Nakręciła niemal 100 filmów, w tym 14 u boku Marcella Mastroianniego i 11 z Vittorio De Siką – w ośmiu z tych produkcji wystąpili wszyscy razem. „Kocham Sofię, ale to miłość braterska albo ojcowska” – przyznał De Sica, natomiast Sophia Loren miłość swojego życia odnalazła we włoskim środowisku filmowym już na początku kariery. Zdeterminowana i profesjonalna – „na plan docierała punktualnie, świetnie się z nią pracowało” – wspominali koledzy z branży. Jednocześnie oddana rodzinie i zaangażowana społecznie, do dziś pozostaje włoską ikoną kina, która podbiła Hollywood i przyciągnęła uwagę Cary’ego Granta.


„Sophia Loren jest piękną kobietą, ale chodzi o to, jaka jest, a nie jak wygląda” – powiedział reżyser Robert Altman. To nie tylko ikona stylu i wielka gwiazda kina, ale także symbol włoskiego neorealizmu i odrodzenia Cinecittà po II wojnie światowej. Jako młodsza koleżanka Giny Lollobrigidy (po której przejęła rolę w trzeciej części Chleb, miłość i…), do której często była porównywana, grając proste kobiety, zyskała sympatię szerokiej publiczności, a jej talent i ciężka praca zaprowadziły ją na szczyt.
Brzydkie kaczątko
Nie miała jednak łatwego startu. „Urodziłam się drobna i brzydka […] zawsze powtarzam, że otrzymałam w posagu skrzynię mądrości i biedy” – wspomina w swojej autobiografii. Wychowywana była przez babcię-mamę Luisę, dziadka Domenica, który rekompensował jej brak ojca, oraz mamę-mamusię Romildę, której uroda onieśmielała młodą Sofię. Sama Sofia Scicolone, urodzona w 1934 roku, była „brzydkim kaczątkiem” – rówieśnicy przezywali ją „Wykałaczką, ponieważ była śniada i szczupła, co jeszcze bardziej uwydatnił głód, jaki nastał wraz z wybuchem wojny i niedoborem żywności. „Głód był motywem przewodnim mojego dzieciństwa” – napisała w autobiografii, gdzie wspomina również powojenne lata spędzone w Pozzuoli w Kampanii.
Wspomina, że klatkę schodową ich kamienicy zajęli marokańscy żołnierze, dowodzeni przez francuskiego oficera. Byli hałaśliwi, budzili niepokój i zakłócali sen. To wspomnienie wróciło do Loren po latach i stało się inspiracją do filmu Matka i córka, pomagając jej oddać emocje swojej bohaterki. Jako dziewczynka Sofia lubiła się uczyć, miała talent do języków, a także brała lekcje gry na fortepianie, których udzielała jej matka – nie szczędząc przy tym krytyki. Romilda miała ogromny potencjał – jeszcze przed wojną otrzymała propozycję kariery w Rzymie, jednak ciąża i nieślubne dziecko zmusiły ją do powrotu do rodzinnego domu. Mimo to nie poddała się – całą swoją ambicję i pasję przelała na młodą Sofię, która po wojnie zaczęła przeobrażać się w łabędzia. A wraz z tym – coraz silniej odczuwać potrzebę wyrażania swoich emocji.
Księżniczka Morza, gwiazda fiumetti i Galatea
W czasach powojennych, kiedy Neapol odradzał się po licznych bombardowaniach, ludzie zaczęli wychodzić na ulice i angażować się w codzienne aktywności. Ówczesne fotografie ukazują neapolitańczyków próbujących żyć normalnie i przywrócić ducha wspólnoty miasta. Jedną z takich prób był konkurs Królowej Morza, organizowany przez Corriere di Napoli, który dla Sofii stał się trampoliną do kariery. W sukience uszytej z zasłony przez babkę została włączona do pochodu księżniczek, a nagroda – 23 tysiące lirów i bilety do Rzymu – okazała się przepustką do Cinecittà. Rok później Sofia wzięła udział w konkursie Miss Italia, w którym zdobyła tytuł Miss Elegancji. Wspierana przez matkę, karierę rozpoczęła od pojawiania się w popularnych wówczas fiumetti – magazynach z ilustrowanymi opowieściami fotograficznymi. Stefano Reda, redaktor naczelny Sogno, nadał jej sceniczny pseudonim Sofia Lazzaro, inspirowany opinią, że jej niezwykła uroda mogła „wskrzeszać umarłych” – nawiązanie do biblijnego Łazarza.
Pojawiła się także m.in. w filmie Quo Vadis (1951) jako statystka, co pozwoliło jej zdobyć pierwsze doświadczenie na planie filmowym. Później producent Goffredo Lombardo zmienił jej pseudonim na Loren – inspiracją był plakat ze szwedzką aktorką Martą Torén. Aby jej imię również nabrało międzynarodowego brzmienia, Sofia stała się Sophią. Kolejny przełom w jej karierze nastąpił w 1953 roku, gdy otrzymała główną rolę w filmie Aida, co umocniło jej pozycję w przemyśle filmowym.
Sofia w krainie Cinecittà

Okres rozwoju kariery Sofii zbiegł się w czasie z odbudową Cinecittà, które wojna potraktowała brutalnie – wszystkie kamery i sprzęt wywieziono na północ, a wielkie hale zamieniono w magazyny niemieckiej broni. Studia filmowe zostały zniszczone przez alianckie bomby, a po wyzwoleniu miasta na ich terenie powstał obóz dla uchodźców oraz centrum operacyjne wojsk amerykańskich.
W oczekiwaniu na wyzwolenie pozostałej części Włoch robotnicy, technicy i aktorzy wyciągnęli kamery ukryte podczas wojny i wrócili do pracy. To właśnie wtedy powstał jeden z pierwszych powojennych filmów – Rzym, miasto otwarte Roberta Rosselliniego. Rozpoczęła się epoka neorealizmu w kinie włoskim. I podczas gdy Rossellini, De Sica i Visconti wychodzili na ulice, by rejestrować rzeczywistość, amerykańskie ekipy filmowe zalewały Włochy hollywoodzkimi produkcjami ukazującymi odmienny obraz świata, w triumfalistycznym duchu. A dzięki ustawie, która zamroziła dochody z amerykańskich filmów, ściągając tym samym pieniądze do Rzymu i tworząc miejsca pracy, Hollywood przeniósł się nad Tybr. A wraz z nim rozpoczęła się filmowa kariera Sofii.
Ważnym punktem w jej życiu zawodowym i prywatnym było nawiązanie współpracy z włoskim producentem Carlo Pontim, który otworzył przed nią drzwi do kariery na pełną skalę. Była jego muzą, a on – jej pierwszym mentorem. Przez długi czas spekulowano o ich romansie, który wywołał skandal, choć bynajmniej nie z powodu 22 lat różnicy wieku – Carlo był wówczas żonaty i miał dzieci, a rozwody we Włoszech były w tamtym czasie nielegalne. Aby móc zawrzeć małżeństwo, w późniejszym okresie oboje postarali się o obywatelstwo francuskie. Ponti był jej mężem aż do swojej śmierci w 2007 roku.
Pracując w Cinecittà, dziewiętnastoletnia Sofia lubiła przechadzać się między planami filmowymi – czuła się jak w krainie czarów. Przemierzając te nowe światy, podpatrywała starszych kolegów, szukając okazji do nauki. Marzycielska i zdeterminowana, cierpliwie czekała na swoją szansę. Wtedy poznała Vittoria De Sikę – uznanego już reżysera i twórcę filmowego autentyzmu – który przywitał ją słowami: „Nasz świat to dżungla, musi pani mieć oczy szeroko otwarte”. Krótka rozmowa oraz wsparcie Carla Pontiego sprawiły, że niedługo po tym spotkaniu Sofia otrzymała rolę w Złocie Neapolu, gdzie zagrała kobietę sprzedającą pizzę. Epizod, w którym wystąpiła, nie przypadł do gustu środowisku katolickiemu – uznano, że jej rola była zbyt zmysłowa i erotyczna. Podobne wrażenie odniosła jej matka, która sądziła, że Ponti zrujnował Sofię, angażując ją do tej roli. Myliła się – ta kreacja otworzyła przed Sophią kolejne drzwi. A za nimi, w 1954 roku, czekał plan filmu Szkoda, że to łajdak w reżyserii Alessandra Blasettiego, na którym po raz pierwszy spotkała Marcella Mastroianniego.
Złoty duet w Commedia all’italiana

Ich chemia na ekranie była natychmiastowa, a wspólna gra przyniosła im rozgłos. Na planie obecny był również Vittorio De Sica, który – podobnie jak oni – pochodził z południa Włoch.
„Spotkaliśmy się z Marcellem po raz pierwszy i natychmiast zakochaliśmy się w sobie. Filmowo, naturalnie. Wciąż pamiętam tę chwilę, gdy go zobaczyłam. Stałam na schodach budynku, w którym mieliśmy kręcić. On znajdował się kilka pięter wyżej i patrzył na mnie. (…) Od razu nawiązało się między nami porozumienie i zrodziła się przyjaźń, która aż do końca pozostała nienaruszona i nieskażona żadnym konfliktem. Poznaliśmy się na planie naszego pierwszego wspólnego filmu, na tle wesołego i pełnego światła Rzymu wczesnych lat powojennych, w którym ludzie znów zaczęli podróżować, jeździć nad morze, kochać się i bawić. Dobrze czuliśmy się ze sobą. Co za para! Prosta, piękna, prawdziwa”.
Działo się to wcześnie, kiedy na tle włoskiego neorealizmu rodził się nowy gatunek filmowy. Commedia all’italiana stanowiła jego tematyczną kontynuację, a jednocześnie wyraźne odejście stylistyczne. Choć oba nurty skupiały się na ukazywaniu rzeczywistości społecznej i losów zwykłych ludzi, commedia all’italiana porzuciła surowy, dramatyczny ton neorealizmu na rzecz ironii, groteski i satyry. Zachowując realistyczne tło i społeczne zaangażowanie, twórcy tego gatunku wykorzystali komedię jako narzędzie krytyki – wyśmiewając wady, hipokryzję i absurdy włoskiego społeczeństwa w okresie dynamicznych przemian. W ten sposób commedia all’italiana stworzyła nową jakość, komentując współczesność w sposób bardziej przystępny, ale nie mniej celny niż jej neorealistyczni poprzednicy.
Od 1955 roku rozpoczął się boom na duet Loren–Mastroianni. Spotkali się ponownie na planie Pięknej młynarki, gdzie Sophia wcieliła się w uwodzicielską żonę młynarza, starającą się uwolnić męża z rąk hiszpańskiego gubernatora. Ich współpraca kwitła, a dzięki sukcesowi poprzedniego filmu, reżyser Alessandro Blasetti kontynuował obsadzanie ich razem, co tylko potęgowało ich rosnącą popularność. W 1956 roku zagrali w Co za szczęście być kobietą, gdzie Loren wcieliła się w Antoniettę Fallari – piękną kobietę, która, wykorzystując urodę, próbuje zrobić karierę w świecie mody. Każdy z tych filmów umacniał ich status jako jednej z najpopularniejszych par filmowych.
W 1963 roku ich talent został doceniony w filmie Wczoraj, dziś, jutro, w którym Loren zagrała trzy zupełnie różne postacie. Wystąpiła też w jednej z najsłynniejszych scen filmowych, wykonując striptiz. Film zdobył Oscara, a duet Loren–Mastroianni został uznany za najpopularniejszą parę włoskiego kina. Scenę tę Sophia powtórzyła trzydzieści lat później w Prêt-à-Porter – mając 60 lat, pokazała klasę, łącząc seksapil z humorem.
W Małżeństwie po włosku, reżyserowanym przez Vittoria De Sikę, Loren stworzyła jedną ze swoich najwybitniejszych kreacji – postać Filumeny, neapolitańskiej prostytutki, która próbuje zmusić swojego kochanka, granego przez Mastroianniego, do małżeństwa. Rola ta przyniosła jej nominacje do Oscara i Złotego Globu, umacniając jej międzynarodową pozycję. Po kolejnych sukcesach powrócili jako duet w 1970 roku, występując w Słonecznikach – opowieści o miłości, wojnie i utraconej tożsamości. Wspólnie z Marcellem stworzyli niezapomniane postacie, które na zawsze zapisały się w historii kina.
Ikona kina światowego
W 1956 roku Sophia Loren wyjechała do Hollywood, by zagrać u boku Cary’ego Granta w filmie Duma i namiętność. Jej angielski nie był wtedy zbyt płynny – kwestii uczyła się, korzystając z zapisu fonetycznego. Bariera językowa nie przeszkodziła jednak w zdobyciu sympatii twórców filmu, a zwłaszcza – serca o 30 lat starszego Granta.
Aktor, romantyk z natury, regularnie zamawiał dla nich kolacje na planie, obdarowywał Loren kwiatami i pomagał jej w nauce języka, wspierając ją również w chwilach zwątpienia. Zakochał się bez pamięci w młodej Włoszce. Loren wielokrotnie podkreślała w wywiadach, że ich relacja była niezwykła i głęboka – Grant był dla niej nie tylko idolem, ale także mentorem. Gdy w końcu się jej oświadczył, stanęła przed trudnym wyborem – czy wybrać jego, czy Carla. „Cary pochodził z zupełnie innego świata, z Ameryki. Czułam, że nigdy do niego nie będę pasować” – wyjaśniła później w wywiadzie dla The Telegraph. Serce podpowiedziało jej, by pozostać przy swojej pierwszej miłości – Carlu. Na pożegnanie Grant wręczył jej bukiet kwiatów.
W 1962 roku Sophia Loren otrzymała Oscara za rolę w filmie Vittoria De Siki Matka i córka, opartym na powieści Alberta Moravii. Wśród jej rywalek znajdowały się takie gwiazdy jak Audrey Hepburn za Śniadanie u Tiffany’ego oraz Natalie Wood za Wiosenną bujność traw. Loren była przekonana, że nie ma szans na wygraną – Włoszka, grająca w włoskim filmie, po włosku? To wydawało się niemożliwe. Zdecydowała się zostać w domu, czując się zbyt zestresowana, by stawić czoła temu wydarzeniu. O nagrodzie poinformował ją telefonicznie Cary Grant. Po latach przyznała, że bała się porażki i wolała przeżyć ją w ciszy, z dala od blasku fleszy. Dla pocieszenia zrobiła to, co zawsze jej pomagało – gotowała. Przyrządziła włoski sos pomidorowy z makaronem i starała się nie myśleć o tym, co działo się w Hollywood. W wywiadzie dla The Telegraph wyjaśniła, że gotowanie dawało jej poczucie bycia w domu, co zapewniało jej bezpieczeństwo i komfort. Drugiego Oscara otrzymała w 1991 roku – za całokształt twórczości.
Dziś Sophia Loren ma już 90 lat, a nadal pojawia się w produkcjach filmowych. Ostatnią z nich był film z 2020 roku, który wyreżyserował jej syn, Edoardo Ponti. Scenariusz powstał na podstawie książki Romaina Gary’ego Życie przed sobą, za którą autor otrzymał Nagrodę Goncourtów. Gdy Sophia opowiada o współpracy z synem, nawiązuje do relacji ze swoim dawnym mentorem i przyjacielem: „Uwielbiam pracować z Edoardo z tego samego powodu, dla którego lubiłam pracować z De Siką – jego oczy za kamerą dają mi siłę i poczucie bezpieczeństwa. Nie odpuszcza, dopóki nie dam z siebie wszystkiego (…), ponieważ wie, do czego jestem zdolna. To prawdziwy dar – pracować z kimś, kto zna cię tak dobrze, jak ty sama”.
Zdjęcia: Wikimedia Commons


