Polska gastronomia w większych miastach przeżywa ewidentny rozkwit. I nie, nie chodzi tylko o kebaby otwierające się co sto metrów. Powstaje coraz więcej różnorodnych konceptów, które czasem chcą wydawać się czymś więcej, niż są. A więc i brać za to więcej pieniędzy. Spójrzmy więc na aktualne trendy i zastanówmy się: to jeszcze cool pomysł czy już skok na nasze portfele?
- trend: talerzyki
Sharing is caring, wiadomo. W końcu ko nie lubi przyjść w grupie znajomych do knajpy i popróbować różnych smaków, a nie tylko ograniczać się do jednego, wybranego dania? Problem pojawia się w momencie, gdy widzicie ceny w menu, a tam za talerzyk kwoty jak za talerzysko. Trzydzieści, a nawet czterdzieści złotych za trochę hummusu z falafelem, mini-grzaneczkę z pomidorem czy kawałek bakłażana to standard w modnych miejscach. I o ile nie mam problemu z tym, by wydać więcej na coś, co naprawdę zatańczy salsę na moim podniebieniu, tak płacić kilkadziesiąt złotych za tapasy, które w swojej idei mają być niezobowiązującymi przekąskami do wina, to już trochę przesada.
Dlatego albo zaserwujcie mi coś naprawdę wow, albo obniżcie ceny, by przystawały wielkością do owych talerzyków.
werdykt (skok na kasę czy cool trend): to zależy

2. trend: kawiarnie speciality
Polacy pokochali kawę. Dobrą kawę. Kawiarnię typu speciality wyrastają nam więc jak grzyby po deszczu. I to jest super, w końcu pociągowa lura mało komu służy. Tylko dlaczego ceny nie tylko maksymalnie jakościowej, ale po prostu jakiejkolwiek kawy w polskiej kawiarni, osiągają kwoty typu 20 zł za cappuccino? Czy naprawdę muszę obrabować bank, żeby chwycić w biegu kubek pełen kofeiny? Albo kupić do domu torebkę kawy z polskiej palarni (bo ceny tychże też systematycznie rosną, a gramatura w niektórych przypadkach… spada)?
I tutaj ponownie – mogę zapłacić za jakość premium. Rozumiem też problemy z eksportem kawy, wzrost ceny surowca itd. Niemniej we Włoszech, Hiszpanii czy Portugalii za niezłe espresso zapłacę 1-1,5 euro. Za cappuccino muszę dorzucić do tego pięćdziesiąt centów bądź kolejne euro. Dlaczego więc kawa w przeciętnej polskiej kawiarni kosztuje dwa razy tyle? Nie wspomnę już nawet o cenach w sieciówkach, które przybliżają kawowe posiedzenie do ceny restauracyjnego lunchu.
werdykt: skok na kasę, zwłaszcza w sieciówkach

3. trend: jesteśmy tacy nowocześni, więc mamy mleko roślinne do kawy… za +3 zł
Bardzo cieszy mnie coraz szersza dostępność alternatyw roślinnych do kawy. Napój owsiany, sojowy, migdałowy, ryżowy – do wyboru, do koloru. Problem znowu pojawia się przy… cenie. Jeszcze kilka lat temu zrozumiałabym wyższą dopłatę za taką „fanaberię”. Ale obecnie, gdzie przeciętny konsument może dorwać w promocji roślinne mleko właściwie w cenie krowiego, to czy naprawdę 3 zł w kawiarni to uczciwy deal? Tym bardziej że są miejsca, które nie mają takich opłat i nie wydają się bliskie bankructwa…
Przykład? Wrocławska Kanapa współpracuje z marką Oatly, a ich palarnia wypuściła nawet kawę dedykowaną piciu właśnie z tym napojem roślinnym. A w warszawskim Kubusiu dopłacasz, ale… za mleko krowie. Da się? Da się.
werdykt: skok na kasę

4. trend: DJ coffee sety
Co powiecie na tupanie nóżką nie w jakimś ciemnym, parnym klubie o 4 nad ranem, a do porannej kawy? I nie, nie mam na myśli afterów pełnych imprezowych niedobitków. Od miesiąca i do Polski dotarł trend coffee setów – czyli imprez z DJ-em w kawiarniach. Wydarzenia te coraz skuteczniej zapełniają co modniejsze miejsca, wpisując się też w trend zabawy na trzeźwo. No i w końcu osoby po trzydziestce mają imprezy, na których nie przysypiają – czyli same plusy!
werdykt: cool (bo zazwyczaj za darmo 😉 )

5. trend: merche knajp
Każda cool miejscówka musi mieć swój cool merch. Bluzę, T-shirt, czapkę czy płócienną torbę. I doskonale rozumiem zamysł – klienci stają się w ten sposób naturalnymi ambasadorami marki, mimochodem promując ją na ulicach i przy okazji zwiększając też swoją lojalność w stosunku do ulubionego miejsca.
To, co jednak doceniam, to gdy za tym idzie jakiś pomysł. Kreatywne hasło, fajny design, jakość odpowiadająca cenie. Bo, jak zwykle, rozchodzi się tu o pieniądze. Basic T-shirt z nazwą kawiarni za 120 zł nie brzmi zbyt racjonalnie i, no właśnie, wydaje się… skokiem na kasę.
werdykt: to zależy
Na koniec życzę Wam, żeby gastro trendy okazywały się jak najczęściej tym, czym mają być: rozkoszą dla kubków smakowych i powiewem świeżości w świecie kebabów, pizzy neapolitańskiej i iced matchy.


