Najgroźniejsze pustynie świata II

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Pharaoh’s Rally, legendarny Rajd Faraonów

Najbardziej krwiożercza pustynia świata, nieprzebyta, bezkresna i bezlitosna Sahara. Tym razem nękana nie tylko słońcem i wiatrem, wymagająca nie tylko wirtuozerii w nawigacji przy pełnej prędkości, ale też nękana bliską obecnością bojowników Państwa Islamskiego, którzy przekraczają zachodnią granice Egiptu.

Zawodnicy walczyli pod czujnym okiem egipskiej armii.

Było bardzo trudno. Adam Małysz rozbił swoje Mini na olbrzymiej wydmie. Rafał Sonik wyleciał w górę na wykrocie, który nie był opisany w roadbooku. Miał mnóstwo szczęścia, bo quad w powietrzu obrócił się przodem w dół i opadł na koła. W dodatku pękł amortyzator skrętu i ostatnie dwieście kilometrów trzeba było jechać bez wspomagania. To piekielnie męcząca sprawa.

Pod piramidami pierwszy był Abuissa. Ale Rafał Sonik miał swoje święto, bo pojawiła się tam wielka grupa kibiców z Polski.

– Więc się nie poddam – zapowiedział.

Sardegna Rally Race

Sardynia to inny teren. Nie ma pustyni, ale zarośnięte krzewami górskie ścieżki. Czasami tak wąskie, że można je pokonać tylko na motocyklu. Quady radzą sobie w tych miejscach z największym trudem. Stéphane Peterhansel, wielokrotny zwycięzca Dakaru powtarza, że nie jest sobie w stanie nawet wyobrazić, jak można takie trasy pokonać na czterokołowcu.

Są tam kamienne płyty na stromych górach, nagłe skoki w pustkę, za którą, wedle roadbooka, da się wylądować. Są mylne przepaściste szlaki zarośnięte tak, że jeździec nie widzi podłoża, bo ponad zarośla wystaje mu tylko głowa. Jeśli zahaczy o korzeń przy prędkości 100 km na godzinę, urwie koło albo zrobi sobie krzywdę. Sonik miał kłopoty w połowie trasy, błąd w roadbooku wyrzucił go poza trasę, w wąwóz, z którego nie dało się wydobyć bez pomocy. Muhammad Abuissa wyczuł szansę, ale przegrzał na finiszu. Miał dwie kraksy. Jechał nawet szybciej niż Sonik, ale co z tego, skoro nie ukończył odcinka.

Rafał znowu miał rację. Nie chodzi o to, żeby być najszybszym, ale o to, żeby wygrać mistrzostwo świata.

– Rafał pewnie się ucieszył, że mi nie poszło? – zapytał Muhammad kiedy się spotkaliśmy na mecie.

– Ucieszył się, że walczysz – powiedziałem.

– Jak to?

– Gdybyś się poddał, straciłby do ciebie szacunek. A co to za honor wygrać z kimś, kogo nie szanujesz, bo się poddaje?

Zrozumiał.

Szacunek. Najlepsze, co można mieć.

Ale na ostatnim etapie Rafała już nie dogonił.

Atacama Rally

To był wyjątkowy rajd, bo na Atacamie, najbardziej suchej pustyni świata, spadł deszcz i wszystko się zmieniło. Wyrosły trawy i kwiaty. Były takie dni, że zawodnicy ścigali się pośród kwietnych łąk. Czerwonych albo niebieskich. Jak po największym trawniku świta. Ale sławne wydmy Atacamy, wysokie na kilkaset metrów, były groźne jak zwykle.

Ten rajd należał do Chilijczyków. Oni tu trenują i oni potrafią jeździć na roadbooku, który jest odbity z Google Maps – jest płaskim odwzorowaniem ziemi, nieuwzględniającym różnic wysokości.

Wygrali we wszystkich kategoriach. Ignacio Casale, najsławniejszy spośród chilijskich quadowców, był nie do pokonania. Trasy brał z pamięci, nie musiał tracić mikrosekund na badawczym oglądaniu każdej wyrwy i każdego skoku. Uzbierał ich dość na pierwsze miejsce.

O sukcesie zaważył etap, na którym zabrakło paliwa… Casale wiedział, że na jednym z etapów trzeba lać paliwa po rąbki. Wszystkim innym zabrakło. Sonik dojechał na oparach.

Casale wygrał.

– To mój dom. Moja pustynia. Nie mogłem jej zawieść, a ona nie mogła zawieść mnie – powiedział mi na mecie.
– Ignacio Casale, zwycięzca rajdu Atacama – pogratulował mu Rafał przed kamerami telewizji.

– Rafał Sonik, zdobywca Pucharu Świata 2015 – odwdzięczył się Casale.

Drugie miejsce w Atacama Rally dało Rafałowi piąte zwycięstwo w Pucharze Świata. Drugi z Polaków, Jakub Wiśniewski, ma ogromne szanse na trzecie miejsce, choć Muhammad Abuissa drugiego nie da już sobie odebrać.v

Reklama