Rzym odwiedziłam cztery razy i z każdą kolejną wizytą znajdowałam tu nowe zakamarki, gdzie nie chadzają parasolkowe wycieczki, pielgrzymi w gumowych crocsach i amatorzy-paparazzi, którzy bezmyślnie strzelają migawką dookoła własnej głowy. Moim zadaniem podczas podróży do europejskich stolic jest unikanie innych turystów, a już najbardziej tych, którzy chcą mnie zdeptać i niechcący walnąć selfie-stickiem w twarz.
Szukając cienia
Liczba wycieczek oznaczonych kolorowymi czapkami, kamizelkami i kijkami z flagą jest w Rzymie przytłaczająca, dlatego sporządziłam listę kilku miejsc, które pozwolą odpocząć umęczonym staniem w kolejce fanatykom sakralnych budowli, dobrze nakarmią poszukiwaczy włoskich smaków i zadowolą tych, którzy z podróży lubią przywieźć niebanalne drobiazgi lub nieco regionalnych rarytasów.
Jest to subiektywny mini przewodnik dla tych, którzy zdążyli już odhaczyć najważniejsze miejsca z przewodników i szukają chwili wytchnienia w rozpalonej słońcem stolicy Włoch. Przy odwiedzaniu miejsc w Rzymie, które potencjalnie mogą paść ofiarą zorganizowanych wycieczek (takich jak Ogród Botaniczny), należy pamiętać o wyborze porannych godzin. Rzym wiosną i latem rozpala słońcem termometry od samego rana, dlatego nie musimy się bać, że pogoda nie będzie sprzyjać. Nie łudźcie się, że Rzymskie poranki będą chłodne, załóżcie wygodne buty, weźcie butelkę wody i starajcie się omijać turystyczne obszary, a znajdziecie miejsca ciche, okryte cieniem padającym z wąskich kamienic i wypijecie w spokoju chłodne wino w otoczeniu pięknej roślinności, której we Włoszech nie brakuje.

Isola Tiberina
Dobre miejsce na zachód słońca i wieczorny miejski piknik z butelką wina. Isola Tiberina to najmniejsza na świecie zamieszkana wyspa, na której znajduje się kościół i szpital oraz wysoko oceniana przez znane przewodniki restauracja Sora Lella. Nie dla restauracji tu przychodzę, a dla pastelowego w kolorze Tybru, który wije się spokojnie nieopodal zabytków Wiecznego Miasta.
Via del Governo Vecchio
Wąska i pokrętna uliczka niedaleko Piazza Navona przyciągnęła mnie swoimi butikami vintage. Jest to mocno zminiaturyzowana wersja paryskiej dzielnicy Le Marais, w której liczba modnych zakamarków nie ma końca. Na Via del Governo Vecchio też znajdziemy kilka godnych uwagi sklepów z modą vintage, w których można znaleźć unikatowe perełki – od okularów, przez skórzane buty i torby, kończąc na szykownych płaszczach.
Ogrody Willi Borghese
Ulubiony zielony zakątek Rzymu i drugi co do wielkości (80 ha) park w mieście. Ogród to prawdziwy raj dla tych, którzy szukają cienia i spokoju w otoczeniu natury. Jest tu na tyle dużo przestrzeni, że każdy znajdzie swój kawałek trawy idealny na piknik w ciągu dnia. Rozległe ogrody kryją wiele atrakcji, a do tych, które szczerze polecam, należy pływanie łodzią w Giardino del Lago – urokliwym jeziorku, nad którym wznosi się świątynia na małej wyspie. Dla tych, którzy nastawieni są na kontakt ze sztuką, oczywista będzie wizyta w Galleria Borghese. Nie zapomnijcie jednak zawczasu zarezerwować biletów – pula zwiedzających każdego dnia jest ograniczona.
Orto Botanico di Roma
Rozległy ogród botaniczny, znajdujący się niedaleko centrum dzielnicy Trastevere (Zatybrza) to idealne miejsce na poranny spacer. Z reguły nie ma tu wielu turystów, ale zdarzają się zorganizowane wycieczki. Na terenie ogrodu znajduje się m.in. jedna z najbogatszych kolekcja bambusów oraz reprezentatywna szklarnia z 1877 roku. Podczas spaceru warto podnieść wzrok nieco wyżej na wysokie palmy i poszukać papug.
Dzielnica Trastevere
Zatybrze to jedna z dwudziestu dwóch rioni Rzymu, uznawana za najstarszą. Niegdyś zamieszkiwana przez najuboższych, dziś przyciąga turystów swoim czarem i restauracjami. Trastevere to dobra dzielnica lubiących zwiedzać miasto piechotą. Jest tu stosunkowo blisko do większych zabytków (Panteon, Watykan, Koloseum), a pomimo sporej liczby zwiedzających rejon kusi, aby zostać dłużej, pospacerować po wąskich uliczkach i napić się wina na Piazza Santa Maria. Wieczorami całe Zatybrze budzi się do życia, a pośród tak dużej liczby barów i restauracji na małej przestrzeni można się pogubić. Osobiście polecam wziąć pizzę na wynos w La Boccacci, kupić wino i dobry ser w znakomitym Antica Caciara i usiąść na schodach na placu Trillusa, by obserwować turystów albo posłuchać lokalnych muzyków.

Antica Caciara
Wspomniany wcześniej sklep Antica Caciara wyczujemy z kilku metrów, ponieważ… na wielkich, drewnianych drzwiach wejściowych rozwieszone są szynki i małe kiełbaski. Antica Caciara to sklep z tradycją i długą historią, czego dowodem są liczne zdjęcia i wycinki artykułów wiszące na ścianach. Właścicielem oraz głównym sprzedawcą jest Roberto Polica, który pracuje tu od pięćdziesięciu lat. Sklep to rodzinny biznes założony w 1900 roku przez dziadka Roberta, dla którego głównym celem była sprzedaż sera. Wewnątrz zapach przepysznych wyrobów mocno dominuje i jest to oczywiste, dlaczego. Na środku podłogi znajduje się wieża dużych, czarnych kół Pecorino Romano. Sama nazwa sklepu znaczy dosłownie „stare miejsce, które sprzedaje ser”. Oprócz mnogości rodzajów włoskiego specjału znajdziemy tu duży wybór win, szynek i makaronów. Po wyjściu ze sklepu nie oddalajmy się zbyt daleko – zaraz za rogiem znajduje się dobra włoska restauracja Buff, Pizzeria Ficini oraz klubokawiarnia Baylon Cafe.
Lela i Dom
Dwa niezależne od siebie sklepy Lela i Dom stanowią świetną alternatywę dla przaśnych souvenirów „made in China”. Lela znajduje się niedaleko Ponte Sisto i jest skromnych rozmiarów sklepikiem z dużą liczbą emaliowanych kubków, talerzyków, naturalnych gąbek, pięknych doniczek i tekstyliów kuchennych. Dom to z kolei nieco większy sklep z wnętrzarskimi gadżetami, który polecam ze względu na ich szeroki wybór.
Na koniec garść moich obserwacji na temat przereklamowanych miejsc. Zamiast wybierać się na okrzyknięty sławą targ Campo di Fiori, postawcie na Mercado Testaccio. Za każdym razem, gdy miałam okazję przechodzić niedaleko modnego targu, byłam zawiedziona widokiem hinduskich sprzedawców przekrzykujących się w ofertach „dwie oliwy za 4 euro, cztery paczki makaronów za 5 euro”. Plastikowe opakowania oraz handlarze mówiący w każdym języku nieco mnie odpychają, więc jeżeli i ty nie dajesz się nabrać na to, że ktoś mówi „dzień dobry” w twoim języku – omiń tę osławioną w przewodnikach atrakcję. Idź spokojnym krokiem w kierunku dzielnicy Testaccio, a znajdziesz tam ciekawy budynek z labiryntem małych boksów i uprzejmymi włoskimi sprzedawcami. Z kolei targ przy Porta Portese zaliczam do jednej największych porażek, jakie przeżyłam podczas pobytu w Rzymie.
Rzekomo pchli targ z lokalnymi sprzedawcami to nic innego jak przypominający chińską halę targową sznur rozstawionych jeden za drugim stoisk z największą tandetą, jaką mógł wyprodukować człowiek. Omijać szerokim łukiem!



















