Agnieszka Grochowska – Musimy Umieć Stanąć za Sobą

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Kinga Burzyńska: Agnieszko, zagrałaś niedawno w filmie „Brat” w reżyserii i według scenariusza Macieja Sobieszczańskiego. Grasz w nim matkę dwóch chłopców. Spotkałam na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni jednego z tych młodych aktorów i powiedziałam mu, że obaj są bardzo zdolni.

Agnieszka Grochowska: Są wspaniali. Kilka osób pytało mnie wtedy, czy jestem ich agentką, bo tak ich chwalę i opowiadam, jacy są wspaniali — aż zaczęli podejrzewać mnie o jakieś…

Kumoterstwo? (śmiech)


Reklama

Coś w tym rodzaju. A ja robię to zupełnie bezinteresownie – z czystego przekonania i z wiedzy, bo oni naprawdę są wspaniali.

Skąd oni się wzięli?

Zostali odnalezieni przez Maćka. Na szczęście pewne rzeczy jednak z czegoś wynikają, a nie są przypadkowe. To nie było tak, że ktoś podesłał trzy osoby i akurat dwóch z nich okazało się właściwymi chłopcami – tak to się nie odbyło. Maciek przez osiem miesięcy szukał ich w szkołach judo, w klubach i na zawodach. Jeden z bohaterów jest zawodnikiem, i to bardzo dobrym, więc trzeba było znaleźć chłopca, który naprawdę trenuje ten sport. Właśnie w ten sposób Maciek trafił na Filipa Wiłkomirskiego, który jest obecnie mistrzem Polski w judo w swojej kategorii wiekowo-wagowej.

A przy okazji bardzo utalentowany aktorsko.

Właśnie. Jest też niezwykle świadomym, czujnym, czułym i spostrzegawczym młodym człowiekiem – momentami aż onieśmielającym.

A jego filmowy brat?

Nasz kochany Tytus Szymczuk. Oni już trochę urośli. Filip ma teraz piętnaście lat i jest właściwie innym człowiekiem. Tytus miał dziesięć lat, a teraz ma prawie trzynaście. Jest naszym najukochańszym szatanem – ma niesamowitą energię, którą zresztą widać w filmie. Widać też chemię między nimi.

Tak. I nie chodzi tylko o relację z matką, która jest trudna i skomplikowana, ale właśnie o energię między nimi – fantastycznie zbudowaną.

Filip gra Dawida, a Tytus — Michała. W filmie widzimy, że starszy brat bardzo opiekuje się młodszym. Ciekawe było to, że kiedy kamera była wyłączona i padało „stop”, Filip wcale nie zmieniał swojego stosunku do Tytusa. Naprawdę się nim opiekował.

Jest taka scena, w której chłopcy śpią razem w łóżku. Widzimy ujęcie z góry – i oni naprawdę śpią. To było upalne lato w Żyrardowie, sierpień 2023 roku. Chłopcy byli po prostu zmęczeni i zasnęli w trakcie przerwy. Później oczywiście zapytano ich, czy możemy użyć tego ujęcia w filmie, bo to jednak bardzo osobista sytuacja. Oni nie grali, po prostu spali. Chłopcy łaskawie zgodzili się, by wykorzystać to nagranie.

I to też coś pokazuje — tę więź między nimi, która de facto została. Ma ona swój początek w Maćku, który traktował ich z ogromnym szacunkiem.

I z czułością.

Tak, ale byli też traktowani bardzo poważnie.

Zastanawiam się, dlaczego zdecydowałaś się na ten scenariusz. Sama jesteś matką dwóch chłopaków. Podejrzewam, że twoja relacja z nimi jest zupełnie inna, a tutaj mamy relację bardzo trudną. Dla mnie jako widzki ta matka była… nie powiem, że zła, ale bardzo niewygodna. Było mi szkoda tych chłopców, szkoda było mi też jej. Oglądałam ten film i czułam taki emocjonalny dyskomfort. Zastanawiam się, jak się coś takiego gra.

Miałam to szczęście, że już wcześniej znałam Maćka – wiedziałam, jak świetnym jest scenarzystą. Rozmawialiśmy kiedyś o zupełnie innym filmie, kilka lat temu, i wtedy przyszedł do mnie z tym scenariuszem, właściwie z pomysłem na ten film. I trochę wiedziałam, że nie mogę w nim nie zagrać. Znając go jako człowieka, twórcę i scenarzystę…

Pamiętam też, że kiedyś zostałam zaproszona do Szkoły Wajdy. Graliśmy tam sceny z filmów Krzysztofa Kieślowskiego – zajęcia były prowadzone dla jego studentów. To była niby drobna rzecz: przychodzisz na dwie, trzy godziny i pracujesz nad scenami. Ale poziom analizy tekstu, sposób prowadzenia studentów, to, że nic nie było traktowane powierzchownie… To na mnie działa jak narkotyk. Takie spotkania z twórcami są niezwykle cenne.

I nieczęste.

Właśnie. Maciek przyszedł wtedy z tym scenariuszem. Pierwszy raz czytałam go chyba w 2019 roku, kiedy miałam jeszcze bardzo małe dzieci – około trzyletnie i siedmioletnie. Musiałam do tego długo dochodzić, bo naprawdę nie wyobrażałam sobie, jak mam zagrać niektóre sceny.

Które na przykład?

Nie chcę zdradzać fabuły, ale chodziło między innymi o sceny wymierzania dzieciom kar cielesnych. I to nie symbolicznie, tylko naprawdę — przy użyciu różnych przedmiotów. Dla mnie trudność polegała na tym, że ja — tak rozumiem ten zawód — kiedy gram, próbuję naprawdę uwierzyć, że tam jestem, kiedy tam jestem. Kiedy zapala się czerwona lampka, jestem w tej sytuacji. 

I wtedy pojawia się pytanie: co musi się stać z człowiekiem, żeby był w stanie uderzyć własne dziecko? Jak bardzo musi być słaby, jak bardzo musi czegoś nie rozumieć, jak bardzo życie musi go przycisnąć i podciąć skrzydła? I co potem dzieje się z nim samym? To jest wielopiętrowe doświadczenie — bo ja gram tę postać i przepuszczam ją przez siebie. Co przeżywa ta postać, której daję życie? Co potem przeżywam ja, kiedy scena się kończy? 

Czasem myślałam, że ta moja wewnętrzna walka była częścią pracy nad tą rolą. Bo żeby ją zagrać, trzeba było uwierzyć, że w pewnych okolicznościach, w jakimś życiu można byłoby być taką osobą. Najważniejsze było to, żeby tej postaci nie oceniać.

Tak, żeby jej nie oceniać. Bo ja przez cały film próbowałam ją zrozumieć. Ona jest bezradna. Jest uwikłana w sytuację, w której jej mąż siedzi w więzieniu. Ona sama wychowuje synów i to nie jest łatwe.

Nie jest. Chłopcy też są momentami rozbrykani do granic możliwości.

Jeden z nich ma ogromne ambicje, żeby zostać judoką, a ona sama jest uwikłana w różne okoliczności. To matka pozostawiona sama z chłopcami, którzy wiedzą, że ich ojciec jest w więzieniu, ale nie do końca rozumieją dlaczego.

Myślę, że Maćkowi bardzo zależało na tym, żeby to nie była historia, na którą patrzymy z bezpiecznej odległości. Nie chodziło o to, żeby widz powiedział: „Boże, ja jestem zupełnie inny, mnie to nie dotyczy”. Chodziło o to, żeby znaleźć w tej postaci coś takiego, co pozwala pomyśleć: w pewnych okolicznościach ja też mógłbym znaleźć się w takiej sytuacji. Można aż tak bardzo czegoś nie rozumieć. Między rozumieniem a nierozumieniem jest bardzo cienka granica.

Czasem jedno zdanie od drugiej osoby może otworzyć jakieś przestrzenie, w których jesteś w stanie dokonać progresu jako człowiek – ale czasem to się po prostu nie wydarza, z różnych powodów. Czasem możesz nie spotkać właściwych ludzi. Możesz po prostu pójść w lewo zamiast w prawo – taki jest los człowieka.

To są bardzo skomplikowane rzeczy, które w życiu bierzemy pod uwagę, ale poza tymi dywagacjami po prostu próbujemy żyć. A sztuka ma to do siebie, że daje nam możliwość analizowania takich sytuacji. Czasem wydaje mi się, że ta walka, którą miałam jako osoba — która nie godzi się z tym, co robi moja postać – w filmie gdzieś jest obecna. Ten ból, że ona to zrobiła, tworzy bardzo ciekawą mieszankę. To jest bardzo niejednoznaczne: jak wielki problem ma ta osoba z tym, że znowu nie dała rady, znowu okazała się słaba. Ona chciałaby te problemy rozwiązać inaczej, ale nie widzi innego wyjścia. Ona też wie, że nie powinna się tak zachowywać.

Dla mnie bardzo poruszająca jest scena, kiedy w ekstremalnej sytuacji ona przytula w łazience syna, bardzo płacze i mówi, że go kocha. Ja najbardziej trzymam się właśnie tego momentu, bo myślę sobie: przecież ona, jak każda matka, kocha swoje dzieci jak szalona.

Właśnie to wydaje mi się bardzo ciekawe w tym filmie. Czasem w sztuce stosuje się skrót – rzeczywistość jest trochę popychana w jakąś stronę, podporządkowana jakiejś idei. A tutaj to się trochę wymyka. Z jednej strony mamy poczucie, że ta kobieta zachowuje się nie w porządku, ale z drugiej strony nie można jej odmówić jednego: ona naprawdę kocha swoje dzieci. I to widać na ekranie. Ta ambiwalencja wydaje mi się bardzo prawdziwa.

Też mam takie poczucie. A to, o czym mówiłam wcześniej – o tej niewygodzie – sprawiło, że zaczęłam się zastanawiać nad sobą. Czy ja się kiedyś tak nie zachowałam? To niesamowite, bo myślę, że każdy rodzic, zwłaszcza matki, może przepuścić tę historię przez własne doświadczenia.

Jesteśmy tylko ludźmi. Mam też inne przemyślenie. Rozumiem, że ta bohaterka w wielu momentach nie zachowuje się najlepiej. Z drugiej strony pomyślałam o czymś takim: ja sama bardzo często próbuję ochronić moje dzieci przed wszystkim. A teraz, kiedy są starsze, zaczynam dochodzić do wniosku, że powinnam trochę skorygować swoje zachowanie. Nie chodzi o to, żeby nagle rzucić je na głęboką wodę i nie sprawdzać, czy w basenie jest woda.

Ale zaczynasz się zastanawiać, czy nie jestem nadopiekuńcza, czy nie próbuję stworzyć im idealnego świata.

W pewnym momencie myślisz: przecież robię wszystko dobrze. Poprawiam błędy, zabezpieczam różne rzeczy. Tylko że świat i tak wygląda tak, jak wygląda. My sami przez całe życie mierzymy się z przeciwnościami, z porażkami, z nieuprzejmością innych ludzi. Musimy umieć stanąć za sobą. I skąd ta siła ma się wziąć?

Bardzo podoba mi się w tym filmie również to, że akcja dzieje się w Żyrardowie. Znów zaglądamy do zwykłego, polskiego życia – nie do żadnej wydmuszki, tylko do małej kuchni, do rozsypanego cukru, do chleba z masłem i żółtym serem. Do tego, że chłopcy śpią razem w jednym pokoju.

Przecież tak często właśnie wygląda rzeczywistość. I nie ma nic złego w kawałku chleba z żółtym serem ani w pytaniu: waniliowy czy czekoladowy budyń? Gdyby tak czasem się zatrzymać i po prostu zjeść budyń – powiedzmy czekoladowy – i przez chwilę pobyć w tej zwyczajnej chwili, jest w tym jakaś mądrość. Po prostu piętnaście minut na jedzenie budyniu. Ja bym o tym marzyła.

A wolisz waniliowy czy czekoladowy?

Chyba musiałabym zrobić mieszany (śmiech).

Jesteś teraz cały czas w procesie, w pracy. Można powiedzieć, że jesteś aktorką od zadań specjalnych. Spotykałyśmy się wiele razy przy okazji sportu czy scen walki – ćwiczyłaś choćby do filmu „Dzień matki”. Teraz masz kolejne wyzwanie. Co trenujesz i czym obecnie – jako aktorka – się zajmujesz?

Teraz ćwiczę różne chwyty i ciosy nożem. Okazuje się, że to dość męczące, kiedy uczysz się czegoś nowego. Znowu musisz zaangażować umysł i ciało, żeby opanować przerzucanie noża z jednej pozycji do drugiej i wykonywać nim różne ruchy. To jest bardzo zabawne, bo czasem, kiedy mnie uczą, myślę sobie: „O, świetnie, przyjdę i zaimponuję dzieciom”. Wszystko wydaje się szalenie proste, kiedy na to patrzysz – tu trzymasz nóż, tu wprawiasz go w ruch, zaczyna się kręcić, potem odwracasz i już masz go w innej pozycji. Wygląda to tak, jakbyś była super profesjonalistką.

Będziesz tam złą kobietą?

Nie. Będę ścigała złych ludzi i zagram kobietę, która zna się na rzeczy. Trochę się oczywiście śmieję, ale nie o to chodzi — staramy się, żeby nie tworzyć bohaterki, która jest jak mężczyzna. Chcemy, żeby to była kobieta, która naprawdę jest profesjonalistką: wie, co robi, umie to robić i nie musi nieustannie niczego nikomu udowadniać.  

Jest dobra, dlatego może być w tym zespole. Po prostu jesteśmy już zmęczeni tym udowadnianiem i chcielibyśmy, żeby to była sytuacja, w której ona po prostu jest. Nie musi nikomu nic udowadniać. Jest dobra w tym, co robi – albo przynajmniej wystarczająco dobra – i to jest świetne.

To jest też trochę temat rodzicielstwa i bycia matką, od którego zaczęłyśmy. Czasami warto odpuścić i być trochę bardziej wyrozumiałym dla siebie, nawet w kontekście tego, co sama powiedziałaś o sobie i o swoich przemyśleniach.

Byłoby nieźle. I w sumie może to nie jest aż takie trudne, prawda?

Fot. Paulina Pawłowska

Reklama

Paris Fashion Week bez dużego budżetu — czy to w ogóle możliwe?

W tym odcinku Ranita Sobańska rozmawia z Bożeną Janisiw, dla której wprowadzanie marek na Fashion Week to codzienna praktyka, a nie bariera nie do przejścia. Rozmawiamy o tym, jak naprawdę wygląda wejście na PFW od kulis, gdzie warto inwestować, a gdzie marki tracą pieniądze, oraz co realnie daje obecność w Paryżu — czy to sprzedaż, PR, czy tylko wizerunek.

LUBIĘ SPĘDZAĆ CZAS W SWOJEJ GŁOWIE | Marianna Zydek i Alicja Pruszyńska

Alicja Pruszyńska rozmawia z Marianną Zydek – aktorką filmową i teatralną. Marianna odwiedziła studio #anywhereTV, gdzie w szczerej rozmowie z naszą redaktorką opowiedziała o kulisach zawodu, swoich początkach oraz drodze rozwoju w branży. Czy istnieje recepta na sukces? Jak podejmować trafne decyzje i wybierać wartościowe projekty? O tym wszystkim usłyszycie w naszej rozmowie.

ADHD u Kobiet. Dlaczego tak późno je rozpoznajemy? – Magdalena Daniłoś | Mentalne Espresso

Magdalena Daniłoś jest przedsiębiorczynią i mentorką, która pracuje głównie z kobietami nad rozwojem, sprawczością i odzyskiwaniem energii. W tej rozmowie opowiada o ADHD u kobiet, o późnych diagnozach, o życiu w skrajnościach i o tym, dlaczego można jednocześnie świetnie radzić sobie zawodowo, a kompletnie nie mieć siły na najprostsze codzienne rzeczy. Pojawia się też temat lęku, odwagi i działania mimo strachu, a także bardzo ważna myśl, że rozwój nie dzieje się od samego rozumienia siebie, tylko od małych kroków, które naprawdę zaczynamy wdrażać.