego?
Jak się mówi marzenia na głos to się nie spełniają, więc będę to afirmować w ciszy.
Jeżeli tego nie nazwiesz, a słowem tworzy się świat, to się wtedy dopiero nie dzieje.
Ja życzę sobie super projektów.
A co to znaczy super projekt?
Kameralna opowieść z Robertem De Niro! Bliższe jest mi kino psychologiczne, kameralne i skromniejsze, choć można je robić z rozmachem i tego sobie życzę też. Robić rzeczy z rozmachem, odwagą i po swojemu.
Dziękuję za rozmowę.

 

Reklama

External brain jako przewaga konkurencyjna w modzie

Ranita Sobańska w rozmowie z Barbarą Andrzejewską i Krystianem Cieleckim. Wspólnie rozkładamy na czynniki pierwsze jak połączenie strategii, produktu i AI wpływa na wyniki biznesowe. Mówimy o tym, dlaczego same pomysły nie wystarczą, jak poprawiać marżę i strukturę kolekcji oraz w jaki sposób wdrożenia AI mogą skracać czas decyzji i zwiększać efektywność organizacji.

Dla kogo Yoga Twarzy to będzie game changer? | Olga Szemley i Joanna Walaś

Dziś Joanna Walaś gości u nas Olgę Szemley – pionierkę jogi twarzy w Polsce i twórczyni Yogatwarzy – autorska metoda i Yogattractive (Jogatwarzy.com), jedynej metody jogi twarzy i automasażu w Polsce posiadającej certyfikat fizjoterapii, potwierdzonej 12 letnimi badaniami naukowymi nad kobiecymi rytuałami pielęgnacyjnymi na pięciu kontynentach oraz na Cambridge University.

Cena Sukcesu. Kiedy warto się zatrzymać? – Kamila Rowińska | Mentalne Espresso

W tej rozmowie Kamila Rowińska mówi bardzo szczerze o tym, dlaczego nie chciała być niewolnikiem własnego sukcesu, jak wygląda cena intensywnego życia zawodowego i co dzieje się wtedy, gdy człowiek zaczyna pytać siebie, czemu naprawdę chce poświęcić kolejną dekadę życia. Pojawia się też temat trudnego dzieciństwa, budowania sprawczości, kompensacji, pieniędzy, rodziny i tego, kim jesteśmy wtedy, kiedy zdejmie się z nas etykietę człowieka sukcesu. To rozmowa o dojrzałości, odwadze i o tym, że rozwój osobisty naprawdę opłaca się w każdym znaczeniu tego słowa.