Rzym lat 60. przyciągał aktorów, reżyserów i producentów, a w Cinecittà powstawały filmy, które kształtowały wyobraźnię europejskiego i amerykańskiego kina. W tym czasie Federico Fellini nakręcił La Dolce Vita, film, który stał się ikoną stylu i estetyki epoki. W tym środowisku pojawił się młody Valentino Garavani, projektant, którego wyczucie formy i krawiectwo, częściowo kształtowane przez fascynację kinem, wniosło nową jakość do włoskiej mody. Zmarł w styczniu 2026 roku w Rzymie, pozostawiając po sobie dziedzictwo, które przez dekady miało wpływ na współczesną estetykę.
Valentino związany był z kinem od samego początku – dosłownie. Imię otrzymał na cześć Rudolfa Valentino, gwiazdy kina niemego, symbolu ekranowej zmysłowości. Urodzony w 1932 roku, dorastał w północnych Włoszech, ale to Rzym stał się jego miastem inicjacyjnym. Jako młody chłopak godzinami przesiadywał w kinach, często towarzysząc starszej siostrze. To właśnie tam nauczył się patrzeć na kobiety jak na bohaterki opowieści – nie jako sylwetki, lecz postaci z charakterem i historią. Gdy po studiach w Paryżu wrócił do Rzymu pod koniec lat 50., Cinecittà była już pełnoprawnym odpowiednikiem Hollywood, a miasto tętniło międzynarodowym życiem artystycznym. W 1960 roku Valentino otworzył własny dom mody przy Via Condotti. Jego pierwsze projekty – prezentowane dwa lata później we Florencji, w Palazzo Pitti – wyróżniały się na tle włoskiej mody tamtego czasu. Podczas gdy wielu projektantów eksperymentowało z formą, Valentino stawiał na absolutną dyscyplinę kroju, szlachetne tkaniny i kolory, które miały działać jak światło na ekranie. Najważniejszy z nich – intensywna czerwień – „Rosso Valentino” – szybko stał się jego znakiem rozpoznawczym.
Już na początku kariery jego klientkami były aktorki – nieprzypadkowo. Elizabeth Taylor, pracująca w Rzymie przy monumentalnych produkcjach historycznych, zamawiała u niego suknie także poza planem filmowym – do życia prywatnego, na premiery i przyjęcia. Miała opinię divy, a ze względu na przyjaźń z projektantem część kreacji chciała otrzymywać za darmo. Sophia Loren nosiła Valentino nie tylko na czerwonych dywanach, ale również podczas oficjalnych wystąpień w kraju i za granicą. Ich relacja była czymś więcej niż relacją projektant-muza: Loren ucieleśniała ten typ kobiecości, który Valentino rozumiał najlepiej – zmysłowy, silny, świadomy własnej obecności. To właśnie dla takich kobiet projektował.

Prawdziwym momentem przełomowym była jednak relacja z Jacqueline Kennedy. Po śmierci Johna F. Kennedy’ego pierwsza dama zamówiła u Valentino serię prostych, czarno-białych sukien, które odpowiadały jej nowej, zdystansowanej roli publicznej. Kilka lat później to on zaprojektował jej suknię ślubną na ceremonię z Aristotelisem Onassisem. Ten gest – wybór włoskiego projektanta na tak symboliczny moment – ugruntował międzynarodową pozycję Valentino jako kreatora elegancji ponad polityką i modą sezonową. Zwłaszcza, że zamiast tradycyjnej długiej sukni, Jackie wybrała koronkową bluzkę z wysoką szyją połączoną z plisowaną spódnicą, co nadawało całości nowoczesnego, minimalistycznego charakteru, zgodnego z wiosenno-letnią kolekcją Valentino z 1968 roku. Kreacja wyróżniała się lekkością i elegancją, pokazując zdolność Valentino do łączenia klasycznej kobiecości z awangardową świeżością. Ta stylizacja Jackie jest do dziś uznawana za jeden z najważniejszych momentów współpracy ikon stylu z haute couture Valentino, a sama kreacja stanowi ceniony obiekt kolekcjonerski.
W kolejnych dekadach lista kobiet noszących Valentino stała się zapisem historii kultury popularnej: od gwiazd kina europejskiego, przez hollywoodzkie aktorki, aż po księżne i arystokratki. Jego suknie pojawiały się na Oscarach, galach w Nowym Jorku i premierach filmowych – zawsze rozpoznawalne, choć nigdy krzykliwe. Charakterystyczne było to, że Valentino nie projektował „strojów na czerwony dywan” – projektował suknie, które miały dobrze wyglądać w ruchu, w świetle fleszy, w obiektywie kamery. I rzeczywiście, jego najbardziej ikoniczne kreacje pojawiły się jednak na czerwonym dywanie: Jackie Kennedy Onassis w 1979, Sophia Loren w 1991, Princess Diana w 1992, Sharon Stone w 1995, Julia Roberts w 200, Reese Witherspoon w 2002, Jennifer Lopez w 2003 czy Scarlett Johansson w 2006. Jego suknie zawsze były posągowe, eleganckie, z pozoru minimalistyczne, ale zawierające awangardowe i zapadające w pamięć elementy.
Choć Rzym pozostał jego emocjonalnym centrum, życie Valentino toczyło się również poza Włochami. W Nowym Jorku bywał regularnie od lat 60., a w latach 70. i 80. stał się częścią międzynarodowego życia towarzyskiego, które łączyło modę, sztukę i nocne życie. Studio 54 było jednym z tych miejsc, gdzie spotykały się różne światy: artyści, fotografowie, aktorzy i projektanci. Valentino pojawiał się tam w towarzystwie Giancarla Giammettiego, swojego wieloletniego partnera życiowego i biznesowego. Jego prywatność – rezydencje, podróże, kolekcje dzieł sztuki i wystawne życie towarzyskie – była przedłużeniem estetyki, którą tworzył. Przykładowo, podczas przelotów prywatnym odrzutowcem bagaże i psy Valentino wymagały osobnej organizacji transportu. Aby dotrzeć do samolotu, konieczna była więc aranżacja trzech autobusów. Nie była to ekstrawagancja dla samej ekstrawagancji, lecz konsekwencja stylu życia, w którym perfekcja obowiązywała wszędzie – od sukni po wnętrza. Bo Valentino projektował nie tylko ubrania. Już od lat 70. angażował się w tworzenie dodatków, akcesoriów, perfum, a także aranżacji wnętrz prywatnych rezydencji i przestrzeni reprezentacyjnych. Organizował także wesela katarskiej rodziny królewskiej – tej samej, która po przejściu Valentino na emeryturę kupiła jego markę. Włoskie publikacje poświęcone jego domom podkreślają, że traktował przestrzeń jak kolejną formę scenografii – taką, w której kobieta miała poruszać się z tą samą gracją co w jego sukni.
Gdy w 2007 roku zaprezentował swój ostatni pokaz haute couture, było jasne, że kończy się coś więcej niż kariera jednego projektanta. Rok później film dokumentalny Valentino: The Last Emperor pokazał kulisy tego świata bez upiększeń, koncentrując się na relacji biznesowej i osobistej Valentino i Giamettiego. To właśnie tam widzimy, jak Karl Lagerfeld mówi do Valentino: „W porównaniu z nami reszta robi po prostu szmaty”. Autor dokumentu, Matt Tyrnauer, w jednym z wywiadów przyznał, że udało mu się uchwycić nieśmiertelny moment w historii mody. To byli ostatni cesarze i doskonale o tym wiedzieli.

Emerytura Valentino nie była zniknięciem, lecz świadomym zamknięciem rozdziału. Już w jej trakcie, w 2012 roku, pracował nad wystawą Valentino: Masters of Couture w londyńskim Somerset House, która prezentowała ponad 130 stylizacji couture z okresu niemal pięćdziesięciu lat działalności projektanta. Dziś, patrząc z perspektywy czasu i po jego śmierci, widać wyraźnie, że Valentino Garavani był jednym z ostatnich projektantów, którzy rozumieli modę jako część kultury wysokiej. Jego estetyka wyrastała z kina, ale go nie kopiowała – tłumaczyła język filmu na język tkaniny. I właśnie dlatego jego suknie do dziś wyglądają jak zatrzymane kadry z filmu o elegancji.



