Moralna ulga za 15 zł – co kryje się za fenomenem Vinted? 

KAROLINA KOŁODZIEJCZYK

vinted1-Duzy

Jortsy w panterkę, koszulka sportowa, longsleeve w paski, skrzydła wróżki, satynowa halka sukienka y2k – to moje zakupy na Vinted z ostatnich kilku miesięcy. I chociaż nie jestem jeszcze vintedholiczką, to coraz częściej łapię się na tym, że scrolluję tę apkę tak, jak scrolluje się Instagrama. Algorytm podpowiada coraz ciekawsze rzeczy, a ja chętnie je serduszkuję (czyli dodaję do ulubionych). Część z nich potem kupię, uspokajając swoje sumienie, że to przecież „eko”, bo nie robię zamówienia na Zalando, tylko w internetowym second-handzie.

I, jak się okazuje, nie jestem w tym odosobniona. Według Resale Report, opracowanego przez thredUP, sektor odzieży używanej do 2029 roku globalnie urośnie trzy (!) razy bardziej niż cały rynek odzieżowy. Ponieważ jednak lubię drążyć i szukać drugiego dna, postanowiłam zadać sobie pytanie: czy to naprawdę dobrze?


Reklama

Psychologia „mniejszego zła”

Panuje powszechne przekonanie, że ubrania używane to lepszy wybór dla środowiska. W końcu kupujemy coś, co jest z drugiej ręki, a więc nie przyczyniamy się do produkcji nowej sztuki odzieży, zamiast tego wykorzystując to, co już jest na rynku wtórnym. Tym samym mentalnie zdejmujemy z siebie odpowiedzialność – upraszczając problemy z branżą odzieżową do prostych moralnie wyborów, takich jak: Vinted jest lepsze niż Shein. 

Ciężko oczywiście temu zaprzeczyć. Według danych Vinted zakup ubrania na ich platformie oznacza średnio o 1,8 kg CO₂ eq mniejszy ślad węglowy niż kupno nowego. Jak jednak Vinted samo przyznaje, efekt ten osiąga się wtedy, gdy zakup z drugiej ręki faktycznie zastępuje zakup rzeczy nowej. I tutaj pies pogrzebany, a właściwie to pogrzebana nasza ekologia. Moda na odzież używaną nie sprawiła bowiem, że kupujemy mniej. Kupujemy inaczej.

Jak pokazują badania, scrollując platformy takie jak Vinted, często wpadamy w pułapkę „rebound effect”, czyli odczuwając moralną ulgę, decydujemy się zakupić więcej. Nie walczymy więc w ten sposób z nadkonsumpcjonizmem, który jest kluczowym problem środowiskowym.

Ukryty koszt drugiego obiegu

Czy idea kupowania ubrań z drugiego obiegu jest więc zła? Byłabym hipokrytką, potępiając Vintedziary. Sama wiem, jak bardzo wciąga wyszukiwanie perełek vintage. Ale nie mogę przejść obojętnie wobec faktu, że tak, nadkonsumpcjonizm może przejawiać się również w ubraniach z drugiej ręki. I chociaż ogólnie rzecz ujmując lepiej zdecydować się na coś używanego niż nowego, jak już wiemy – nie zawsze to jest wybór coś za coś. A raczej: coś obok czegoś. 

Obok moralnej ulgi to także niska cena i łatwa dostępność często sprawiają, że kupujemy więcej, niż wrzucilibyśmy do koszyka w normalnych sklepach. Możemy przy tym dać się również naciąć na brak metki ze składem („Ale to na pewno była wełna!”) czy markę „Vintage Love”, w rzeczywistości oznaczającą tani badziew z Shein czy Temu.

Platformy z ciuchami z drugiej ręki mogą więc wręcz zasilać rynek szybkiej mody. Dlaczego? Zamiast kupować mniej ubrań ogółem, ludzie zaczynają kompulsywnie kupować więcej ubrań używanych. Takie zachowania nie oznaczają, że walczymy z nadprodukcją odzieży – przeciwnie, podtrzymujemy, a nawet zwiększamy popyt. Niwelujemy też korzyści środowiskowe płynące z wyboru rzeczy używanej – zapominając (albo nie chcąc widzieć), że rzecz używana to także skutki dla planety: transport, sortowanie, logistyka – to przecież nie są procesy zeroemisyjne.

Kto płaci za nasze czyste sumienie?

Moda na second-handy ma też jeszcze jeden aspekt – wzrost cen ubrań używanych, również tych w stacjonarnych sklepach. Nie uderzy to w influencerkę tworzącą barwne stylówki z wygrzebanych perełek. Uderzyć to może natomiast na przykład w seniorów, którzy w osiedlowych second-handach kupowali, zanim to było modne. Po prostu – z konieczności ekonomicznej. Wzrost platform komercyjnych może więc realnie utrudniać sprawiedliwy dostęp do odzieży używanej. A kto na tym zyskuje?

Kiedyś rynek second-handów w Europie i Stanach Zjednoczonych należał przede wszystkim do organizacji non-profit, jak na przykład znany u nas Caritas. Teraz natomiast obserwujemy jego komercjalizację, a zyski trafiają do rąk prywatnych. I chociaż sama idea jest oczywiście proekologiczna, to nie możemy się zatrzymywać na tym abstrakcyjnym gruncie. To, kogo kieszenie napychamy, ma znaczenie. To, kto na tym traci, również. Nie mówię: nie kupuj na Vinted. Ale jeżeli chcesz kupować naprawdę świadomie, nie oszukuj się, że siódma sukienka w tym miesiącu jest ekologicznym wyborem, bo z drugiej ręki. Jak i w przypadku fast fashion wracamy tu do prostego pytania: czy naprawdę tego potrzebujesz? Ja – zazwyczaj – nie. 

Źródła

https://www.researchgate.net/publication/362841531_The_rebound_effect_of_reuse_a_case_study_of_second-hand_clothing

https://press-center-static.vinted.com/Climate_Impact_Report_Summary_EN_2023_89b136c376.pdf?utm_source=chatgpt.com

https://portal.research.lu.se/en/publications/second-hand-clothing-markets-and-a-just-circular-economy-explorin?utm_source=chatgpt.com

https://businessinsider.com.pl/biznes/vinted-historia-sukcesu-litewskiej-firmy/dwl55ff

https://www.thredup.com/resale?srsltid=AfmBOoo_YCPhzv-trVb795keifoZIjKC6b6qnodGoipqr5iP0UthzvFx

https://www.sciencedirect.com/journal/journal-of-cleaner-production

https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0959652623002974

fot. unsplash.com

Share this post

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

PROPONOWANE