Marta Nieradkiewicz: Cenię spotkania z samą sobą

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Kinga Burzyńska: Marta Nieradkiewicz – oto ona, w swojej własnej osobie! Chociaż w filmie Przepiękne, w którym grasz jedną z głównych ról, wyglądasz inaczej, niż teraz.

Marta Nieradkiewicz: Muszę przyznać, że kiedy zobaczyłam siebie w tym filmie, też się zaskoczyłam. Oczywiście pomogły mi kostiumy i charakteryzacja, ale przybrałam też trochę kilogramów, co w moim przypadku nie jest aż takie trudne, bo ja po prostu kocham jeść.

Film Przepiękne opowiada o sześciu wspaniałych kobietach. Oglądając ten film, zdałam sobie sprawę, że w każdej z nich odnajduję coś z siebie. Myślę, że to właśnie jest siła tej historii. Twoja Magda mierzy się z problemami, które dotykają nas wszystkich – ciebie, mnie, właściwie każdej kobiety.


Reklama

Dokładnie. Gdy po castingu okazało się, że dostałam tę rolę, bardzo się ucieszyłam.

Startowałaś do innej?

Tak. Magda jest mamą – i to mamą w dość wczesnym etapie macierzyństwa. Ma malutkie, półroczne dziecko i trzyletniego syna. Ten temat jest mi bardzo bliski, więc bardzo się ucieszyłam, że mogę być właśnie taką reprezentantką. 

Mam z dwójką małych dzieci.

Z dwójką, z jednym – mam z krótszym i z dłuższym stażem. Są tam bardzo młode mamy, świeżo upieczone, i te, które mają już większe doświadczenie. Bardzo podobał mi się ten scenariusz, bo odsłaniał nieco ciemniejszą, smutniejszą stronę macierzyństwa – to nasze niewyspanie, poświęcenie, które w pierwszych miesiącach jest naprawdę ogromne. Dla mnie to była ogromna zmiana w życiu – moment, gdy pojawia się nowy człowiek.

Za którego jesteś odpowiedzialna w stu procentach.

Tak, w pełni – i ta perspektywa się zmienia. Już nie jestem tylko ja, ale ja i ta druga istota, zawsze. To zupełnie inny rodzaj miłości, wcześniej kompletnie mi nieznany. Dla mnie to był prawdziwy szok. Dlatego bardzo się cieszę, że to nie jest scenariusz opowiadający tylko o tym, jakie to piękne, cudowne i wspaniałe uczucie, ale także o tym, ile kosztuje bycie rodzicem – co trzeba poświęcić, jak trzeba przeorganizować cały świat, jak na nowo poukładać te wszystkie klocki.

Twoja Magda to stereotypowa matka – mąż jej nie pomaga, robi karierę, dostaje awans i ma w nosie to, że ona jest urobiona po pachy, a zawodowo się nie spełnia. Do tego dochodzą problemy z intymnością. Można powiedzieć, że to jeden ze stereotypów. Pozostałe bohaterki prezentują zupełnie inne, także stereotypowe spojrzenia. Jedna przechodzi menopauzę, a na przykład twoja przyjaciółka, grana fenomenalnie przez Martę Ścisłowicz, ma w nosie relacje z mężczyznami – liczy się dla niej tylko seks. To piękne, że razem, we sześć, tworzycie pełny obraz kobiety.

I co ważne, są w różnym wieku, więc to nie jest wycinek życia kobiety na jednym etapie, z jednym problemem czy jedną zmianą. Dzięki temu wachlarz tematów jest dużo szerszy i obejmuje różne aspekty kobiecości. To właśnie w tym lubię – znajduję w każdej z bohaterek jakąś cząstkę siebie, coś, czego się boję, co może mnie jeszcze spotkać, albo coś, z czym zmagałam się, gdy byłam młodsza. Mogę powiedzieć: „Tak, to również był mój problem”.

To, co powiedziałaś, jest naprawdę piękne, bo faktycznie jedna z bohaterek nawiązuje do naszej przeszłości. Na przykład nastoletnia dziewczyna, która zmaga się z pierwszą miłością i trudną relacją z mamą – oglądamy to i wspominamy ten etap naszego życia. A potem myślisz o wczesnym macierzyństwie i mówisz sobie: „Boże, to wszystko już za mną, jak dobrze”.

Ja też tak miałam.

Tak? 

Wiesz co, może dlatego czerpałam tak dużą przyjemność z grania tej roli. Czułam, że to już jest za mną, że teraz wygląda to inaczej. Moja relacja z córką jest już na zupełnie innym poziomie.

Ile lat ma Jaśmina?

Siedem. Wchodzimy na inny level – zaczynają się nowe problemy, ale tamte mam już za sobą.

Możesz spojrzeć na to z zupełnie innej perspektywy. Zwłaszcza że sama jesteś niezwykle zapracowaną mamą. Nie reprezentujesz tych mam, które zmagają się z wyzwaniami związanymi z pozostawaniem w domu.

Nie, ale ja też lubię posiedzieć w domu. Teraz mam rzeczywiście taki czas, że, jak to się mówi, „gonię w piętkę” i jest mi z tym ciężko. Ale już mam zaplanowane, że kiedy ten okres się skończy, wyjeżdżamy. Już wiem, gdzie, wiem na ile – w połowie maja. Bo lubię też po prostu odsapnąć, nic nie robić albo wrócić do regularnego rytmu z moją córką – odprowadzać ją do przedszkola, wracać do domu, zająć się sobą.

Ale wspomniałaś, że teraz masz intensywny czas, dużo pracujesz. Usłyszałam niedawno opinię, że Marta Nieradkiewicz, dotąd kojarzona z kinem artystycznym, nagle po raz pierwszy zagrała w kinie komercyjnym – i to bardzo pięknym kinie komercyjnym. Uważam, że filmy powinno się robić dla ludzi, a tym bardziej cudowne jest to, że to film świetny, który każdy może obejrzeć i znaleźć w nim coś dla siebie. A przy tym wcale nie urąga inteligencji widza – takie mam poczucie. Miałaś problem z tym, żeby wskoczyć w szerszy nurt, czy właśnie tego pragnęłaś?

Wiesz co, z jednej strony bardzo tego pragnęłam. Był moment, kiedy się bałam, że może tego nie udźwignę, że byłam trochę za młoda. Obawiałam się, że to mnie pochłonie, odbierze mi prywatność. Dziś myślę, że to kwestia dojrzałości – wiem, że zawsze mogę postawić granicę albo przynajmniej się o to starać. Ważne jest, żeby wiedzieć, kim się jest, co jest dla nas istotne i na tym się koncentrować. Chciałabym trafić do szerszej publiczności, bo nie ukrywam – robię swoją pracę po to, żeby ludzie mogli ją zobaczyć. To niesamowicie miłe, że teraz spotykamy się przy okazji filmu Przepiękne i mogę powiedzieć: „Jestem z tego mega dumna i zadowolona. Zrobiliśmy coś fajnego, ważnego i pięknego”. Na tym polega mój zawód. 

Otóż to! No i też chodzi o to, żeby się pokazywać, a nie tylko po to, żeby obejrzało to pięć osób, ale jednak na przykład pół miliona albo nawet 700 tysięcy. Jesteś artystycznie związana z Tomkiem Wasilewskim – czy zdarzało się, że konsultowałaś z nim decyzje, na przykład: „Tomek, wziąć tę rolę?”

Nie, ale wiedziałam, że to będzie krok w inną stronę, a ja tego chciałam. Po prostu informowałam moich przyjaciół: „Robię to, robię kino komercyjne”. Odpowiadali: „Okej, no dobra, jak chcesz…”. Ale czułam w sobie, że to dla mnie ważny krok, trochę w innym kierunku.

W filmie casting jest naprawdę świetny. Twojego męża gra Mikołaj Roznerski, a przyjaciółkę – zupełnie inaczej nastawioną do życia – Marta Ścisłowicz. Jest też Hania Śleszyńska i Olaf Lubaszenko jako twoi teściowie. Musiało być frajdą pracować w takim teamie! Choćby scena obiadu – nie chcę spoilerować, ale jest naprawdę urocza i przepięknie zagrana.

Tak, myśmy się naprawdę świetnie bawili! Ja osobiście miałam ogromną frajdę z przyjeżdżania na plan – wiedziałam, że spotkam Martę, z którą przyjaźnię się od wielu lat.

A grałyście wcześniej razem?

Tak, w teatrze. Grałyśmy w Bydgoszczy, w Teatrze Polskim, a potem byłyśmy razem na etacie w Narodowym Starym Teatrze w Krakowie.

Naprawdę? Gdzie wtedy mieszkałyście?

W Krakowie, razem wynajmowałyśmy mieszkanie, miałyśmy dwa osobne pokoje. Marta w jednym, ja w drugim. Ale jeśli chodzi o wspólną pracę przed kamerą, to dopiero teraz miałyśmy okazję zagrać razem.

No to jak wam się razem pracowało?

Super! Mamy już wspólne, przetarte ścieżki, znamy się. Często, gdy aktorzy się nie znają, muszą przełamywać pewne bariery – my tego nie musiałyśmy, więc ta droga do siebie była dużo krótsza. I muszę powiedzieć, że nawet patrząc na nas na ekranie, widać tę bliskość.

Tak, też mam takie wrażenie. Scena, w której Marta przychodzi do ciebie z butelką wina… Nie zdradzając kontekstu – kiedy mówisz do niej ciepłym głosem: „Chodź, wybaczam ci to wszystko”, to czuć, że jest tam coś między wami. A pamiętasz, w jakich spektaklach grałyście razem?

Grałyśmy w Podopiecznych Pawła Miśkiewicza. Grałyśmy też w Bydgoszczy w Trzech siostrach u Pawła Łysaka.

I co grałyście? Irinę i…?

Nie, ja grałam Maszę.

A Marta?

Najstarszą siostrę, Olgę. Potem jeszcze grałyśmy razem w Płatonowie u Mai Kleczewskiej. Jeszcze u Jana Klaty, występowałyśmy w spektaklu o żużlowcach.

No i to wszystko pięknie się przekłada na ekran. A skoro już mówimy o teatrze… Tęsknisz za nim?

Przyznam szczerze, że przez ostatni czas, ze względu na bardzo przykre doświadczenie teatralne – przerwanie prób do spektaklu Heksy w reżyserii Moniki Strzępki – miałam przerwę i w ogóle nie tęskniłam za teatrem. Przez chwilę nawet zastanawiałam się, czy w ogóle chcę do niego wrócić.

A chcesz?

Tak, ale wiesz, mam za sobą kilka trudnych doświadczeń teatralnych i zaczęłam się zastanawiać, czy to jest przestrzeń, w której naprawdę dobrze się czuję. Czy teatr mnie lubi, a ja jego? Wydawało mi się, że chyba bardziej jest mi po drodze z kinem. Ale teraz zaczęłam próby w Teatrze Dramatycznym z Pawłem Miśkiewiczem.

Powrót do korzeni?

Tak, dokładnie. Bardzo lubię pracować z Pawłem. 

A na studiach nie robiliście czegoś razem? Spektaklu, dyplomu?

Nie, bo ja byłam w Łodzi, a Paweł był związany z Krakowem. Po Podopiecznych, które robiliśmy w Teatrze Starym, bardzo dobrze wspominam pracę z Pawłem, więc kiedy zobaczyłam, że jestem w jego obsadzie, było mi… no, po prostu ciężko. Jestem w próbach, ale szczerze mówiąc, nie wiem, co będzie dalej. Mam pewną rezerwę wobec teatru, biorąc pod uwagę moje ostatnie doświadczenia.

Zwłaszcza te przerwane próby do spektaklu Moniki Strzępki. To jednak bardziej kwestia formalna, a artystycznie to już pewnie inna historia. Pamiętam, jak Tomek Kot opowiadał o swoim pierwszym zetknięciu z teatrem w Legnicy, kiedy miał siedemnaście czy osiemnaście lat i poczuł energię sceny. Pytam cię więc pod kątem artystycznym – tęsknisz za tym, czy tak mocno weszłaś w kino, że teatr odszedł na dalszy plan? Co ci tam w duszy gra?

Zaczynam powoli odczuwać tęsknotę. Tęsknię za tym, żeby o 19 stanąć na scenie i zagrać. Teraz, kiedy zaczęliśmy próby, kiedy dostałam tekst, wyobraźnia zaczęła pracować, uruchamiać się, kombinować – i nagle poczułam tę tęsknotę. Przyznaję jednak, że teatr jest dla mnie trudniejszą materią, większym wyzwaniem pod każdym względem. Przed kamerą jest mi łatwiej – jest dla mnie bardziej organiczna, bardziej ją czuję. Może też po prostu dużo lepiej ją znam. 

Jesteś w końcu absolwentką łódzkiej szkoły filmowej.

Dokładnie. Może rzeczywiście więcej zrobiłam przed kamerą niż w teatrze, ale w teatrze też bardzo dużo się nauczyłam. To praca niezwykle intensywna, często bardzo intelektualna, a pod względem artystycznym niezwykle rozwijająca. Mam do tego ogromny szacunek, ale myślę, że muszę jeszcze trochę odczekać.

Żeby kurz opadł?

Tak, żeby kurz opadł i żebym mogła na nowo zbudować jakąś nową, czułą relację z teatrem.

A póki co – masz telewizję.

Prawda! Teraz będę w telewizji.

I to nie jako dziennikarka, tylko aktorka, która zabiera nas w podróż. 

Tak! To naprawdę szalona sytuacja w moim życiu. Pierwszy raz przydarzyło mi się coś takiego – dostałam propozycję stworzenia autorskiego programu, w którym będę prowadzić rozmowy z ludźmi kina. Będzie to seria spotkań z aktorkami, które zabiorę w różne miejsca – wyruszamy w podróż i rozmowę. Szczerze mówiąc, Kinga, sama nie wiem, co z tego wyjdzie.

Ja bardzo mocno trzymam kciuki! Jesteś już po pierwszych nagraniach? Program ma już tytuł? Możemy o tym mówić?

Wiesz co, cały czas nad tym pracujemy. Może to będzie Cykl rozmów Marty Nieradkiewicz: aktorki? Nie wiem, wciąż się nad tym zastanawiamy.

Poczekaj, ale to znaczy, że w tę podróż zabierasz tylko swoje koleżanki-aktorki?

Niekoniecznie.

Czyli czasami też takie, których nie znasz? To musi być fascynujące – poznać kogoś, dowiedzieć się czegoś o osobie, której wcześniej się nie spotkało.

Tak, ale zabieram przede wszystkim aktorki, które mnie fascynują, które miały duży wpływ na mnie jako aktorkę, które mnie inspirują i są dla mnie autorytetem. Ale też takie, których nie znam albo znamy się tylko przelotnie – na zasadzie „cześć”, bo spotkałyśmy się raz w pracy albo nawet i wcale. Więc jest i tak, i tak.

No to kto wywarł największy wpływ na Martę Nieradkiewicz jako aktorkę? Kto jest dla ciebie autorytetem?

Na pewno wielkim autorytetem jest dla mnie Krystyna Janda.

Ale póki co jej nie ma?

Tak, póki co jej nie ma. To dla mnie naprawdę duży autorytet. Bardzo cenię też Danutę Stenkę, Magdę Cielecką, Małgosię Hajewską-Krzysztofik. Kiedy przygotowywałam się do tego programu, jeszcze bardziej doceniłam waszą pracę, pracę dziennikarzy – cały ten research, poszukiwanie, zastanawianie się nad tym, o co tak naprawdę chcę zapytać, czego chcę się dowiedzieć, jak nie powielać pytań, znaleźć w tym swoją własną ścieżkę. To też jest niezłe wyzwanie. W pewnym sensie jesteście trochę jak śledczy, jak detektywi.

Dla mnie zawsze wyzwaniem jest rozmowa – umiejętność słuchania, nie tylko zadawania pytań. To jest coś, co traktuję jako swoje zawodowe motto – naprawdę słuchać i reagować na to, co ktoś do mnie mówi. Czerpię z tego bardzo dużo i wydaje mi się, że to jest niezwykle interesujące. Ale zatrzymajmy się na chwilę przy Magdzie Cieleckiej. Powiedziałaś, że jest dla ciebie autorytetem, a jednocześnie ostatnie dwa lata to także film Lęk, w którym razem zagrałyście. Opowiada trudną historię dwóch sióstr. Czy ta współpraca was do siebie zbliżyła?

Ja w ogóle mam z Magdą bardzo ciekawą historię. Miałam siedemnaście lat, pojechałam na festiwal do Gdyni i zobaczyłam film Egoiści Mariusza Trelińskiego. Magda zagrała tam niesamowitą, bardzo odważną rolę. Totalnie się w niej zakochałam. Pamiętam, że byłam wtedy z moją panią profesor z liceum i powiedziałam: „Właśnie taką aktorką chcę być!”I wiesz, to jest coś niesamowitego, że dziś mam 42 lata i mogę powiedzieć, że zagrałam z Magdą w dwóch filmach.

Najpierw w Zjednoczonych stanach miłości

Tak, najpierw w Zjednoczonych stanach miłości, a potem w Lęku Sławka Fabickiego. I odkąd zagrałyśmy te siostry w Lęku, mogę powiedzieć, że się przyjaźnimy. Ten film, ta wspólna podróż bardzo nas do siebie zbliżyła. To historia dwóch sióstr, które jadą do Szwajcarii – jedna z nich jest terminalnie chora i chce poddać się eutanazji. To był dla nas obu niezwykle ważny projekt – myślę, że mogę to powiedzieć także w imieniu Magdy – zawodowy, ale też osobisty.

Czyli w wieku siedemnastu lat postanowiłaś, że chcesz być jak Magdalena Cielecka. Po prostu stawiasz sobie cel i do niego dążysz?

Tak,kiedyś tak było. Rzeczywiście, ja sobie to aktorstwo wymyśliłam. Byłam bardzo młoda, gdy podjęłam decyzję, że zostanę aktorką i włożyłam w to naprawdę dużo pracy. Nie mogę powiedzieć, jak niektóre koleżanki, że to się po prostu przytrafiło – że ktoś gdzieś poszedł i one poszły przy okazji, albo że się zakochały i jakoś tak wyszło. To są świetne historie, ale moja była inna. Ja podeszłam do tego po harcersku – postawiłam wszystko na jedną kartę. Teraz mam swoje marzenia i będę je realizować, ale otworzyłam się bardziej na to, co przynoszą mi ludzie, spotkania, rozmowy. Ktoś zaproponował mi poprowadzenie autorskiego programu o kinie i pomyślałam: „Kurczę, mam 42 lata, czemu nie zaszaleć? A jak się nie uda?”. No trudno. W życiu wiele rzeczy się nie udaje. Ale może się uda, więc czemu nie spróbować? 

Masz teraz więcej ciekawości niż stawiania na swoim i dążenia do celu?

Tak, dokładnie. Na przykład, gdy pojawiła się ta propozycja związana z programem –może dziesięć lat temu powiedziałabym: Nie, bo mam plan, chcę wyjechać za granicę, muszę się tego trzymać. Myślę, że wtedy mogłoby tak być. A dziś podchodzę do tego inaczej.

Czyli dajesz sobie więcej swobody? Nabrałaś pewności siebie? Masz większy dystans, więcej luzu? A kiedyś byłaś taką piątkową uczennicą?

Tak, dokładnie!

A w życiu prywatnym też tak masz?

Tak, teraz mam taki czas. W ogóle nie mogłam się doczekać swoich czterdziestych urodzin. Nie wiem dlaczego, ale mocno się przywiązałam do tej myśli, że ta czwórka coś zmieni, coś otworzy. I szczerze mówiąc, ja na to naprawdę ciężko pracuję. Jestem w terapii, staram się zmieniać pewne rzeczy w sobie. Więc myślę, że to nie tylko kwestia afirmacji na „czwórkę”, ale też realnej pracy, jaką w to wkładam. Ale rzeczywiście coś się we mnie zmieniło – mam wrażenie, że nawet luźniej mi się wstaje rano. Nie mam już tych zaciśniętych pięści i tej woli walki za wszelką cenę. Bardziej czekam na to, co przyniesie dzień – i czuję się z tym lepiej. Lżej mi, więcej się uśmiecham. Mam wrażenie, że inaczej podchodzę do pewnych rzeczy, że bardziej przyjmuję świat takim, jaki jest. I dostrzegam, że może mi przynieść coś fajnego i dobrego.

Boisz się czegoś w związku z tym?

Że to się skończy. Że to nastawienie mi minie (śmiech). 

Boisz się, że pewnego dnia wstaniesz i nie będziesz już taka luźna?

I że będę smutna. 

Ale pamiętam, że kilka lat temu spotkałyśmy się przed twoją czterdziestką. Robiłyśmy wtedy Światła na do Dzień Dobry TVN i rzeczywiście miałaś w sobie więcej smutku. Ale może dlatego, że – wracając do Przepięknych – Jaśmina była…

… mała (śmiech).

Może to właśnie dlatego, że musiałaś zmieniać więcej pieluch. 

Może, ale ja naprawdę bardzo cenię te – jak je nazywam – spotkania z samą sobą. Tak nazywam tę wewnętrzną rozmowę, terapię. Ta praca, to tempo… to też moment, żeby się zastanowić nad sobą, nad różnymi rzeczami. Widzę w tym jakiś krok do przodu.

A dbasz o swoje zdrowie i odżywianie? Bo nie wszyscy wiedzą, że miałaś sportowy epizod w karierze. Czy ta dyscyplina nadal w tobie jest?

W ogóle dyscyplina, a zwłaszcza samodyscyplina, to dla mnie trudny temat. Ale jak muszę, to muszę. Wiesz, jeśli mam motywację… Na przykład ostatnio przygotowywałam się do filmu, do którego zdjęcia zaczęłam chwilę temu.

Możemy o nim powiedzieć coś więcej?

To duża, międzynarodowa koprodukcja, z której bardzo się cieszę, ale jednocześnie trochę mnie stresuje. Przygotowuję się do tego filmu i kiedy mam motywację, kiedy wiem, że muszę coś zrobić, to jest mi łatwiej. Wiesz, na przykład przygotować sobie jedzenie zamiast kupować przypadkową bułkę w sklepie, bo zapomniałam czegoś zjeść. Dzisiaj wstałam wcześniej, zrobiłam jedzenie – i od razu jest mi łatwiej. Ale jak skończą się zdjęcia, to pewnie powiem: „O, dawno nie jadłam makaronu” i wtedy na pewno się na niego skuszę. Wiem, że tak będzie. Ale no cóż… w życiu nie można mieć wszystkiego.

Nie musisz być ideałem, tym bardziej że już wiemy, że teraz częściej się uśmiechasz i budzisz się z większym luzem. A zawodowo? Czy przygotowując się do tej roli, masz jakieś konkretne oczekiwania lub marzenia? Bo wiesz, filmy Sławka Fabickiego i Tomka Wasilewskiego to produkcje, w których twoje postaci były emocjonalnie bardzo wymagające. Rozmawiałyśmy o tym, że taki ciężar zostaje w człowieku i trzeba go potem przepracować. Wasza praca to trochę operowanie na otwartym sercu i organizmie. To zależy od podejścia, ale ty jesteś raczej osobą emocjonalną. Czy masz momenty, kiedy chcesz odpocząć – myślę tu na przykład w kontekście Przepięknych – czy jednak czekasz na coś intensywnego, jak Lęk?

To wszystko zależy od scenariusza. Dla mnie gatunek nie jest kluczowy, choć przyznaję, że tęskniłam za komedią i chciałam jej spróbować. To jest zupełnie inne wyzwanie, inny sposób grania, operowania emocjami. Brakowało mi tego w moim zawodowym życiu. Ale ostatecznie wszystko zależy od scenariusza – jeśli widzę w nim potencjał, to się nie zastanawiam, czy ostatnio grałam w smutnych produkcjach. Był jednak moment, kiedy czułam się zmęczona tym, że ciągle gram w dresie, zapłakana, zmęczona, biedna… Miałam myśl: „Ile można?”. Przecież mam ogromne poczucie humoru! Ale przyznam, że ostatnie dwa lata były dla mnie bardzo łaskawe i różnorodne.

A czy jest coś, o czym możemy już powiedzieć? Coś, co już nagrałaś i czeka na swoją premierę? 

Tak, to coś zupełnie innego. Nowy film Łukasza Grzegorzka, thriller erotyczny. Tutaj znowu pokazuję swoją kobiecą stronę – myślę, że do tej pory niezbyt eksponowaną w kinie.

Thriller erotyczny! Czyli tym razem kobieta absolutnie wyzwolona?

Otwarta, wyzwolona, szalona, impulsywna… Taka, która idzie za swoimi potrzebami i pragnieniami. Gram z Marcinem Czarnikiem. Gra też z nami bardzo fajnym debiutant– Mieszko Chomka, student reżyserii.

Czyli stanowicie taki thrillerowy trójkąt?

Nie mogę zdradzić, co tam się dzieje.

Ale masz trudne sceny seksualne? Nie bałaś się?

Bałam się. Nie jestem typem ekshibicjonistki, ale scenariusz był świetny. Poza tym jest tam też sporo czarnego humoru, a ja to lubię. No i trudno było powiedzieć „nie”, gdy zobaczyłam taką rolę.

Tym bardziej, że takich kobiecych ról pragniemy. A rozumiem, że to wokół niej kręcą się ci dwaj mężczyźni?

Można tak powiedzieć… na potrzeby dzisiejszej rozmowy.

Fot. Dominika Scheibinger

Reklama

POLSKA SIĘGA KOSMOSU! | dr inż. Adam Okniński i Michał Pakosz

Od lotnictwa do technologii kosmicznych. Z okazji 100-lecia Łukasiewicz – Instytutu Lotnictwa Karol Wójcicki rozmawia z dr inż. Adamem Oknińskim i Michałem Pakoszem o polskich rakietach, technologiach kosmicznych i tym, czy Polska może mieć własny dostęp do orbity. Witamy w nowym programie na naszym kanale #zGłowąWGwiazdach.

POZNAJ GHANĘ POPRZEZ SZTUKĘ | Wojciech Zaremba i Angelika Balbuza

Angelika Balbuza w rozmowie z Wojciechem Zarembą – fotografem, którego mogliście już poznać na łamach naszej strony. Wspólnie organizowaliśmy wystawę fotograficzną prezentującą kadry prosto z Ghany. Tym razem Wojtek odwiedził nasze studio, aby zaprosić Was na kolejne wydarzenia. Widzimy się już 15 czerwca w Warszawie (Stratos Office Center, ul. ks. J. Skorupki 5 w Warszawie).